Nieświęty…

Ale spokój…Tfu, tfu, tfu…Właściwie, to lekkie nadużycie, bo Tuśka w rozterce czy jechać do szpitala, czy nie. Szczególnie że jakaś pani doktor straszy (w rozmowie telefonicznej), że teraz, to Ją zostawią na kilka dni…Ja powtarzam, że ma słuchać się Ordynatora, który powiedział, żeby się nie bała przyjeżdżać, nawet jeśli wychodzi na własne żądanie.

U mnie bez zmian: uczulenie ma się dobrze, tylko zbladło 😉 Mam dać czas doktorowi Czasowi, więc daję, próbując się nie zadrapać…No i nie mogę się dodzwonić na radiologię w sprawie TK. Może OM zdąży tam zajechać…

Cisza… Wczoraj odjechały Miastowe Dzieci z Dziadkiem i Mamą Duśki oraz Kotą (dziewczyny przyjechały do nas w drugi dzień świąt), a dziś OM wraz z Mam pojechali do DM. Ja staram się dziś nigdzie nie ruszać, za to polegiwać jak najwięcej 😉 Szczególnie że nie wiem, co przyniesie kolejny i kolejny dzień…

Święta mają to do siebie, że szybko mijają. Dzięki Mam, mimo wszystkich perturbacji, mogliśmy usiąść wspólnie przy zastawionym  stole ( pieczona gęś podbiła podniebienia niektórym) wte świąteczne dni. Kogoś zabrakło, ktoś nowy przybył…Patrząc na Pańcia, jak najpierw w wigilijny wieczór łamał się z wszystkimi opłatkiem, składając życzenia i dając buziaka, potem bawiąc się przy choince otrzymanymi prezentami, i świętując w kolejnych dniach- przywołałam wspomnienia pierwszej z Nim wigilii, nie miał jeszcze wtedy roku. W tym roku świętował już całkiem świadomie 🙂 Czas pędzi na złamanie karku…;)

Dodatkowy dzień wolny po świętach ma plusy i minusy. Plusy, bo ci, co przyjechali, mogą bez pośpiechu odjechać, i cieszyć dłużej swoją obecnością pozostałych. Jednak to kolejny dzień, w którym czułam się jak faszerowana kaczka, gdy w końcu zaległam późnym popołudniem na kanapie u PT. Nie dała się przekonać, że od trzech dni jem, jem, jem…Cwaniara, która sprezentowała sobie bieżnię 😉 No, ale moja waga zrobiła mi tę przyjemność i wzięła się zepsuła 😉 I dobrze, bo w tym roku było zero spacerów ;(

Również obyło się bez politykowania, bo co tu ukrywać, w rodzinie i poza nią, mamy takie same lub zbieżne poglądy, na to, co się dzieje. A dzieje się i dziać będzie…Mimo tego, być może naiwnie, ale wierząc w ludzi, oczekuję, że w końcu w obozie rządzącym ktoś pęknie i się zbuntuje przeciwko tej infantylnej, ale jak skutecznej dyktaturze. Że w końcu wstyd weźmie górę i niektórzy nie będą chcieć być twarzą takiej polityki, która oprócz upokorzenia, deptania autorytetów, niszczenia ludzi i instytucji, łamiąc wszelkie zasady, w zamian tylko chce rozdawać, by „zamknąć” gęby…Z drugiej strony, ten, co powinien stać na straży wszystkich obywateli, stoi karnie przed Prezesem i podpisuje wszystko, jak leci. Dla  mnie to wciąż niepojęte, jakim małym człowiekiem i jakim miernym prawnikiem okazał się PAD. KOMPROMITACJA! – tym bolesna, bo uderzająca nie tylko w wizerunek kraju, ale i w nas. Strach się bać, co Prezes jeszcze wymyśli.

 

 

Reklamy