Jak dobrze wstać…

Nie, nie skoro świt 😉 Wręcz przeciwnie. W szpitalu pobudka jak w wojsku:  godzina piąta- pani pielęgniarka wkracza z termometrem i strzela nim prosto w czoło; za nią pani salowa, zabiera śmieci z kosza w łazience. Potem następuje godzinna cisza, i dopiero o godzinie szóstej wzmaga się ruch jeszcze nocnej zmiany: kroplówki, zastrzyki i inne takie…Kiedy wyszłam i umościłam się w mieszkaniu w DM, to codziennie budziłam się około siódmej. A dziś, we własnym łóżku, we własnym domu spałam do 9.30:) Jak dobrze wstać… wyspaną, niebudzoną przez nikogo (OM mężnie odparł atak o godzinie ósmej własnego teścia, który chciał się z córeczką zobaczyć;)), z uśmiechem, że w końcu mam przestrzeń. Kocham DM i świetnie się w nim czuję, ale małe mieszkanie mnie przytłacza,  a w łazience można dostać klaustrofobii…że nie wspomnę, jak szybko się nagrzewa w czasie upałów. Co tu dużo ukrywać: mimo pełnej obsługi i cudownego towarzystwa, tęskniłam za domem. Za swoim rytmem dnia…

Dotarłam przed 23. Myśka z radości nie chciała mnie wypuścić z samochodu, samej się do niego pchając. Lustracja domu wypadła…hmm…Jak to po remoncie…Nie wszystko jeszcze na swoim miejscu, łącznie z kuchenką, bo dopiero dziś stolarz przychodzi montować ladę. Kolory okej, choć to nie ten w kuchni, ale w pokoju okazał się nie taki, jak miał być. Być może „jaśmin” różni się od „bajkowego jaśminu „- ten drugi jest ciemniejszy, mimo że na puszce wyglądał inaczej. Za to jak brzmi, prawda? Bajkowy, czyli niezwykły…będę sobie powtarzać 😉 I sobie powtarzałam, dopóki OM (piszę na raty, bo ciągle coś/ktoś) nie przyniósł puszki, by udowodnić, że producent omamił. I udowodnił: że to żaden „bajkowy jaśmin” ani żadna baśń, tylko „jaśminowa aleja”, a na malunku kolor może i jaśniejszy, ale nie taki jak poprzedniej farby na ścianie. Cóż, poszły konie po betonie…W międzyczasie dzwonił stolarz, że lada dopiero w środę, bo lakiery schną…Także tak…Do poprawki jest jedna rzecz: odcięcie paska górnego tapety, bo położona od sufitu tworzy „fale dunaju”. Nie wiem, dlaczego nie przyszło im to do głowy od razu, wszak malowali stosując  ten pasek. Nie, żebym się czepiała, ale…Cieszę się, że mam odświeżone, bo już dawno powinno to być zrobione. Pieniądze z ubezpieczenia, po zalaniu z powodu pęknięcia rury, już dawno zostały skonsumowane na niewiadomonaco. Dlatego dziś jak tylko wstałam i zeszłam na dół, to tylko żal było patrzeć na taras: istne pobojowisko domorosłego malarza z jego zabawkami. Podobno mają zniknąć 😉 Dobrze, że kwiaty mają…wciąż kwiaty…Inaczej pozostałby mi tylko przywieziony z DM słonecznik od Miśka i…piękny, własnoręczny bukiet Tuśkowy, wręczony dziś 🙂

Mamo, ale schudłaś…wiesz, że jesteś chuda…? No cóż, nasze pobyty szpitalne trochę się między sobą różniły. U mnie nie bywał dostawca z pizzą ;D A jak Ciocia przyniosła mi dwudaniowy obiad, to drugie danie zabrała PT, bo inaczej wylądowałoby w koszu. A tak, dziewczyna miała pożywienie na…uwaga!- trzy dni ;D Nawet mamina kuchnia już po moim wyjściu, nie zdziałała cudów, a jadłam, bo apetyt wrócił- za krótko. Nawet lody, które obiecałam sobie zaraz po, jak…się wypróżnię, co nastąpiło dopiero we wtorek, więc zaraz w środę w asyście PT poszłyśmy na spacer, posiedziałyśmy trochę w piaskownicy, bo na chwilę zaniemogłam, a potem po piękny różowy bukiet róż i lody…Były moje ukochane miętowe z czekoladą, ale, no właśnie, szukałam bez żadnych „zatykających” pewną część ciała dodatków. Padło na kawowe. Bo owocowe, to ja zjem, ale w lodziarniach o tradycyjnej recepturze (zazdroszczę krakowianom), a sorbet, to dla mnie nie lód. Były dobre, ale obrzydliwie słodkie…A potem zmroziły się na lód, i chyba tylko tasakiem albo piłą elektryczną, której nie miałam na podorędziu, można byłoby je pokroić.

Do DM wracam w niedzielę, po to, by  w poniedziałek udać się do szpitala na zdjęcie szwów. Może już będzie wynik hist. Tak czy siak, z nim muszę zgłosić się na komisję lekarską, która odbywa się tylko w czwartki. Bez jakiegokolwiek wcześniejszego umawiania się, bo we wtorek byłam u mojej p. Doktor i zostawiłam wypis. Także za tydzień albo za dwa będę wiedziała co dalej, a właściwie jak ta walka będzie wyglądać, albo inaczej: czym mnie będą truć.

Miłego, pogodnego weekendu 🙂

 

 

 

10 myśli na temat “Jak dobrze wstać…

  1. Będzie pogodny, bo LP w tej chwili szaleje na tarasie i przywraca mu urok, gdy ja jeszcz tylko z kanapy Jej towarzyszę. ŁYKNĄĆ też nie bardzo mogę;)

    Polubienie

  2. Identyczny pobyt w szpitalu………jestem w domu.Jeszcze 3 chemie do konca lipca sie wyrobie.Potem wyniki …no i oczekiwanie…….Pozdrowka serdeczne

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s