Nie tylko o starości…

Jaka jest starość  i co się z nią wiąże- każdy wie. Choć zależy ona od osobowości, a nie od metryki, to jednak w największym stopniu od sprawności fizycznej, umysłowej, czyli ogólnej zdrowotności. Sama starość nie jest straszna, boimy się tego, co z nią związane: choroby i niedołęstwa, a co za tym idzie- uzależnienia się od innych. Samotności.

Gdzieś mi wpadł w ucho sondaż, że prawie blisko 80% z nas, nie jest gotowych na sprawowanie opieki nad  starszą (schorowaną) osobą w swojej rodzinie. Do tego dochodzi niesprawny system opieki społecznej. No, nie jest kolorowo.

Są domy opieki, domy seniora, domy spokojnej starości, hospicja- jednak  z tego, co się orientuję, nie zawsze są w nich miejsca, szczególnie w najbliższej okolicy dla danej rodziny, a i koszt, szczególnie w tych prywatnych, czasem nie do udźwignięcia przez najbliższych. Ale ja nie o tym chciałam, tylko o naszym stosunku do nich. Wstydliwym. Bo to wciąż wstyd oddać babcię, dziadka, matkę, ojca, dziecko…Nawet jeśli wymaga kompleksowej całodobowej opieki.

Ostatnio, z dwudniowego pobytu  matki w hospicjum ( przed śmiercią) tłumaczył się jej syn, zawstydzony, że wraz z braćmi, tak, a nie inaczej postąpił.

Moja bliska koleżanka odrzuciła propozycję pracy, by móc opiekować się schorowanym ojcem. Opiekę sprawowała do końca Jego dni, ale rozważała jakiś ośrodek opieki, gdyby miała ona trwać dłużej.

Mojej cioci mama- wiekowa już kobieta- od lat przebywa w prywatnym domu opieki. Ciocia wzięła Ją do siebie, ale starych drzew się nie przesadza, więc matka wróciła do syna. Tam jednak, ze względu na warunki i stosunki, starsza pani nie mogła dłużej żyć. Ciocia dopłaca do pobytu, odwiedza- w ostatnich latach 2-3 razy w roku. Może dlatego, że sama  jest coraz starsza, a trzeba pokonać około 500km, a może dlatego, że od kilku lat  matka  już nikogo nie rozpoznaje.

Pamiętam reakcję mojego taty na wieść o decyzji podjętej przez ciocię, oczywiście  za zgodą samej zainteresowanej. Powiedział: że nie wyobraża sobie tego i  wolałby umrzeć. Nie wiem, czy to z tego powodu, że nie wyobraża sobie żadnej bezczynności, a taki dom uważa za ograniczenie „wolności”, czy raczej z tego, że dziecko „pozbywa” się rodzica i umywa ręce od sprawowania opieki. Raczej w tej materii jest tradycjonalistą.

Może dlatego moje „starsze dzieci” zrezygnowały z garażu w domu, a w zamian jest dodatkowy pokój: dla dziadków, jak będą potrzebowali opieki…🙂

Tylko że życie pisze różne scenariusze i chcieć to nie zawsze móc. Nie każdy może  sprostać niełatwemu zadaniu,  jakim jest opieka nad terminalnie chorym członkiem rodziny. Fizycznie, ale również psychicznie. Dlatego ja uważam, że wstyd to nie zapewnić żadnej opieki, a nie zapewnić ją profesjonalnie. I nie ma się tu  z czego tłumaczyć.

Z drugiej strony…nie wyobrażam sobie oddać któregoś z rodziców do domu opieki, a już  setki kilometrów- nie ma takiej możliwości. Jednak wiem, że więzi w rodzinach bywają różne, a czasem jest ich brak…

***************************************************

Wczoraj dopadła mnie  świdrująca myśl, że coś się wydarzy tej jesieni…

Mam nadzieję, że tylko planowane i oczekiwane, choć nieprzyjemne, ale oswojone…Bez niespodzianek. Wsłuchuję się we własne ciało…powinnam ruszyć tyłek, ale…Tak mi dobrze z niewiedzą…Na wszelki wypadek już zabukowany wydłużony następny weekend- tym razem nad Bałtykiem.

 

 

Reklamy

27 myśli na temat “Nie tylko o starości…

  1. Taką mamy mentalność i taką tradycję, że chcemy sami opiekować się swoimi rodzicami. Często jednak jest to opieka ponad siły i mozliwości. Kiedyś ograniczała się do doglądania starego człowieka. Dziś często jest to kwestia obsługiwania sprzętu medycznego, podawania leków, profesjonalnej opieki. Sami temu nie sprostamy. Dlatego czasem oddanie przewlekle chorej osoby do specjalistycznego ośrodka jest najlepszym, co można zrobić. Szczególnie w przypadku demencji czy choroby Alzcheimera.W opiece domowej nikt tego ani fizycznie, ani psychicznie nie wytrzyma, a w ośrodku pracują ludzie do tego przygotowani i – co ważne – na zmiany. Tylko należy pamiętać, żeby nasz kontakt z bliskim był częsty i efektywny. Nie jest wstydem zapewnić chorej osobie opiekę. Wstydem jest o niej zapomnieć, przestać
    odwiedzać.
    Podejrzewam, że faktycznie tej jesieni wydarzy się coś niemiłego – za wcześnie przyjdzie zima! Już dawno o tej porze roku nie było tylu sikorek, ile teraz! Poza tym wszystko będzie dobrze! Oczywiście o ile masz odpowiednio grubą kurtkę i ciepłe buty, bo bez tego katar murowny!
    Bawarskie serdeczności przesyłam:)

    Polubienie

    1. Masz rację Masko. Ostatnie moje zdanie ( niewyobrażenia sobie) dotyczy bardziej takiej sytuacji, że któreś z rodziców z powodu samotności i starości a nie zdrowotności wymagałoby częstszej opieki. Z prostej przyczyny, że jestem silnie związana z Rodzicami. Gdy dochodzi choroba ( a te są różne) czasem trzeba podjąć taką decyzję. Najlepszym rozwiązaniem jest zapewnienie całodobowej opieki w domu – tyle że na polskie warunki jest to raczej niemożliwe ze względów finansowych.
      Są dorosłe dzieci, które nawet mając starszych rodziców w swoim miejscu zamieszkania, nie bywają u nich albo rzadko- w końcu zapewnili fachową opiekę- ale to już inny temat.

      Kataru się w końcu pozbyłam!!! Odpowiednią garderobę mam! Pięć stopni za oknem z padającym deszczem od dwóch dni skutecznie zniechęca, by wychodzić z domu, kiedy się nie musi, a gdy musi- to trudno i na krótko 😉
      Jesień u mnie pod patronatem szpitali: najpierw Misiek pod koniec tego miesiąca, na początku grudnia Tuśka. Oby, tylko te planowe i bez niespodzianek!

      Polubienie

      1. Na pewno wszystko będzie dobrze! Najważniejsze jest pozytywne myślenie,bo przyspiesza powrót do pełnej sprawności. Kiedyś mi lekarz powiedział, że jakby wszystkie jego pacjentki miały takie nastawienie do zdrowienia jak ja, to on by miał o 80% mniej pooperacyjnych powikłań. I ja się tej opinii trzymam całe życie.
        Bawaria jest zimna, deszczowa i dość ponura o tej porze roku. Na razie oglądam telewizję, rozumiejąc co dwudzieste (tak sobie schlebiam) słowo. Ale najważniejsze, że spotkałam się z mężem:)
        Pozdrawiam serdecznie:)

        Polubienie

        1. Dobre nastawienie to podstawa, choć nie zawsze jest łatwo o takie.
          Szkoda, ze pogoda nie dopisuje,
          u nas też nie lepsza, słońca nie widziałam już kilka dni- zimno i pada…
          Ważne to, co najważniejsze :))))
          Serdeczności 🙂

          Polubienie

  2. Ja nie uważam tego za wstyd. Życie pisze różne scenariusze; zmusza nas do różnych decyzji, niekoniecznie zgodnie z naszymi przekonaniami. Najbardziej mnie wkurza gdy rodzeństwo ma do siebie nawzajem pretensję o oddanie mamy/taty do domu opieki. Mój znajomy ponad rok temu oddał swoją mamę do takiego domu (kobieta nie kontaktowa, nie samodzielna a obecnie przykuta do łóżka i ponad 80 wiosen). Sprawa już jakoś się ustabilizowała ale wcześniej brat znajomego miał o to pretensję…jednocześnie nie raczył pomóc bratu w opiece. Znajomy nie miał już sił sam wszystkiego dopilnowywać, no bo jak można żyć normalnie gdy trzeba kogoś pilnować 24h na dobę?!

    Babcia moja trafiła do domu opieki mając 88 lat…wcześniej mieszkała z nami. …odkręcanie gazu, siusianie do szafy i różne inne sprawy skłoniły moją mamę do takiej a nie innej decyzji. Pretensje reszty rodziny były a jakże! Ale jakoś nikt babci do siebie zabrać nie chciał (!)

    …ja też się tego boję…że nie będę wstanie opiekować się mamą gdy przyjdzie na to czas. Oddać bym nie chciała a z drugiej strony musiałabym zrezygnować z pracy na rzecz opieki. Koło się zamyka; albo praca=środki na ewentualny dom opieki albo rezygnacja z pracy, opieka…raczej bieda.

    ps.tej jesieni przewiduję … porządny katar u tych co bez mycki biegają 😛

    Polubienie

    1. Tak! To są zawsze trudne wybory, które podlegają ocenie innych. Niech oceniają, ale nikt nie musi się z nich tłumaczyć. Ja z kolei znam rodzinę, w której schorowana mama była po trzy miesiące w roku u każdej z czterech córek, do ostatnich chwil swego życia. Fajnie, jak mogły otoczyć matkę opieką, ale to tak rzadko się zdarza, przeważnie to jedna osoba z rodzeństwa się opiekuje a pozostałe często zamiast wspomóc mają jeszcze pretensje. A tak naprawdę, to dużo zależy od stanu zdrowia.

      Myckę wkładam- chucham i dmucham na się, bo nie chcę być znowu uziemiona 😉

      Polubienie

  3. Największy problem mają z tym ci, którym naprawdę zależy. Zatulałam tyle Rodzin i tłumaczyłam, że to jedyne wyjście. I usiłowałam nie odstrzelić tych, którzy chcieli zrobić dobrze głównie sobie!
    Ja też się boję. Mam nadzieję, że choroba odbierze mi najpierw świadomość…

    Polubienie

    1. Bo to dla tych co kochają i szanują jest bardzo trudne. Proste dla tych, co widzą tylko swój czubek nosa.
      A ja mam nadzieję, że mi marychę zarejestrują i legalnie będę mogła ją zażywać- jakby co!

      Polubienie

  4. Tak, w naszej świadomości oddać kogoś z rodziny do domu opieki to wielki wstyd. Nikt nie widzi, że tam jest fachowa opieka, która pomoże rodzinie, by sami nie stracili sił. Opiekowałam się (krótko) przyszywaną Ciocią-89lat, potem moim Kochanym Tatą-90 lat, a teraz 90letnią Mamą pracując zawodowo (jestem amazonką). Słyszałam, że w innych krajach ten problem jest inaczej rozwiązany i okres opieki nad członkiem rodziny zaliczają do stażu pracy.(Czesi?)
    Pozdrawiam i życzę tej jesieni (i nie tylko) miłych chwil i dużo radości!

    Polubienie

    1. Dziękuję!!!:)
      Nasi „mędrcy” będą musieli się nad tym problemem pochylić, bo społeczeństwo nam się starzeje a długość życia wydłuża. Nie wystarczy Owsiak i kilka milionów na oddziały geriatryczne…Tu potrzebny jest sprawny system opieki…Często opiekunowie ( córka, syn czy ktoś z rodziny), sami są już w podeszłym wieku i po niejednej chorobie- potrzebują wsparcia.
      Serdeczności i jak najwięcej słonecznych dni tej jesieni!!!

      Polubienie

  5. Jest to bardzo poważny problem. Coraz częściej do tego tematu wracamy, bo czas leci jak szalony i ani się obejrzymy jak i nas będzie dotyczył. Znam osoby które gotowe są wcześniej się wykończyć niż oddać gdzieś matkę czy ojca. Znam tez takie, które uważają, że to normalne i nie ma o czym gadać.
    Tak jak zawsze i wszędzie najlepszy jest umiar. Tylko że ten „umiar” też boli – zarówno starą matkę jak i kochające ją dziecko.
    A najgorzej jest wtedy gdy jedno dziecko całkiem umywa ręce a na drugim spoczywa wszystko.
    Pozdrawiam serdecznie.

    Polubienie

    1. To zawsze są niełatwe decyzje. I tak wiele zależy od okoliczności…Najważniejsze jest zrozumienie, akceptacja owych decyzji. I skuteczna pomoc, tym co jej potrzebują, ale również tym, co sprawiają opiekę nad swoimi bliskimi.
      Serdeczności:)

      Polubienie

  6. Moje dwie ciocie przebywają, jedna z alzheimerem, druga po wylewie. Nie było innej możliwości, ponieważ ktoś musiałby być z nimi cały dzień w domu, a nie ma takiej możliwości. Fantastycznie, jak się udaje takiego domu uniknąć, ale nie zawsze się da. czasami naprawdę nie ma się kto zająć. I ja też nie wyobrażam sobie, ani mamy, ani teściowej oddać. Za to nie wiem, czy sprostałabym opiece nad teściem i czy nawet bym próbowała ze względu na to, że pije.

    Polubienie

    1. Nie zawsze jest to możliwe, nawet jeśli się da, gdy potrzebna jest np. wykwalifikowana pielęgniarka. Są różne sytuacje, i różne dramaty z nimi związane. Ogólnie jest potrzebne zrozumienie i akceptacja decyzji. To są zawsze trudne decyzje. Czasem pełne wyrzeczeń.

      Polubienie

  7. Moi Drodzy!
    Wynik PET mojej mamy nie wykazał ani jednej najmniejszej oznaki choroby!
    Ps.innym razem opowiem Wam jacy mądrzy lekarze pracują w moim miejscowym szpitalu (sarkazm tu zapodaję-tak dla jasności).

    Polubienie

      1. No i napiszę…a co! W moim szpitalu „specyjaliści” od siedmiu boleści w pięć minut po tomografii powiedzieli że ma raka (!) Na płucach, w macicy, na jajniku i jeszcze coś tam o nerkach. Mama zapłakana…już leży niemalże umierająca na łóżku szpitalnym (gdzie jeszcze kwadrans temu w podskokach po kawkę do bufetu na parterze leciała). Ja nieco też zszokowana … ale ze świecącą czerwoną lampką w mózgownicy wbijam do gabinetu tych mądrych inaczej…..

        „-na jakiej podstawie taka diagnoza?!
        Pobrano wycinek?!
        Krew na markery pobrana?!
        (lekarza zatyka…a ja dalej…)
        -a wiedział Pan że u mamy monitorujemy od kilku lat mięśniaki na macicy?! Na nerce guzy też! Aaaa że mama dwukrotnie miała zapalenie płuc a obecnie jeszcze ma zatorowość płucną, że te zmiany to może być właśnie to?! A wie Pan że w tej chwili moja mama topi się we własnych płucach a serce chlupocze w wodzie…boście ją przewodnili płynami z kontrastem?!

        Gość na to, że on nic nie wie a ja już qrvami …. że od 4 dni koło mamy łóżka stoi wielka niebieska teczka z całą dokumentacją medyczną…przy następnej wizycie pewnie potknie się i nosem zaryje!

        Ordynator jakoś próbował załagodzić moją vqrvę…i stwierdził że jednak zbyt pochopnie o nowotworze. Ale mimo wszystko trzeba to sprawdzić. Kazałam mu iść do mamy i jej wytłumaczyć…bo mi nie uwierzy że to wcale nie musi być wyrok…że ją okłamuję by jej nerwów oszczędzić.

        Po miesiącu mega nerwów okazało się że moja mamuś jest pod tym względem zdrowa! …tylko nadal mam wielkiego nerwa na tych lekarzy_nie onkologów co to szastają diagnozami całkowicie bezpodstawnie…bez testów, badań. Niech ich szlag…aby tak człowiek zdołować?!

        …ufff….

        Polubienie

        1. ps.tk wykazało płyn w osierdziu a guzy na płucach…to również była woda! Ot idioci! Mało brakło a posłali by moją mamę na tamten świat…z głupoty-roztargnienia-zaniedbania-arogancji?!

          Polubienie

          1. Strasznie boleję nad taką sytuacją, przecież mamy takie zaufanie do lekarzy a Oni??? Odpowiadają przed ludźmi i przed Bogiem- jak mówi moja Mama. Ale czy mają tego świadomość??
            Pozdrawiam i życzę samych dobrych diagnoz:}

            Polubienie

          2. Brak słów…Jak dobrze, że zachowałaś trzeźwość umysłu!!! Przeżyłyście horror!

            Pamiętam jak trafiłam do urologa, bo coś tam miałam sprawdzić, ale nieonkologiczne- moja Doktor jak na TK wyszła torbiel w nerce, to powiedziała, że mój skorupiak nie daje tam przerzutów, a chodziło o coś zupełnie innego- no i trafiłam prywatnie, a ten mnie na cito, bo: w nerce nie ma łagodnych zmian- mówi specjalista! Więc znowu TK, idę po odbiór, a ten czyta opis i karze mi przyjść na drugi dzień, bo osobiście płytkę musi obejrzeć…A na drugi dzień słyszę: wszystko ok… Nie zabiłam- chyba tylko z tej ulgi ;D
            Ufff… Ważne Marta, że już po strachu= głęboki oddech i do przodu 😉 Zdrowia dla Mamy i dla Ciebie również!!!!

            Polubienie

            1. Zdaje się że to jeszcze nie koniec przeprawy. Jakby było mało tego wszystkiego moja mamuś ma i „trzyma” swoje kamyczki w pęcherzyku żółciowym (nikt nie odważy się operować). Na wcześniejszym TK oraz na PET’cie wyszło jak na dłoni że dzieje się jakiś stan zapalny…na 99% kamyczek przytkał przewód gdzieś koło Brodawki Waltera (czy jakoś tak).
              Dziś byłyśmy w tej sprawie u chirurga aby zrobić badanie ERCP-czyli taka bardziej rozbudowana gastroskopia; i ewentualnie wyciągnąć od razu kamyk . A szanowny Pan mądry inaczej stwierdził że on uważa…że trzeba zrobić rezonans. Ja się pytam po co? …dwie tomografie w tym jedna wypasiona a po za tym mamie nie wolno robić tego badania, bo ma wszczepiony kardiowerter defibrylator i ma jeszcze druty na klatce piersiowej.
              No to szanowny wpadł na genialny pomysł by zrobić mamie KOLONOSKOPIE (!); bo ERCP jest zbyt inwazyjne a kolonoskopia nie.

              Ja pierdole!!!! mnie już ręce opadają!!!!

              ps.PET nie wykazał ŻADNYCH patologii w jelitach! Pokazał stan zapalny przewodu żółciowego i dwóch kręgów (kręgosłup po złamaniu wieki temu)

              Polubienie

              1. Współczuję, i nie rozumiem takiego podejścia…ech…I nie dziwię się Twojemu wkur…zeniu…
                Mam nadzieję, że jednak skończy się to na zlikwidowaniu stanu zapalnego, czego serdecznie życzę!

                Polubienie

                1. Jutro po pracy pędzę do naszego zaprzyjaźnionego kardiologa, podrzucę mu wsie wyniki. W poniedziałek będzie jakaś hiper konsultacja z jakimś dobrym specjalistą od brzuszków. A nóż widelec że wcale nie trza będzie mamy męczyć kolejnymi badaniami.

                  ps.Szanowny Pan myślący inaczej, ten od kolonoskopii to cudzoziemiec…jeśli on czyta po Polsku jak mówi.to raczej już mnie nie dziwi jego widzimisie.
                  Nie jestem rasistką ale od dziś lekarzy nie-polaków unikać będę jak ognia.

                  Polubienie

  8. …za bardzo się cieszyłyśmy. Konsultant gastrolog stwierdził, że w pęcherzyku żółciowym to jednak nowotwór. Pilnie do usunięcia. Jutro jadę do Wrocławia do kliniki porozmawiać z profesorem nt.zabiegu. Już nie mam sił. Nie wiem czy moja mamuś przeżyje tą operację. Mamie nie powiedziałam całej prawdy…powiedziałam że jest silny stan zapalny i trzeba wycinać.(tylko lekarz rodzinny jest wtajemniczony).

    Polubienie

    1. Martuś,
      strasznie mi przykro…trudno znaleźć słowa, ale musisz znaleźć w sobie siłę- zawalcz, zawalczcie obie!
      Ciepłymi myślami otulam z wiarą, że jeszcze będziesz się długo cieszyć obecnością swojej Mamy!
      Ściskam Cię mocno i trzymaj się dziewczyno…!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s