M jak malownicze morze…

Na pewno warto wybrać się jesienią  nad Bałtyk, szczególnie gdy lubi się spacery brzegiem morza. Szum i widok fal wystarcza by ukoić zmysły: dodają energii i wypędzają z człowieka stres. Plusem są prawie puste plaże, ścieżki spacerowe czy promenady i mola oraz  prawie puste uliczki nadmorskich miasteczek; w nielicznych czynnych restauracjach czy kawiarniach można bez oczekiwania przysiąść przy stoliku z widokiem na morze:) Czas płynie wolniej i ciszej…Można złapać głęboki oddech, nabrać dystansu do wielu spraw…

DSCN8763DSCN8773

 

Jesień dodaje pobytowi wiele smaczków: nie tylko ubarwia krajobraz, ale minimalizuje potrzeby, a to pozwala w pełni cieszyć się każdą chwilą.

DSCN8747

DSCN8749

DSCN8771

 

DSCN8802

 

Mimo tkwiącego we mnie niepokoju- odpoczęłam. Zmęczyłam się również, bo codziennie pływałam, przynajmniej przez 45 minut. Pływaczka  ze mnie taka sobie, ale lubię i nie odmawiam sobie tej przyjemności. Szczególnie że ani sauna, ani jacuzzi, ani masaże nie są dla mnie wskazane. Musiałam obejść się smakiem, ale niespecjalnie żałuję. Za to smacznie było kulinarnie. Wiele pstrągów już jadłam: i w górach, i nad morzem, i na nizinach, ale tak przepysznie zrobionego, w sosie borowikowym – po raz pierwszy! Sandacz w szpinakowym sosie dorównał mu smakiem 🙂 W ogóle kuchnia i obsługa- rewelacja!

Mieliśmy też nieplanowane spotkanie, gdyż PT nie bardzo orientując się w odległościach, a będąc również nad morzem, stwierdziła, że nas odwiedzi i jeszcze zaprosi  dawno niewidzianego kolegę, mieszkającego w pobliżu. I jak to PT- kierowniczka zamieszania- pomyliła umiejscowienie miejscowości ( nie jednej ;)), a na dodatek telefon miała na rozładowaniu i poruszając się w ciemnościach na jednym świetle mijania- więc na początku trochę było nerwowo, ale potem już tylko śmiesznie 🙂 Spędziliśmy w piątkę ( kolega dojechał z żoną) fajny wieczór w hotelowym barze, rozmawiając i śmiejąc się. Nocną porą znajomi odjechali, a PT zatrzymaliśmy na noc. OM poszedł spać, a my jeszcze gadałyśmy wiadomo o czym ( o polityce, o dzieciach) przy zasobach z pokojowego barku 😉 Sprzymierzeńcem był czas, a dokładnie dodatkowa godzina 🙂 Rano wspólne śniadanie i wspólny krótki spacer, bo my do DM do Mam, a potem do domu, by spełnić obywatelski obowiązek;)

Jesień wciąż jest piękna…mimo nowej rzeczywistości 😉

Jak wiecie, moja Mam już  opuściła szpital (a raczej skansen w rozsypce), za to Misiek od wtorku – na szczęście w innym, na nowoczesnym oddziale. Zanim jednak się na niego dostał (po zabiegu), to spędził noc w jakieś sali magazynowo-podobnej, oświetlonej tak jak Paryż nocą, w towarzystwie kilku pacjentów oczekujących na zabieg płci różnej…Na szczęście miał czarną czapkę, którą zsunął na oczy- i  w ten sposób zasnął 🙂

Reklamy