Nie być jak teściowa…

I to (nie)własna.

Jakiś czas temu nie mogłam spać z nadmiaru myśli nieproszonych. Nabuzowana negatywnymi emocjami do osoby, która mi stresuje dziecię, a które to ( dziecię) stresu powinno unikać jak ognia- miotałam się w łóżku do późnych godzin, zła już sama na siebie. Wszak ja też powinnam wystrzegać się stresu,  jak morowego powietrza. I żeby już nie myśleć o przyczynie, moje myśli  powędrowały ku ostatniej rozmowie z moją Przyjaciółką, albowiem rozmowa ta była adekwatna do zaistniałej sytuacji, czyli niespania z powodu przygnębiających  myśli i emocji.

Otóż moja Przyjaciółka, stwierdziwszy, że zachowuje się jak własna teściowa- nie śpi po nocach, bo coś jej zalega na wątrobie- postanowiła swe żale „wygarnąć” bezpośrednio przyczynie zatrucia owego, jakże ważnego narządu.  Przecież nie będzie tak, jak jej własna teściowa: gadać, że spać nie może przez kogoś, a nic z tym nie robić. Sama jako teściowa, wyznawała zasadę niewtrącania się, niepouczania- uznając, że jeśli nawet jej się coś nie podoba, nie jest to jej życie, tylko syna i synowej. Jako matce własnego syna, czasem zrobiło jej się go żal, ale upewniwszy się, że jest szczęśliwy, werbalnie nie reagowała. Przyjęła do wiadomości umowę młodych, co do obowiązków i partnerstwa- nawet ją rozumiała i akceptowała, choć nieraz naocznie widziała (subiektywnie), że syn jest wykorzystywany. No, ale jeśli tak lubi i się zgadza, to nie jej sprawa, choć wyżalić się od czasu do czasu musiała, bo jako ta tradycjonalistka, uważa, że o ognisko domowe powinna dbać kobieta; a przynajmniej też, bo skądś biorą się  zdrady w związkach, jeśli w tej materii  kobieta nie spełnia oczekiwań- pytanie tylko czyich?  Jednak nie to ją pozbawiło snu, a co za tym idzie, nie z tego powodu postanowiła powiedzieć synowej, co ją uwiera. O tyle było jej łatwiej, że obie panie są po imieniu, więc rozmowa odbyła się na jednej płaszczyźnie. Znam swoją Przyjaciółkę nie od dziś, więc wiem jedno: zachowanie synowej musiało  mocno jej doskwierać (bynajmniej nie do niej samej), inaczej spałaby snem sprawiedliwym i  nie decydowałaby  się na trudną  rozmowę.

Przyjaciółce po rozmowie ulżyło. Wyrzucenie z siebie tego  co ją uwierało, okazało się skuteczne, bo przestało spędzać jej sen z powiek. Szczególnie że odbyło się to w  spokojnej i życzliwej  atmosferze. Wysłuchała również (ze spokojem ) uwag pod swoim adresem. Synowa była zdziwiona, że jest tak a nie inaczej postrzegana (tylko w pewnych kwestiach, bo teściowa ogólnie ją bardzo lubi i szanuje, a nawet za pewne rzeczy podziwia), ale też  przyznała jej rację odnośnie niektórych zarzutów, w innych zaś trwała przy swoim zdaniu. Co z kolei teściowa uznała, że ma do tego prawo, nawet jeśli jej się to nie podoba.

Jak widać, czasem warto pogadać, a nie trzymać urazy w sobie. Nawet jeśli ma to znamię wtrącania się w nie swoje sprawy. Jednak, gdy coś dzieje się na naszych oczach, to myślę, że mamy prawo zareagować. Tak dla oczyszczenia atmosfery. Teraz obie panie wiedzą, co każda myśli o drugiej.

Jeśli chodzi o moją przyczynę zgryzoty- sprawa jest bardziej skomplikowana i nieprzyjemna. „Wygarnięcie” nie przyniosło mi szczególnej ulgi.  Szczególnie że nie mogłam rozmawiać z konkretnymi  osobami- sprawcami.  Z drugiej strony, uruchomiło ciąg dobrych zmian, przynajmniej w newralgicznym obszarze. Pytanie tylko, czy na długo. Niestety nie ode mnie to zależy. Sypiam  lepiej, ale mam teraz świadomość, że coś okazało się iluzją…Oraz, że pewne relacje już nigdy nie będą takie jak kiedyś…

 

6 myśli na temat “Nie być jak teściowa…

    1. Ha, ha…zawsze istnieje taka możliwość 😉
      W tym przypadku synowa to silna osobowość, która zna swoją wartość, ale również docenia to, jakiego ma męża 🙂

      Polubienie

  1. Związki z teściami bywają trudne, bo i jednym i drugim rodzicom młodego małżeństwa trudno zaakceptować, że ktoś postępuje wobec naszego dziecka nie tak, jak my byśmy sobie życzyli. Dobre relacje dość trudno wypracować, kiedy spotykają się dwie rodziny czasem z zupełnie innych bajek.
    Najlepiej jest, gdy młodzi mieszkają jak najdalej od rodziców i teściów, bo wtedy starsi państwo nie mają możliwości wtrącania się w sprawy młodych. Ale kiedy jest źle, powinniśmy interweniować, stanąć po stronie swojego dziecka i na spokojnie wszystko powiedzieć, omówić. Nic tak nie pogłębia urazy, jak milczenie i skrywane żale.
    Mam nadzieję, że i Ty i Tuśka pokonacie problem.

    W związku z tematem przypomniała mi się anegdotka:
    Spotykają się dwie koleżanki i jedna z nich opowiada:
    – Wiesz, moja córka świetnie wyszła za mąż. Ten mój zięć jest taki dobry, pracowity! Zakupy robi, obiady gotuje, sprząta, z dziećmi na spacery chodzi. No po prostu anioł! Dzięki niemu córka może i do fryzjera pójść, i do kosmetyczki, i na angielski się zapisała. Ale synowa to kompletna katastrofa! Nic tylko by po kosmetyczkach latała, studiów jej się zachciało, a ten mój biedny synek to nic tylko w kółko – zakupy, gotowanie, sprzątanie i jeszcze z dziećmi musi do parku wychodzić.

    Ściskam Cię mocno:)

    Polubienie

    1. Hi, Hi…Wszystko zależy od punktu widzenia 🙂 Zdałam sobie sprawę, że na upartego mogłabym powiedzieć o swoich dzieciach tak, jak w tej anegdocie ;D
      Gdy jest się świadkiem jakiegoś zachowania, czy to własnego dziecka czy jego połówki, to nawet nie jako ten arbiter, który rozstrzyga kto ma racje, ale jako mimowolny świadek możemy zwrócić uwagę, żeby w naszej obecności nie awanturowali się, bo sobie tego nie życzymy. W opisanym przypadku to właśnie było gwoździem, który uwierał; paradoksalnie dzieci już któryś rok mieszkały zagranicą, a matka- teściowa była z krótką wizytą.
      Czasem jest tak, że to nie teście- z jednej czy z drugiej strony- wtrącają się do małżeństwa, ale inne osoby( np. rodzeństwo), które ingerując, manipulując wyrządzają wiele szkód.
      Dziękuję:)
      Cieplutkie i serdeczne pozdrowienia 🙂

      Polubienie

  2. wtracanie się czy to tesciowej czy mamy do zwiazku nie ejst niczym dobrym…i wiem to z wlasnwgo doswiadczenia, choc nie chce pisac o co chodzi….ani matka ani tesciowa nie powinny wtracac w zycie/malzenstwo mlodych..
    :*

    Polubienie

    1. Masz racje- nie jest! Tylko czasami sytuacja tego wymaga, jeśli ma się dobro obojga na celu, albo gdy dzieje się prawdziwa krzywda. Dużo też zależy od wspólnych relacji, bo rozmowa, oczyszczenie atmosfery, niekoniecznie musi być ustawianiem młodych jak mają żyć. To zawsze jest spory dylemat, dla osób które na ogół nie wtrącają się w życie swoich bliskich, ale w momencie gdy widzą, że dzieje się coś złego, to nie chcą być tylko biernymi obserwatorami i nie reagować. Tyle że, to też należy zrobić umiejętnie, by pomóc a nie zaszkodzić.
      Bużka.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s