Telefony, telefony pełne …

Rok temu, tyle że w czwartek, a nie w piątek, był piękny, słoneczny dzień o bardzo okrągłym znaczeniu ;). Mimo bardzo okrągłej daty, która już bardziej okrągła nigdy nie będzie, a nawet jeśli stałby się cud i jakimś psim swędem udałoby się, to zawsze jest ryzyko, że i tak niewiele bym  z tego dnia rozumiała ;)- także mimo tego, moje myśli wlokły się lub galopowały  jednym torem. Może  właśnie dlatego  postanowiłam uknuć plan, dość chytry, ale też i ryzykowny. Wtedy pomyślałam sobie, że dopóki mogę, to ja będę stawiać warunki. Tak byłam zaprzątnięta własnym knuciem, że kompletnie nie zauważyłam, że OM też coś kombinuje. Pod pretekstem obiadu, spaceru i zakupu prezentu wywiózł mnie na kilka godzin do ŚR. To, że przez ten czas sam dzwonił i odbierał milion telefonów, w ogóle mnie nie zdziwiło- tak jest zawsze. Nawet to, że nie pozwolił mi kupić ciasta na wieczór, bo mieli przyjść lokalni Przyjaciele i starsze Dzieci. Nic ani przez moment nie wzbudziło mojego podejrzenia.  Gdy w końcu podjechaliśmy pod dom, zdążyłam się jednak na sekundę zdziwić, że na ulicy stoi dużo aut, ale OM szybko wjechał na podwórko, zajeżdżając z tyłu domu, pod taras… Moim oczom ukazał się tłum ludzi i kolorowe baloniki…Wzruszenie- bo własnym oczom nie wierzyłam- odebrało mi mowę, a łzy leciały ciurkiem. Nie mogłam ich powstrzymać, nie mogłam przez dłuższą chwilę nawet wysiąść. W końcu to zrobiłam; pierwszy podbiegł do mnie Pańcio, tuląc się i pewnie dziwiąc, czemu płaczę. To widok Bliskich – ponad 20 osób- którzy w dzień powszedni, pokonując – większość z nich ponad setkę kilometrów- niemałe odległości, przyjechali, by w tym dniu być ze mną. Mało tego, LP ze starszymi Dziećmi i z OM zorganizowali całą imprezę. Moja reakcja wszystkich zaskoczyła, ale i też ugruntowała w tym, że o niczym naprawdę nie wiedziałam. Uściskom nie było końca…A potem biesiada, prze smaczny tort, i wspólne śpiewanie. Mój Przyjaciel przyjechał na harleyu, więc skorzystałam, by poczuć wiatr we włosach, intuicyjnie czując, że niedługo nie będę ich miała. Oni tego jeszcze nie wiedzieli…

Kogoś zabrakło w tym dniu, kogoś  Ważnego, ale przerobiłyśmy już to. Było, minęło. Dziś był telefon i SMS. Telefony i SMS-y. Jeden straszebnie zabawny ;).

Dziś czekam na jutro ;).  LP robi gołąbki, ja skończyłam strogonowa, Tuśka upiecze ciasto z borówkami i malinami, PT przyjedzie z DM… W dużo mniejszym, ale jakże bliskim gronie pożegnamy lato, wypijemy za zdrowie :).

Zdzisiaj (jakby Bania powiedziała :)) jeszcze będzie z jakąś lampką czymś tam wypełnioną. Z OM. Oczywiście za zdrowie 😉 no i pokibicujemy!

 

Reklamy