Druga połowa…

…września, a pogoda rozpieszcza 🙂  Kilka dni, w których nawet moje gołe stopy miały się dobrze, a co dopiero całe ciało 😉 Jedynie szybko już zapadający zmrok przypominał, że to już jesień, a nie lato. I spadające orzechy…

Zbieramy z Pańciem orzechy laskowe, a psy nam towarzyszą 😉 Obie je łupią, aż miło.

DSCN8577Kota na wizycie, woli z ukrycia się przypatrywać…

DSCN8565

Wcale jej się nie dziwię, bo na tarasie wciąż  jest:

DSCN8567

kwitnąco, a zamiast surfinii pyszni sięDSCN8568wrzos :)- wszak wrzesień to 🙂

Pańcio do przedszkola nie  zapałał  miłością wielką, mniejszą również nie, ale nie robił i nie robi problemu z pójściem. Szczerze mówi, że przedszkole nie jest fajne, zabawki w nim również. Co do dzieci- zdania jeszcze nie ma 😉 Jest „fenomenem”, bo Pani Przedszkolanka stwierdziła, że w całej jej długoletniej karierze jest pierwszym dzieckiem, który nie lubi….zupy pomidorowej 😉 Tak, naszej narodowej ;D Za to jest bardzo grzeczny, co pewnie bierze się po trosze z tego, że jest nieśmiałym chłopcem. Radośnie wita kogokolwiek, kto go odbiera i,  w trymiga opuszcza mury przedszkola. Także tak. Problemu nie ma, ale wielkiej radości również. Woli z Kamcią się bawić w piaskownicy albo pomagać Prababci w mini wykopkach 😀 Pogoda umożliwia spędzanie czasu na dworze. Szkoda tylko, że czas tak szybko biegnie i to, co teraz jest codziennością- zostanie wspomnieniem.

Dzisiaj przywitało mnie szarym niebem. No cóż w końcu mamy poniedziałek ;)*

* Pisałam to wczorajszym rankiem, z przerwami na jajko na miękko 😉 I całe szczęście, bo w międzyczasie przerwało mi połączenie; wchodząc ponownie, zauważyłam, że wizytację bloga mam liczebniejszą. Wstrzymałam publikacje ze względu na zdjęcia. A dlaczego, to pewnie się domyślacie 😉

A wtorek jak to potworek – zasmarkany przez własny nos ;(

Miłego dnia!

Edit:

Niepotworkiem okazał się OM, dzwoniąc w momencie, gdy już miałam wyjść po jakąś świeżynkę  na obiad. Nie musiałam, bo zje na mieście i jeszcze mi przywiezie. To się nazywa wyczucie czasu 😉 Spojrzałam przez okno na moje dwie Dziewczyny; westchnęłam i wyszłam…po dwa opakowania wątróbki 😉 Niech mają, choć zawsze jest alternatywa w postaci suchej karmy…