Przesadziłam…

Najpierw kilka zakupionych kwiatków. Jeszcze kilka pustych donic na tarasie, ale…przystopowałam, bo…kto będzie podlewał, jak mnie nie będzie? Zapytany o to OM, zażyczył sobie spiski na dużym formacie: co, gdzie i kiedy…I tak będę telefonicznie przypominać. Nie tylko o kwiatkach, bo te, to najmniejszy problem, ale szkoda by było.

Potem z telefonami do Miśka. Ale! Kto matce zabroni? Zdalnie sterowana, ale i uparta- że muszę tu i teraz na ten czas! Sam sobie winien, że namówił mnie na ajfona, którego sam kocha miłością bezwzględną. Mam nadzieję, że matkę kocha bardziej albo przynajmniej ma do niej większą cierpliwość. I tak musiałam wymienić telefon na nowy, bo ten stary zniedołężniał i się zawieszał; potrafił  niejeden numer wywinąć i do kogoś, kogo kocham, zamiast love to pięścią wywijał…grrr. Jako że ja wciąż bizneswomen- mimo że rencistka- to pod skrzydłami Telefonicznego Opiekuna, który jest, delikatnie mówiąc: niegramotny. Jak się okazało, umowę na nasze dwa telefony (OM i mój) przedłużył wraz z pozostałymi w firmie, czego OM łaskawie był nie zauważyć, więc było pozamiatane. Tak to bywa, jeśli dwóch gamoni bierze się za załatwianie poważnych interesów.  Ale! Misiek podesłał mi link gdzie i co mam kupić, co natychmiast uczyniłam. Po czym, jak już telefon się znalazł  w moim posiadaniu, wystąpiłam do Opiekuna po nową kartę SIM. W międzyczasie uparcie zgrywając zdjęcia ze starego na kompa, potem na pendrive, żeby Misiek mi wgrał na nowy. Mogłabym bezpośrednio na mojego Acerka, którego biorę ze sobą do DM, ale…no właśnie, przemilczę…;D (się nie będę pogrążać). Kiedy już karta SIM dotarła, Opiekun kolejny raz potwierdził, że niekoniecznie wie, o co chodzi w tej branży, w której świadczy usługi, bo stwierdził, że wystarczy telefon wyłączyć i włączyć, żeby ją aktywować. Toż to ja już jestem bystrzejsza- mimo wyżartych szarych komórek- i wiem, że nie na wszystko działa samo wyłączenie i włączenie- nie ta moc sprawcza! Odpisałam mejlem, co o tym sądzę i zadzwoniłam na infolinię. Załatwiłam: w ciągu 15 minut miałam aktywację 🙂 W międzyczasie (w ciągu dwóch dni) wykonałam do Miśka kilkanaście albo i więcej telefonów, wychodząc z założenia, że po co mam metodą prób, jak mogę zapytać. Wmówił mi, że długość kabelka nie ma znaczenia, kiedy ja uparcie szukałam krótszego, bo wydawało mi się, że tylko taki ma sprawczą moc.  Chciał  to miał ;D Zresztą to nie koniec, bo dopiero w niedzielę, jak przyjdzie do mnie do szpitala, wgra i poustawia mi w ajfonie wszystko to, co chcę i co jest niezbędne. Zdalnie sterowana i samoistnie- w momentach przebłysków- doprowadziłam telefon do  użyteczności: dzwonię i odbieram, net hula…i takie tam inne, reszta poczeka- łącznie z odciskiem palca 😉

W międzyczasie, a nawet wcześniej, uświadomiłam sobie, że w kwestii pobytów w różnych szpitalach, ma osobistość również przesadza. To będzie mój siódmy (nie pobyt tylko szpital), a w jednej z klinik leżałam w sumie na trzech oddziałach; samych pobytów datowanych z noclegiem, nie zliczę. W trzech miastach. Tak że tak. Może nie jakiś rekord, ale…dużo za dużo! W tym momencie zazdraszczam  Mamie mojej Aliś, która jakiś czas temu będąc w szpitalu ze złamaną nogą, na pytanie o ostatni pobyt, odpowiedziała: 48 lat temu jak rodziłam córkę 😀

Dziś ostatni dzień w miarę normalnego jedzenia. Od jutra nie jem mięsa, a w sobotę tylko płynne, w niedzielę soki i wodę. Na sugestię Profesora, coby nie zafajdać łoża operacyjnego. W sumie mówił, żeby nie najeść się przez ostatnie dni smażonych ziemniaków ze schaboszczakiem i zasmażaną kapustą, coby nie było za dużo produkcji ubocznej, ale…Ja tam swoje wiem 😉 I czuję się gorzej niż skazaniec (taki z filmów amerykańskich), który przed egzekucją może sobie zamówić do celi ulubioną potrawę, a ja tu jakiś post. Tak że tak…Teraz siedzę i myślę, co by to było, gdybym tak była na miejscu skazańca…Barszcz czerwony z Mam uszkami albo jakieś krewetkowe szaleństwo.

A  Wy? Co byście zjedli na ostatni posiłek?

Przesadziłam? Wiem…;)

P.S. Przy okazji telefonicznych porządków, pominęłam kilka a może kilkanaście numerów. Niektóre słusznie, niektóre…sama nie wiem, ale myślę, że to całkiem normalny stan rzeczy…Chyba.