Zabijam myśli tym, co mnie otacza…

Intuicja, podparta sygnałami ciała,  podpowiada mi, że zbliża się koniec wakacji. Odsuwam myśli „co dalej”, na później, wiedząc, że to dalej może mieć krótki, choć burzliwy zasięg. Skupiam się na tym, by cieszyć się tym, co za mną, co teraz. Wszystkie myśli typu: tego, tamtego, i tylu – bolą.

Środowe być albo nie być kupić nie kupić, bo czy warto kolejne buty, aż w końcu kilk, bo co będę sobie odmawiała. Słodyczy również. Szkodzą? Karmią? Cztery nowe książki z internetowej księgarni- mruczę pod nosem, że ostatni raz…Jak się tu wyrobić, gdy u Mam czeka kilka, na szafce też…ech… Czytam, czytam. Oglądam, oglądam coraz częściej jakiś film. Choćby serial „Wataha”, obejrzałam dwa odcinki i… o matko i córko, jak ja tęsknię by tam być. Tam, czyli  w Bieszczadach. Na dodatek pokazanych (przynajmniej w tych pierwszych odcinkach) jesienią- cud, miód!

Czwartkowy Tuśkowy telefon z Genetyki: żadnych badań (m.in. rezonans) mi nie zrobią, bo wyniki mogą być zafałszowane, gdyż za krótki czas po operacji. Rozmawiała nie tylko z pielęgniarką, ale poprosiła lekarza- nauka nie poszła w las 🙂 Zadzwoniła jednak z pytaniem, czy ma się wykłócać, choćby o usg. Usłyszała też ( od pielęgniarki), kolejny raz, że jest przed 30-ką, co ją, jak sadzę i wiem, nastawiło od razu wojowniczo 😉 Kolejny termin: początek maja, przed kolejną operacją.

Jestem spokojniejsza. Tuśka nabiera doświadczenia w walce o swoje zdrowie; Świadomość, że musi być Wojowniczką!

***

Nie dziwi mnie Premier, gdy mówi: rząd PIS-u. ( Tu się nie myli.) Przyznaję temu rządowi mistrzostwo świata w psuciu wizerunku kraju, który z wielkim trudem był wypracowywany przez ostatnie lata.  Ale przecież nic się nie dzieje, a to wszystko  wina  już nie największego winowajcy trzeciej RP, ale opozycji, która nie pogodziła się z demokratycznym wyborem 😀  To już nawet nie jest zabawne, to już staje się nuuuudne ;D A czasem paskudne, gdy słyszę z ust Premier, że Komisarz unijny zapewne ma powody być nieprzychylny temu rządowi ( nieobiektywny), w końcu został przez poprzedniego prezydenta odznaczony wysokim oznaczeniem państwowym. Szkoda, że nie dodała za co, i zapomniała, że w 2006 roku ten sam polityk dostał, zresztą za to samo, inne odznaczenie  państwowe od ówczesnego prezydenta Polski. Kto nim był, wiadomo:D Kolejne insynuacje i manipulacje, a „ciemny lud” to kupuje.

Nie dziwią mnie zwolnienia dziennikarzy z mediów publicznych, zresztą zapowiadane. Pewnie (nie)wielu z nich i tak by odeszło, gdyż czuliby się nieswojo w nowej koncepcji programów informacyjnych. Ocenzurowanych. Przynajmniej mamy gwarancję, że o rządzących będzie teraz dużo, tyle że zawsze w pełnej glorii i chwały. Konieczne jest to, by podtrzymać iluzję „dobrej zmiany”.  Jeszcze  są tacy, co na nią czekają.  Zwiększona wolna kwota od podatku?- nie da się w tym roku, a miała być od stycznia.  Obniżenie wieku emerytalnego?- na razie cisza. I to sztandarowe 500 złotych na dziecko. Pomijam coraz to nowsze koncepcje, że nie na każde, nie w każdej rodzinie; niezależnie od tego, jaki będzie tego finał, to wiem jedno: wszyscy się do tego dołożymy. Rządzący poszukują kasy w naszych kieszeniach, to było oczywiste, choć nie dla wyborców PIS-u (chyba). Obłożą nas różnymi podatkami, bezpośrednio i pośrednio, co zresztą już robią. Weźmy na tapetę choćby posiadaczy samochodów. Ubezpieczyciele będą objęci nowym podatkiem. Gdzie sobie to odbiją? Oczywiście, że na klientach. Minister zdrowia zapowiada  jakiś procent składki z OC dla służby zdrowia na leczenie poszkodowanych w wypadkach. Super. Pewnie widzi zależność. Szkoda tylko, że nie widzi rzeszy ludzi ubezpieczonych w KRUS, która płaci składkę w kwocie 42 złote, gdy każdy na działalności własnej, płaci od 279 wzwyż.  Minister zdrowia chce likwidować NFZ- pokłosie kas chorych, przy których tworzeniu sam brał udział- a nie widzi możliwości zlikwidowania KRUS-u, a przynajmniej wdrożenia nowych, bardziej uczciwych  zasad płacenia składek na służbę zdrowia. Zamilkł też w sprawie darmowych leków dla seniorów 75+.

Cieszę się, że Pańcio już jest w przedszkolu i jeszcze nie musi iść do szkoły. Współczuję wszystkim rodzicom, którzy mają dzieci w wieku trzech i sześciu lat. Łatwo jednym rozporządzeniem zmienić obowiązek szkolny, trudniej będzie ten chaos opanować, szczególnie w tym roku. Wciąż twierdzę, że to nie w wieku dziecka jest problem, a w placówkach i kadrze.  Wygaszanie gimnazjum ucichło, zanim wzięto do ręki gaśnicę; czyżby wpływ na to, miał fakt, że wiele z nich jest katolickich, prowadzonych przez księży?

Myślałam, że nie da się tak łatwo popsuć gospodarki, ale chyba się pomyliłam. Rządzący mogą wszystko.

Miłego weekendu 🙂

Reklamy