Czas na kolędę

Wprawdzie to nie mój „dom boży” ani nie mój pasterz, więc sprawa mnie nie dotyczy, jeno ciut zadziwia. Zresztą nie pierwszy raz odkąd nastał nowy proboszcz w wiejskiej parafii, dochodzą do mnie zadziwiające poczynania wywołanego do tablicy. Tym razem na owej tablicy, a precyzyjnie na tablicy fejsbukowej znajomego znajomego, zawisło oryginalne zaproszenie (zeskanowane): zaproszenie na kolędę. Rodzina – tu wykropkowane miejsce na wpis; zamieszkała- tu wykropkowane miejsce na wpis; zaprasza księdza proboszcza … i dalej treść na co…na końcu jeszcze wykropkowane miejsce na podpis. (Może ma oryginalne podpisy w sejfie na plebani i będzie porównywał?). Owo zaproszenie było rozprowadzane po parafii w pakiecie z opłatkiem- koszt = 10zł. Jeśli ktoś opłatek już miał, to i tak musiał kupić, jeśli chciał mieć księdza na kolędzie.

Hmmm ciekawe (sprytne) rozwiązanie. Ciekawa jestem, czy w innych parafiach również funkcjonują  niekonwencjonalne- nowatorskie  rozwiązania 😉 Idziemy z duchem (?) czasu…

***

No i mamy styczeń, który bardziej lubię niż grudzień. Był przez moment plan, że będę musiała nastawić budzik w pierwszy dzień nowego roku, by wypić wspólnie kawę. Był, ale się zmył. Budzik i  tak okazałby się niepotrzebny, bo o ósmej godzinie obudziła mnie głośna dyskusja dwóch facetów, których o pierwszej w nocy pozostawiłam przy stole- dotrwali do rana. Ja wstałam, Oni poszli spać ;). Dowiedziałam się tylko, że to  polityka podniosła im tembr głosu, a ja już myślałam, że ilość wypitych trunków 😉 Polak z Niemcem wprawdzie nie są bratankami, ale ci dwaj są bardzo ze sobą zaprzyjaźnieni, więc noże nie były w użyciu ;D Gość w dom, to i  kanclerz Merkel w dom- tak o to zamiast orędzia PAD-a (którego nie miałam zamiaru ani oglądać, ani słuchać), wysłuchałam noworocznego orędzia najbardziej (podobno) wpływowej osoby na świecie. Wysłuchałam, to  grube nadużycie, ale J. mi streścił: jest pięknie, będzie piękniej. U nas też jeszcze będzie pięknie…Damy radę!

Kaca nie mam, bo trudno go mieć po jednym ciemnym piwie i niecałej lampce szampana. Za to banan mi z buzi nie schodzi, bo uśmiałam się  w ten sylwestrowy dzień i noc, a ostatnio do śmiechu mi nie było, więc miło, że ostatni dzień  grudnia i roku był radosny. ( Przedostatni był pod znakiem alertu- Mam miała ciśnienie ponad 200 i tylko Miśka przy sobie w długim oczekiwaniu na lekarza, a my wszyscy znowu na telefonach) Ucieszyła mnie telefoniczna rozmowa, najpierw z PT, która poddała mnie testowi na lubienie się ( zdałam;)), gdyż nie widzę problemu, żeby w niedzielę ciemnym świtem ( 5–6 h) odebrać Ją  z pociągu Przemyśl- Szczecin, ze stacji oddalonej ode mnie dwadzieścia parę kilometrów, po to, by spędzić  wspólnie jeden dzień. Dla Bliskich nie ma poświęcenia, jest radość, więc przyjęcie innej Bliskiej w piżamie we własnym domu, po sylwestrowej nocy- to żadne wyzwanie, jakby co 😀 NO! A potem ścieszyła mnie rozmowa z inną Bliską z zachodniej granicy. W czasie półtoragodzinnej rozmowy, były momenty śmiechu do łez. Było o czym, bo dawno ze sobą nie rozmawiałyśmy, a to jest jedna z tych Osób, z którą mogę się nie widzieć, nie słyszeć, ale gdy już to nastąpi, to tak, jakbyśmy się widziały wczoraj. Są wspólne plany na maj…

A teraz ku przestrodze, jeśli macie w domu nierozgarniętych facetów 😉 Pamiętajcie, że należy uświadomić takiego, co do czego służy, jeśli kupujecie coś, co może mieć różne zastosowanie. G. kupiła sobie szczotkę z naturalnego włosia, by szorować własny tyłek i nie tylko tę część ciała z zamiarem pozbycia się cellulitu. Raz, po  jakimś czasie, zamiast w łazience zostawiła ją na balkonie, i słyszy pytanie od własnego męża: gdzie jest ta szczotka, którą  czyszczę ..muszlę klozetową? 😀

 

 

 

Reklamy