Nadrabiam…

Miną. Własną.

Słońce dziś wyszło i kolejny raz obnażyło fakt, że jestem niereformowalna. Z drugiej strony patrząc: ktoś się cieszy z kasy, gdy ja mam…Ha! nawet nie mam siły na porządny wku…patrząc na mleczny krajobraz 😉

Ale to pikuś. Walczę z ogarniającym mnie smutkiem, bo wiem, skąd się bierze. Wydobywa się z moich trzewi, gdzieś tam głęboko zakopany, i mimo moich wysiłków daje o sobie znać. Wygrał z optymizmem. Sprzyja też solidne przeziębienie, prawie już opanowane, gdyby nie dzisiejsza temperatura i ból gardła. Nie ruszam się z domu, po domu, tylko jeśli muszę. Uśmiecham się, sprawdzając, czy jeszcze potrafię. Krzywo, ale wciąż tak. Czuję, że do złapania dołu niewiele brakuje, więc ćwiczę miny do kiepskich kart…PT ma rację, że mimo wewnętrznej siły, radzenia sobie ze stresem, to nie oznacza, że nie ma we mnie tych wszystkich złych emocji. Są. Dlatego, gdy nie mam siły na walkę, to nadrabiam…miną. Przed sobą też.

Zakopałabym się pod kocyk na jeden, dwa dni…A muszę się zmobilizować i zrobić to cholerne TK, które da mi odpowiedź czy moje zmęczenie ma oczywiste podłoże- tak czy siak, i tak winny jest tylko jeden. Przestałam się wsłuchiwać w organizm, który na swój sposób się nie poddaje i walczy. Ja chwilę muszę odpocząć.

Już dziś zostawię tu życzenia świąteczne, życząc przede wszystkim spokoju (może być święty), zdrowia i uśmiechu na co dzień 🙂 Życzliwości dla drugiego człowieka, szacunku i tolerancji. Umiejętności kompromisu, choć nie za wszelką cenę.

Rodzinnych i Radosnych Świąt Bożego Narodzenia dla wszystkich tu zaglądających, czytających i komentujących a szczególnie dla zaprzyjaźnionych Blogowiczów 🙂

 

 

Reklamy