Genetyczni…

Gdy 14 lat temu, w Mikołajki, byłam już po, to wiedziałam dlaczego i dla kogo to robię. Przede wszystkim dla siebie, ale i po to, by świecić przykładem dla Tuśki, która wtedy miała naście lat…i była na progu nastoletniego, beztroskiego życia. Wtedy jeszcze nie wiedziała, ale z mijającym nieubłaganie czasem, jej świadomość, że kiedyś stanie przed taką decyzją, rosła.

Dziś, gdy przed wyjazdem przyprowadziła nam Pańcia, obie się popłakałyśmy: Ona- ze strachu, ja z żalu, że musi przez to wszystko przechodzić…

Na szczęście, moje myśli w dużej mierze zaabsorbował  Pańcio, bo domagał się wspólnej zabawy: malowania, czytania, robienia ciasta (z ciastoliny przy pomocy tłuczka do ziemniaków), wycinania. Co chwilkę, jak tylko oddaliłam się do kuchni, gdzie został przeze mnie rozpoczęty proces robienia krokietów, słyszałam Baaaabciuu: chodź, zobacz, choć mam coś dla ciebie, choć pomóż…

Telefon od Tuśki pogorszył sytuację: ciężko się słucha płaczące dziecko, które nagle ma milion wątpliwości- nawet jeśli się wie, że to z rozżalenia, strachu i  w momencie, gdy została już sama. Na dodatek dziś niedziela, więc personel medyczny okrojony i nie ma lekarza, który będzie operował. Za to ten, który z Nią rozmawiał (wiedza po kolejnym telefonie), tylko Ją wystraszył, gdy wyczerpująco poinformował o zagrożeniach i komplikacjach (taki obowiązek), ale co gorsze, traktował Ją jak gówniarę, która z kaprysu przyszła sobie poprawić urodę. Nie omieszkała zwrócić panu doktorowi uwagę, że nie jest to żadna zachcianka, a ona nie urwała się z choinki- oczywiście innymi słowami, ale sens mniej więcej ten sam.

Operacja odbędzie się o godzinie 10. i najlepiej, gdybym ja była już u Niej przed operacją…Wiąże to  się z tym,  że w egipskich ciemnościach, o nieludzkiej godzinie musiałabym się przedzierać drogami przez lasy, wsie i małe miasteczka. Dlatego zdecydowałam się przyjechać do DM dzisiaj i przenocować- stąd mam niecałe 100 km do szpitala i to lepszymi drogami. Nie jestem w najlepszej formie, a nie wiem, ile godzin spędzę jutro w szpitalu, a czeka mnie jeszcze droga powrotna. Najprawdopodobniej i tak nie wpuszczą mnie rano do Niej, ani nawet na oddział, ale jeśli pojedzie na salę operacyjną ze świadomością, że ktoś bliski jest blisko, to nie ma o czym gadać- może poziom strachu się zmniejszy… Najważniejszy i tak będzie czas po operacji. Wstać będzie mogła dopiero po 24 godzinach- dla mnie to był najgorszy czas, bo mój kręgosłup nie wytrzymywał leżenia na wznak, a taki jest przymus.

Za chwilę połknę tabletkę na sen, bo muszę się wyspać, a podejrzewam, że kotłujące się myśli, umożliwiłyby mi to.

Czy może być  śmieszniej  albo straszniej? 😉 Zawsze! Dzwonię rano do Mam, a Ona: cześć, tu gorszy sort, a jak ty się czujesz jako gorszy sort? 😀  I tak zostałyśmy, kolejny raz genetycznie obciążone;)

Reklamy

15 myśli na temat “Genetyczni…

  1. Mądra dziewczyna. Mądra decyzja. Lekarz? Cóż, nie każdy się nadaje na lekarza, nie każdy się nadaje na piekarza, a ja już nie ufam wiedzy lekarzy i średniego personelu medycznego, tak bezkrytycznie jak do niedawna. Tobie i córci życzę, aby stres nie miał do Was dostępu, w przeciwieństwie do mądrych kochających ludzi. Tych zaś – oby przy Was jak najwięcej:)

    Polubienie

    1. Może i on dobry lekarz- wykonawca( tego tyż nie wiem ;)), ale kiepski człek…No zdenerwował, zdezorientował…Tuśka młodo wygląda, ale to nie tłumaczy, bo może w papiery zajrzeć i zapoznać się z historią zanim otworzy dziób!
      Dziękuję z całego serca!!!:)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s