Dwa kocie (nie)szczęścia…

Najpierw wydarzył się wypadek…

Nie ma chyba  większego przeciwnika wycinania drzew jak mój Tata. Jednak topola, uważana jest za chwast a nie drzewo, ale mogłaby sobie rosnąć spokojnie, gdyby nie fakt, że zagraża bezpieczeństwu i to potrójnie: trzy stare, ogromne drzewa w środku spróchniałe, rosnące blisko budynków. Dotąd były przycinane, ale w końcu nadszedł czas decyzji…Z pozwoleniem nie było problemu, bo jako ten chwast, to do pewnej średnicy pnia nie jest ono w ogóle potrzebne. Nasze przekroczyły normę, więc stosowny papier uzyskaliśmy. Nie jest to też łatwa i bezpieczna robota, więc oczywiście należało znaleźć odpowiednich fachowców. I tu zonk po całości- niby są, ale z różnych względów  nie chcieli się podjąć. Dziwne, bo targu o cenę nie było, a nie jest to tania impreza. W końcu jakiś odważny się znalazł. Ustalił cenę od godziny= 300 zł. Po czym zabrał się za robotę- i tu mojemu Tacie włos na głowie się zjeżył, którego prawie nie ma, bo jest łysy. Bez żadnego zabezpieczenia, ciął długie, grube konary, które spadając mogły coś uszkodzić. Na sugestie, żeby ciął mniejsze kawałki, odpowiedział, że nie ma czasu, czym jeszcze bardziej Tatę zdumiał, bo przecież płaca za godzinę, i to niemało. (Na potwierdzenie tego, mam już złożoną ofertę, że jak 300/h, to Osoba jest skłonna odcinać plasterkami, choćby pilniczkiem do paznokci :D) W momencie, gdy Tato udał się po pasy zabezpieczające, bo fachowiec ich nie miał, zdarzył się wypadek- spadająca gałąź uderzyła Kotę rodziców. Tego było za wiele na nerwy Taty, wziął i pogonił fachowca od siedmiu boleści. Mogę sobie tylko wyobrazić, co tam się działo.Tata gonił fachowca, a OM pogonił z Pusią do zaprzyjaźnionego weta. Pierwsza doba była kluczowa co do rokowań. Przeżyła. Następnie zapewniliśmy jej codzienną opiekę: przyjechał Brat Mam, potem Rodzice, Mam została dłużej, a jak wyjechała, to przyjechał Tata, więc Kota przez ponad dwa tygodnie nie była sama. Normalnie, to w ciągu tygodnia sama urzęduje na włościach, a weekendy ma gości 😉

Z drugą Kotą w rodzinie jest zupełnie inna sprawa. Okazało się, a raczej przypomniało, że Misiek ma alergie. Dziecko podczas świąt trafiło w ręce Rodzinnej-specjalistki, która zbadawszy bratanka, stwierdziła: następny etap to astma; zalecenie: usunąć kota. Dwugłos- brat się przyłączył do siostry- Miśka tak zdenerwował, że od razu się zbuntował i stwierdził, że leczyć się będzie w DM. Fakt, testy wyszły, że jest uczulony na sierść kota i psa, na równi z pyłkami brzozy i topoli, roztocze, białko i coś tam jeszcze. Postanowił się odczulić. Pani doktor zasugerowała, że być może alergia się uaktywniła (kota ma już trzy lata), dlatego że był chory, organizm osłabiony, a w tym momencie zaczęły pylić drzewa, jednak oczywiście nie wyklucza, że kot również się przyczynia. Zobaczymy. Wesoło nie jest, szczególnie że zamiast wsparcia to słyszy: pozbądź się kota! Propozycja od OM padła, żeby do nas na miesiąc, mimo że reaguje nerwowo na całą tę sytuację, kwitując to słowami: jeszcze tylko astmy Miśka brakuje… Misiek ma żal, że traktowany jest jak dziecko, które nie zdaje sobie sprawy z tego, co się dzieje i czym to grozi. Ustalił z Duśką, że na czas dwóch tygodni, Ona wyprowadzi się Chelsea do mieszkania swojej mamy. Potem się zobaczy, jak i czy się odczuli. Opcja najgorsza, to szukanie dla Koty dobrego domu…

Także tak…Czekamy. Leczymy. Zobaczymy.

 

 

 

 

 

 

Reklamy