Nic wyjątkowego…

Siedzę przy stole w zaprzyjaźnionym domu nakarmiona do wypęku: gołąbkiem słusznego rozmiaru, rosołem z kury wiejskiego chowu z domowym makaronem- porcja jak dla  małorolnego chłopa, choć gospodyni zarzekała, iż  to tylko pozostałe resztki- oraz ciastem, na które rzuciłam się jak szczerbaty na suchary, pochłaniając od razu dwa kawałki…Siedzę, gdy nagle podchodzi do mnie Dziewczyna – siostrzenica gospodarza- i pyta się, czy przypadkiem nie stosowałam botoksu. Nie zadławiłam się ani nie zakrztusiłam się, bo akurat niczego w ustach nie miałam, ale mnie tak rozbawiła, że się porządnie uśmiałam, odpowiadając, że jeśli już, to sprawka słodyczy, na które ostatnio mam większe zapotrzebowanie niż kiedykolwiek, a co za tym idzie, trzy kilko więcej. Fakt, zmarszczek nie posiadałam i bez tych nadprogramowych kilogramów, ale Dziewczynie chodziło o moje kości policzkowe i jędrną skórę. Z tą jędrnością to bym polemizowała 😉 Fakt, chemia, a właściwie sterydy też zrobiły swoje. I pewnie moja krótka fryzurka. LP była świadkiem naszej rozmowy i zaczęła się mi bacznie przyglądać, stwierdzając z uśmiechem, że ona żadnych zmian nie widzi. Bo widzi mnie dużo częściej niż Dziewczyna. Uśmiałyśmy się z teorii, że jednak dieta może zmienić rysy twarzy, jak twierdzą to niektóre celebrytki- jestem tego przykładem ;D

***

„Dobrych” zmian ciąg dalszy: Rządzący gdzie tylko mogą, to  znoszą obowiązek przeprowadzania konkursów na stanowiska. Nie, żebym była aż tak naiwna twierdząc, że owe chroniły przed nepotyzmem, szczególnie w małych „zaprzyjaźnionych” gminach, ale go ograniczały dość mocno. Wszak nie zawsze krewny czy „znajomy królika” miał odpowiednie wykształcenie na dany etat. Nie zawsze komisja była skłonna poprzeć kogoś od czapy, tylko dlatego, że łączyły go jakieś więzi  krwi czy kieliszka. Było trudniej, teraz będzie łatwiej i zatrudnić i zwolnić… I o to chodzi, by mieć swoich, nawet miernych, ale dzielnych i lojalnych. W ten sposób powstaje elektorat dobrych zmian, który będzie PIS popierał, broniąc swych stołków.

edit. ( musiałam ;))

Wiedziałam, że rządzący mają problem z cyferkami, ale że nie potrafią się doliczyć, ile osób innej nacji przyjęli pod nasz gościnny dach -tego nie wiedziałam. Wczoraj premier powiedziała, że Polska przyjęła milion uchodźców z Ukrainy. Powiedziała to w Strasburgu w Parlamencie Europejskim. Prosto do kamery. Szczęka mi opadła.

Reklamy