Gdy Baby się uprą…czyli gorąca linia…

Kiedy zadzwoniłam po godzinie 12. wyniku jeszcze nie było, ale Pani z Sekretariatu, powiedziała, żebym zadzwoniła za godzinę, bo koleżanka właśnie poszła do patologów. W międzyczasie zadzwoniła do mnie moja p. Doktor, żeby się upewnić, iż trzymam się jednej słusznej linii, a nie na ten przykład odpuściłam sobie…Powiedziałam jej, że dzwoniłam, ale raczej jutro się widzieć nie będziemy. Na co moja p. Doktor odpowiedziała, że wymyśliła dla mnie coś piekielnego, ale wiąże to się ściśle z wynikiem- którego nie ma! Dzwonię po 13. i słyszę to samo plus- abym zadzwoniła jutro. Jutro to będzie futro! Kolejny raz tłumaczę, że o cały tydzień, kolejny raz przesuwa mi się komisja. Spokojnie, bez żalu, bo to nie tych Pań z Sekretariatu wina, ale pozwalam sobie na zasugerowanie, czy będę miała gwarancję, że w poniedziałek wynik już będzie, czy może w cudzysłowie, moje guzy się gdzieś zawieruszyły. Innymi słowy, czy takie długie oczekiwanie, to norma czy raczej nie. Nie. Pani  z Sekretariatu prosi bym zadzwoniła za pół godziny, a ona zadzwoni do patologów z zapytaniem, jak daleko są z moimi wynikami. Po upłynięciu więcej niż pół godziny dzwonię i słyszę: nie ma. Ale też słyszę jak druga Pani mówi odbierając słuchawkę poprzedniej i przepraszając za koleżankę, że będą dziś o 15., tak jej obiecano. Informuję Panią, że odbiorę  jutro z samego rana, na co słyszę: Ale nie będzie miała pani do mnie pretensji, jeśli ich nie będzie, bo wprawdzie mi obiecano, ale…Nie- odpowiadam- najwyżej się przejadę.  I nagle słyszę radosne:SĄ!!! I Pani mówi, że prosiła o przysłanie faksem, jak tylko będą. Jeszcze nie wierząc, pytam się, czy na 100% odbiorę je rano. Słyszę z ogromnym uśmiechem: na 1000%. Dziękuję bardzo i w radosnym tonie, obie się z Panią żegnamy.

No to się jutro moja p. Doktor lekko zdziwi. A może nie.

A ja za chwilę się pakuję i jadę do DM. Sama. OM się chciał doczepić, ale odmówiłam. Dopóki mogę sama, to szkoda jego czasu i…zdrowia 😉 Już prawie pewny był jutrzejszy wyjazd  z Tuśką w zupełnie  w przeciwnym kierunku, ale jak widać plany uległy zmianom. Jak to u mnie najczęściej bywa. Przywykłam.

Pomyślcie o mnie jutro ciepło 🙂 Będę się stresować, bo komisja to nie bułka z masłem. Tam trzeba się zmierzyć z tym, co na co dzień niekoniecznie zaprząta moją głowę.