O solidarności Dziewczyn, cycków i jajników…

Po pierwsze, bardzo, bardzo dziękuję Klarce za „akcję” na „zaprzyjaźnionym blogu”. DZIĘKUJĘ!!!! Przyszłyście Dziewczyny do mnie z dobrym słowem i sercem na dłoni…Wciąż to mnie wzrusza, więc łzy cisną się do oczu i pociągam nosem…DZIĘKUJĘ WAM BARDZO, JESTEŚCIE WSPANIAŁE! 🙂

Bardzo, bardzo dziękuję moim zaprzyjaźnionym blogowiczkom i czytelniczkom, że są, że wspierają, rozbawiają. WSZYSTKIE BEZ WYJĄTKU JESTEŚCIE CUDOWNE!:) I te, które czytają, ale nie komentują, również! Grunt, że jesteście ze mną! Choroba, chorowanie, to nie jest łatwy temat. Nie każdy wie, jak  się zachować w jej obliczu. Ten blog jest dla moich Bliskich- kiedyś nadejdzie czas i dostaną kod dostępu…Ale również, dzięki niemu i trochę dzięki Onetowi, co to od czasu do czasu wyrzucał mnie na główną, poznałam wspaniałe Osoby, z którymi znajomość i przyjaźń wykroczyła poza wirtualną przestrzeń. Niech żyją internety!!! 😀 Niejedna z Was doświadczyła tego samego, więc wiecie, o czym piszę.

Leżę sobie w przyjemnym, a raczej wygodnym i bardzo funkcjonalnym anturażu, tylko trochę smutnym. Brakuje mi kolorów. Czas płynie szybko, bo w DM jest najwięcej moich Bliskich, więc uskuteczniają pielgrzymki 🙂 Oddział jest przychylny pacjentom, więc wizyta o 22. nikomu nie przeszkadza. Calutki personel, każdy szczebel jest dla pacjenta (oprócz tej jednej Kuchennej, co była tylko raz i znikła). Żadna oddziałowa nie wbiega w popłochu przed wizytą, żeby pacjenci się ogarnęli i ogarnęli wokół się. Nie ma najmniejszego terroru, zakazów i nakazów. Tu się czuje, że pacjent jest najważniejszy! Jedyny problem to…drzwi. Rzadko zamykają, a naprzeciwko na korytarzu jest uchylone okno, centralnie do naszego okna na sali. Latam i zamykam drzwi, żeby nie było przeciągu…Jak mi sąsiadkę (Starszą Panią- jutro wychodzi) powieźli na zabieg, to otworzyłam sobie (PT otworzyła) okno na oścież. Wchodzący personel z troską pytał się mnie, czy nie jest mi za zimno, a ja tylko prosiłam, żeby zamykali za sobą drzwi 🙂 Ale jeszcze nie weszło im to w nawyk 😦 Zaś Pani Starsza jak idzie na kibelek, to nie zamyka drzwi od łazienki, zamyka jak wychodzi…Tak że, tak.

Tuśka ma bardziej kolorowo. Nie tylko ściany (ma na korytarzu duże akwarium), ale przede wszystkim park, po którym łazikuje w przeciwsłonecznych okularach, wyczekując dostawcy pizzy-  nie ma diety lekkostrawnej 😉 Żadnej diety. Za to spojrzenia, że młoda, ładna dziewczyna i…Nie wytrzymuje na sali, bo tam panie rozmawiają o chorobach, a Ona  przecież…Ona to wszystko zna, bo babcia, bo mama…Więc robi wszystko, by nie doświadczyć tego samego. Jestem z Niej dumna! I niczego bardziej na świecie nie chcę, jak tego, by Jej się udało. By przechytrzyła skorupiaka!

„Dobra zmiana” dociera wszędzie, a raczej strach, co jeszcze ci nieudacznicy zepsują. Współlokatorki Tuśki, rozmawiają o tym, że trzeba się decydować na rekonstrukcję jak najszybciej, bo może  NFZ zaraz nie będzie refundował, wszak po co kobiecie sztuczny cycek, którym dziecię nie wykarmi? Nie mówiąc już o tych kobietach, co to dzieci nie chcą mieć albo już są w takim wieku, że…A na dzieci pieniądze muszą przecież być, wszak to sztandarowy projekt, którym machają przed oczami tym, którzy uwierzyli w dobrą zmianę… Moja sąsiadka (łóżko obok), wciąż gada: do się, do mnie…I opowiedziała, jakie to teraz libacje w jej wsi się odbywają: pani, nie dość, że z opieki dostają, to teraz  jeszcze na dzieci…pijani rodzice, pijani dziadkowie… I to nie jedna rodzina. Tak, wiem, że to patologia, ale…Te pieniądze wielu rodzinom może pomogą, ale pogłębią i stworzą nowe patologie.

Pani Starsza opowiedziała mi też cudowną historię. Rodziła o czasie na „porodówce- pipidówce” , ale pierworodny syn urodził się malutki, ważył 1,70 kg. Nie chcieli jej wypuścić ze szpitala, ale się uparła. Po trzech dniach wyszła. Owinęła noworodka- pani, kiedyś na stacjach to były pomieszczenia dla matek z małymi dziećmi, a teraz nic nie ma (pewnie miała na myśli tę pipidówkę, i wiele takich dworców w naszym kraju)- w domu wykąpała, położyła na dużej poduszce i opatulając, przytuliła do piersi. Synek nie chciał ssać, więc wzięła, zagotowała wodę, wyparzyła łyżeczkę i łyżeczką pomalutku karmiła. Rano znowu wykapała…nasmarowała masłem, i tak dzień po dniu…Kiedy zjawiła się w pipidówce po trzech miesiącach, to nikt nie chciał jej wierzyć, że jest to, to samo dziecko.

Jest PT z kawą:))) i z siemieniem lnianym- a mówiłam, że ja tych glutów nie przełknę! Kurczę, ale muszę coś, bo nawet „musztarda” Aliś na moje jelita nie działa i kumulują w sobie wszystko, co od środy wrzuciłam. Musi co klej zakleił skutecznie…;D

 

Reklamy