Morze łez, dwa szpitale i to wszystko w wigilijny dzień…w którym cuda się zdarzają :)

Życie to jednak ma chore  poczucie humoru. W dzień wigilijny zafundowało nam niezłą jazdę bez trzymanki, tak zwany: Rollercoasterk 😉

Ale od początku:

Moje choróbsko było jakieś dziwne, nieznajome mi. Kaszel niby był, katar również, gardło bolało jakoś tak od góry, a nie przy połykaniu. Dlatego prędzej spodziewałabym się anginy, a nie zapalenia oskrzeli czy płuc. Najbardziej i tak dokuczała gorączka, która utrzymywała się już trzeci dzień. Zwlekłam swe ciało z” łoża  potów” i we wtorek OM zawiózł mnie prywatnie do lekarza (nasza Rodzinna obecnie jest na najmniejszym kontynencie świata, więc trochę daleko ;)) Diagnoza: zatoki. Że też ja wcześniej nie skojarzyłam, wszak nawet dentystka mi powiedziała, że zęby mam zdrowe, a odczuwalny ból raz kiedyś, spowodowany jest zatokami- tak wykazało zdjęcie rentgenowskie. Zła na siebie, bo zamiast ssać tabletki na gardło, trzeba było jakiś extra modafen lub inny preparat na zatoki łykać bądź pić i czymś psikać sobie w nos. Pan doktor przepisał mi specyfików całą reklamóweczkę oraz antybiotyk- gdyby nie było poprawy w ciągu trzech dni. Stwierdziwszy, że trzy dni, to ja już się męczę, postanowiłam ten antybiotyk łyknąć od razu, licząc na ekspresowe pozbycie się temperatury i natychmiastowe ozdrowienie. Fakt, pan doktor stwierdził, że to wirus. Z tego, co wiem, to wirusy mają antybiotyk w tzw. poważaniu, ale powiedział też, że może przerodzić się w bakteryjne. Zaryzykowałam, nie chcąc być w wigilię rozłożoną na łopatki. Już po łyknięciu przeczytałam ulotkę i… wpadłam w panikę, urągając sobie w duchu od skretyniałych idiotek. Jak byk napisane, że antybiotyk  penicylinowaty!!! Moja wina ( choć niektórzy twierdzą, że lekarz powinien się zapytać, czy nie jestem na coś uczulona *), bo powinnam sama o tym pamiętać, ale pan doktor wydrukował recepty w ekspresowym tempie   i wręczając mi je, dopiero powiedział, co mi przepisał. Ech, siódme poty przechodziłam w tym czasie, bo zbijająca temperaturę tabletka wciąż działała, więc chyba zamroczona byłam, ale przede wszystkim odwykłam od tego, by leczył  mnie  ktoś obcy…ech…Na efekt trzeba było czekać cztery godziny…Jak to 30 lat temu- gdy znalazłam się w szpitalu i to na czas trzech tygodni, po których wyszłam na własne życzenie, tyle że zabezpieczona tabletkami- zaczęło się od dłoni…Środę przeżyłam na wapnie, ale już mnie wysypało całą. Nie miałam czasu się nad sobą użalać, bo Tuśka zdecydowała się jechać do szpitala, gdyż za dużo zebrało się chłonki (normalna rzecz). Nienormalna, że nikt się Nią nie zajął i zostawili Ją w szpitalu, zapewniając, że: rano zrobią usg., ściągną chłonkę, i wyjdzie dopiero na drugi dzień, czyli w pierwszy dzień świąt. Na co dziecko, jak już zostało samo (R. wracał do domu), to w bek i za telefon do mnie. No to ja też w bek, jak skończyłam dodawać Jej otuchy i zakończyłyśmy połączenie. Ja miałam przy sobie  Miastowe Dzieci (OM jak zwykle gdzieś poza domem), Tuśka niestety była sama, sama na oddziale.

W czwartek rano u Tuśki bez zmian, bo okazało się, że radiolog jest, ale przyjmuje pacjentki na SORze, a tam kolejka. Wyobrażacie to sobie? Bez sensu to zatrzymanie w szpitalu, okej, pacjentka ma 170 km do domu, ale w takim razie lepiej byłoby przenocować w hotelu  i przyjść rano na SOR. Ona ryczy, bo już południe i nic nie wiadomo, ja ryczę, moja Mam ryczy…istny potop.  A zmiany to tylko na mojej skórze: wykwity coraz obfitsze, bardziej czerwone i w nowych miejscach…No nic, brakuje tylko jeszcze przemarszu wojsk radzieckich do kompletu!  Dlatego: Godzinna rozmowa telefoniczna z Aliś, potem równie długa z PT (obie przyjaciółki z DM)- to odzyskanie równowagi- oraz konsultacja fejsbukowa z Najlepszą Doktor, która najpierw zaowocowała wysłaniem Miśka do apteki, a potem zawiezieniem mnie przez OM na powiatowy SOR. I tak, gdy ja leżę na izbie przyjęć pod kroplówką, OM drepcze pod drzwiami, R. jedzie z Pańciem do Tuśki (przekonany, że cześć wigilii spędzą w szpitalu), dzwoni Tuśka, że do tej pory żadnego lekarza nie było, więc jak przyjadą, to wraca z nimi. No to sobie pogadałyśmy, obie leżąc na łóżkach szpitalnych, oddalone od się  200km. Już Jej nie mówiłam, że chcieli mnie zostawić albo wysłać do Piły, choć ja z uporem maniaka powtarzałam, że dermatologia jest w DM. A tak na marginesie,  to skandal, żeby nie było tego oddziału w pobliskim ŚR, kiedyś wojewódzkim mieście, do którego mam mniej więcej tyle samo drogi, co do Powiatowego Miasteczka.

Cud się stał! Nie, nie zlazło ze mnie uczulenie, ale przynajmniej już nie byłam taka osłabiona. Cudem  napatoczył się Ordynator (ten, co operował Tuśkę), który został nagle ściągnięty z domu do operacji tętniaka, i gdy pokazał się na oddziale, a pani Pielęgniarka powiedziała o Tuśce (godzina przed 16.), wprawdzie powiedział, że nic z tego, bo już późno, bo zmęczony…spojrzał na Pańcia uwieszonego na Tuśce, zrobił dwa kroki, i odwrócił się ze słowami: proszę do zabiegowego 🙂 Powiedział też, że po godzinie może jechać do domu, wszak to dziś szczególny dzień, mimo że procedury przewidują co innego. Próbował zatrzymać Ją lekarz dyżurny, ale wiadomo, że bez skutku- wyszła na własne życzenie podpisując cyrograf 😉

I tak z opłatkiem i prezentami czekaliśmy, aż przyjadą…do stołu jednak zasiedliśmy, bo głód już nam doskwierał 😉

Morał z tego płynie taki: nie gań dnia przed zakończeniem jego oraz:  najpierw czytaj, potem łykaj!

* warto przytoczyć: Duśce (dziewczyna Miśka,  imię blogowe) Lekarka przepisała lek, dość drogi, bo kosztował około 200zł. Wykupiła go, i przeczytawszy ulotkę, doczytała się w składzie leku, składnika uczulającego Ją. Zadzwoniła, a pani Lekarka nie dość, że przeprosiła, gdyż uważała, że powinna zapytać pacjentkę, czy nie jest uczulona na jakieś leki, to na dodatek odkupiła od Niej ten lek i przepisała nowy. Można? Tylko jeszcze raz: najpierw czytaj, potem łykaj. Zapamiętajcie! 🙂

Wesołych Świąt!

 

 

Reklamy

12 myśli na temat “Morze łez, dwa szpitale i to wszystko w wigilijny dzień…w którym cuda się zdarzają :)

  1. No to się Wam wszystkie zdrowotne katastrofy objawiły, wyczerpując limit na kolejny rok! Teraz obie wracajcie do zdrowia i kondycji – przede wszystkim psychicznej, bo ta dla zdrowienia jest najważniejsza.
    Najlepszości wszelakich Wam życzę:)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s