Rodzicielski ból głowy…

Rodzice tegorocznych sześciolatków mają nie lada dylemat: puścić pociechę do szkoły czy zatrzymać w przedszkolu. Decyzja należy do nich samych, i wbrew pozorom wcale nie jest taka prosta. W każdym razie ja tym rodzicom nie zazdroszczę, ciesząc się, że już dawno z takich decyzji wyrosłam 😉 Osobiście jestem świadkiem innej rozterki: czy zostawić dziecko kolejny rok w pierwszej klasie, czy jednak nie. Najpierw wychowawczyni zasugerowała, że dziecko odstaje od rówieśników (sześciolatków) w kwestii czytania i pisania oraz emocjonalnym, potem pani psycholog potwierdziła, że  dla dziecka lepszym rozwiązaniem byłoby powtórzenie roku. Matka z opinią się oswoiła i  w pewnym sensie pogodziła, ale ojciec dobitnie zaprotestował, bo jak to? Jego dziecko?! Co na to ludzie powiedzą?! Ludzie jak ludzie, ale same dzieci bywają okrutne, a dziecko z pozostałymi w klasie się zżyło, i pewnie mocno by przeżyło rozstanie z kolegami i koleżankami. Dzieciak jest z końcówki roku, przy rodzicielskiej pomocy jest w stanie nadrobić zaległości- takie jest moje zdanie.  Również wychowawczyni- bo zmieniła zdanie, mobilizując matkę do pracy z dzieckiem. Ojciec niestety z tych, co to dla dziecka czasu nie mają. Problem jest też natury technicznej, bo nie wiadomo ilu rodziców  pośle swych sześciolatków do szkoły. Czy w ogóle będzie utworzona pierwsza klasa, w naszej gminnej szkole.

Cieszę się, że mnie te dylematy nie dotyczą. O Pańciu decydować będą rodzice, kiedy ma wkroczyć na ścieżkę  szkolnej nauki 😉

Cieszę się również, a raczej oddycham z ulgą, choć nie pełną piersią, że jestem za stara  w takim wieku, że bezpośrednio nie dotyczą mnie zakusy prawicowych polityków, wspieranych przez kościół, by zaostrzyć ustawę aborcyjną. Współczuję jednak wszystkim kobietom, niezależnie od własnych poglądów, bo nie chciałabym, żeby to politycy decydowali ustawą, jakie mam(y) prawo w tej kwestii. O moim zdrowiu czy życiu. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, bo projekt pojawienia się w kodeksie karnym artykułu określającego zabójstwo prenatalne- jest po prostu niebezpieczny.  Obwarowany karą od 3 miesięcy do 5 lat obejmuje nie tylko ciężarną, ale również wszystkich „uczestników przestępstwa”. Mało tego, przed sądem może stanąć również kobieta,  której nieodpowiednie zachowanie przyczyniło się do poronienia. Wprawdzie sąd za nieumyślne popełnione przestępstwo może odstąpić od kary, ale…To pachnie również realnym zakazem, a przynajmniej ograniczeniem badań prenatalnych, które zawsze były naznaczone pewnym ryzykiem. Jeśli w razie jakichś powikłań grozi lekarzowi sąd, to który zaryzykuje? Podobno 10-15% ciąż kończy się poronieniem, niemało też rodzi się dzieci martwych. Przy takiej ustawie, każda taka sytuacja skończy się w sądzie… NIE IDŹCIE  TĄ DROGĄ!

Mam nadzieję, że ten nieludzki* projekt nie przejdzie. Każdy myślący człowiek musi zdawać sobie sprawę, co niosą  za sobą takie zaostrzenia.  Już mamy klauzurę sumienia, stosowaną przez lekarzy.  A czego nie mamy?  Prawdziwej, rzetelnej opieki nad rodzinami, w których jest niepełnosprawne czy upośledzone dziecko. Może za to wzięliby się politycy, a nie za zmiany w ustawie aborcyjnej. Wycofywanie pigułki „po” bez recepty, utrudnianie  dostępu  do antykoncepcji- do czego to wszystko zmierza?

Księża żarliwie walczą o życie od momentu poczęcia (ich prawo), a jednocześnie potrafią wyrzucić matkę z niepełnosprawnym  dzieckiem z wielkanocnej mszy  (ich oblicze), tylko dlatego, że dziecko „gaworzyło”, słowami: „Gdyby matka tego dziecka była mądra, wyszłaby z kościoła” Ja bym wyszła i nigdy nie wróciła.

* nieludzki-  pomijam to, że nakazuje kobiecie, a czasem nawet dziecku rodzić dziecko poczęte z gwałtu, ale przede wszystkim rodzić dzieci z poważnymi wadami rozwojowymi, takimi, które nie pozwalają na przeżycie noworodka dłużej niż kilka dni, tygodni. NAKAZUJE! A nie daje wybór. Antyaborcjoniści mają głęboko gdzieś cierpienie dziecka (bez połowy twarzy z mózgiem na wierzchu, ale ze zdrowym sercem, które pozwala mu żyć przez krótki czas i cierpieć) i cierpienie  matki. Nieludzki, bo kiedy dba się bardziej o życie zarodków niż o życie kobiet, to w momencie komplikacji ciąży, nawet  tej chcianej, może dojść do ofiar.