Darowizna od serca…

Potrafię się zasmarkać ze wzruszenia, dość często, bo często coś mnie porusza lub wzrusza. Nawet fikcja, bo przecież ona zbudowana jest na prawdziwych wydarzeniach. Prawdziwym wydarzeniem jest pewna darowizna, a nawet dwie. Obie w kwocie miliona złotych. Obie dla konkretnej kliniki: Przylądka Nadziei- ośrodka leczącego onkologicznie najmłodszych pacjentów. Sam ośrodek (nowy budynek) powstał dzięki środkom uzyskanym przez Fundację, działającą konkretnie na ten cel. Dzięki ludziom dobrej woli i ogromnego serca…

Tak sobie pomyślałam, że choć słuszne są zarzuty wobec państwa, że nie wywiązuje się  należycie z opieki zdrowotnej- obywatele muszą wspomagać  budowanie ośrodków medycznych, zbierać fundusze na  ich wyposażenie oraz samo leczenie- którą przecież mamy wszyscy zagwarantowaną w konstytucji, to jednak nie jest to argument, aby nie wspomagać różnych fundacji. Bo nie ma nic cenniejszego niż zdrowie. A kiedy choruje mały człowiek, dla którego medycyna ma wiele do zaoferowania, to należałoby zrobić wszystko, by pomóc; mamy specjalistów, mamy coraz więcej nowoczesnego sprzętu diagnostycznego, jedynie czego brakuje, to kasy na leczenie.

I tak sobie pomyślałam, że w naszym kraju wciąż ważniejsze jest (dla rządzących i kościoła) ratowanie życia poczętego niż tego, które już jakiś czas funkcjonuje na tym świecie. Ci sami, co o nie zawzięcie walczą, negują choćby to, co robi p.Owsiak z Orkiestrą. Na szczęście społeczeństwo swój rozum ma i wie gdzie, komu, i na co swoje datki wrzucać.

Jednak trudno zrozumieć rządzących, dla których rodzina to święta rzecz, a dobro dzieci jest priorytetem,  którzy lekką ręką dają grubo ponad 20 milionów o. Rydzykowi, a nie potrafią wspomóc tej czy innej kliniki, żeby uratować jeszcze więcej dzieci. Dzieci, które po wyzdrowieniu, mogą stać się  pełnosprawnymi obywatelami. Dlaczego nie potrafią należycie się pochylić nad tymi, którzy potrzebują opieki medycznej przez całe swoje życie? Nad dziećmi niepełnosprawnymi i ich rodzinami. Troszcząc się o życie poczęte-w końcu to ich nic nie kosztuje- nie potrafią  zadbać o życie, wtedy gdy ono tego potrzebuje.  Gdzie jest Kościół w tym wszystkim, ze swoim bogactwem,  wciąż dotowany przez państwo i wiernych?

W niedzielę, na koniec świątecznej mszy, nasz ksiądz wspomniał o nowym obrazie w cerkwi, który niedawno zawisł, upamiętniając jedną z cerkwi z ziem łemkowszczyzny, czyli rodziców, dziadków, pradziadków obecnych wiernych. Nie jest to ikona, bo ta kosztuje dużo więcej, ale wspomniał też, że  pustego miejsca na ścianach jest jeszcze sporo i warto by było…Warto. Ale…

Po tym usłyszałam o drugim darowanym milionie. (Obaj darczyńcy chcą pozostać anonimowi). I tak sobie pomyślałam…Żaden obraz nie jest wart ludzkiego życia i jeśli ja mam dać pieniądze, to wolę na fundacje, która je  ratuje. Żebym była dobrze zrozumiana: nie mam nic przeciwko, że w niewielkiej cerkwi, kościele, wierni składają się, aby ich świątynia była coraz piękniejsza i robią to z potrzeby serca. Każdy ma wybór. Ja to rozumiem i szanuję. Trudniej mi zrozumieć jednak te wszystkie datki płynące z kraju i zagranicy od rodaków na świątynie opatrzności, których w naszym kraju jest wiele…I tak sobie pomyślałam: Boże dzięki ci za takich darczyńców, dla których życie ludzkie jest cenne…a nie kolejne mury ociekające przepychem…

Nasze państwo za sprawą rządzących rozporządza naszymi pieniędzmi tak nieudolnie, tak niesprawiedliwie, nie od dziś. Jednak za sprawą tak radykalnie prawicowych rządów, tej niesprawiedliwości będziemy doświadczać coraz częściej.

Obecny Minister Zdrowia, który wcześnie kierował NIL- Naczelną Izbą Lekarską- już na samym początku sprawowania swego urzędu, przekazał 16 milionów dotacji…samorządowi lekarskiemu. No cóż…nie zapomniał o kolegach…

Reklamy