25 godzin…

…bez prądu…

Paradoksalnie czekałam na burzę, wierząc, że kolejna po grzmi, powieje, poleje i sobie pójdzie nie wyrządzając spektakularnych szkód, więc gdy gdzieś tam w oddali błysnęło, to poczułam ulgę, że skończy się ta upierdliwa duchota. Było już po dwudziestej, gdy do OM siedzącego obok mnie powiedziałam, że pewnie zaraz będzie lać. Nawet dobrze nie zagrzmiało jak dostawa prądu została przerwana; spojrzałam w okno, wiatr się wzmógł- wiało, jak nigdy wcześniej na oczy nie widziałam. Ja na górę, OM na dół, zabezpieczać wszelkie otwory domowe i nie tylko. Nagle zrobiło się ciemno, wiatr hulał w najlepsze, ale grzmotów, błyskawic nie było widać ani słychać. No może gdzieś tam w oddali, ale wiatr zagłuszał wszystko. Lunęło- ale nie, żeby z jakąś siłą wodospadu czy kaskady…Trwało to może z pół godziny albo ciut więcej… i ucichło…Pomyślałam, że zaraz zwrócą nam prąd, no może za godzinę, góra dwie, bo intuicyjnie czułam, że taki wiatr musiał narobić szkód. Wzięłam więc latarkę i położyłam się na kanapie z książką. Zaczytałam się tak, że nie usłyszałam jak wrócił OM. Gdy się odezwał, to ze strachu aż się zerwałam na równe nogi. Tego wieczoru ani w nocy nie przywrócili prądu. Rano obudziłam się z nadzieją, że już jest, ale gdzie tam. Na dodatek nie było nawet zasięgu, więc komórka OM, mimo że naładowana to bezużyteczna. Stwierdziwszy, że jestem odcięta od świata, wróciłam do łóżka nie by spać, ale sobie poczytać 🙂 Po trzech godzinach, dodarło do mnie, że tak naprawdę to brak prądu w niczym mi nie przeszkadza, więc zabrałam się za robotę: umyłam na dole okna i sprzątnęłam taras, bo burzy wyglądał żałośnie…Ale szkód nie było. Za to na naszej posesji, ale tej gospodarczej już tak kolorowo nie było. Połamane gałęzie, konary, zwisające i leżące, jak kobierzec wyścieliły cały spory przecież teren. Drzewa od sąsiada- pomyślałam sobie, że ciekawe kto to teraz posprząta- na szczęście ani ptactwu, ani budynkom nic się nie stało. Widok jednak zrobił na mnie wrażenie. Potem kolejny raz, gdy jechałam z Pańciem do pobliskiego miasteczka po benzynę do agregatów, bo już wiedzieliśmy, że prądu nie będzie co najmniej do późnego popołudnia. Powyrywane drzewa na poboczach, połamane –  uzmysłowiły mi, że kolejny raz mamy dużo szczęścia, że w najbliżej naszej okolicy nie doszło do jakieś tragedii, a tak długi czas bez prądu, to jedyna niedogodność. No i druga: zamknięte przedszkole. Pańcia przywiózł Jego Tata, po tym jak przedpołudnie spędził u drugiej babci.  OM odzyskał zasięg, a ja dalej bez jakiegokolwiek kontaktu ze światem ;). Ha, ja to ja, ale koleżanka Tuśki w domu ma wszystko na prąd, nawet drzwiczki od szafek w kuchni. Rozpaliła grilla i na patelni odsmażała pierogi, by nakarmić rodzinę;).

Późne popołudnie znowu spędziłam, leżąc i czytając. A gdy zrobiło się już na tyle późno i ciemno, że nie widziałam liter, znowu wzięłam latarkę- pogodzona, że prądu nie będzie kolejną noc. Dlatego, gdy nagle- 25 godzin po- nastała jasność płynąca z włączonego światła, to z dozą nieśmiałości, ale z szybkością lamparta rzuciłam się na podłączenie fona do prądu ;). Zdążyłam się zalogować i zobaczyć, że mam 27 esemesów… i znowu nastała ciemności.  W ciągu kolejnej godziny prąd wyłączali i przywracali 9 razy, w tym 7 razy w ciągu pierwszej półgodziny.  Pomyślałam sobie, że jeśli ja nawet nie sfiksuję, to mój sprzęt na pewno, więc zaczęłam wszystko wyłączać z prądu, oprócz lodówki. W ciągu tej godziny zdążyłam odebrać telefon od Taty, dowiedzieć się ze Szkła o dziwnych transferach na listach PO, i stwierdziwszy, że świat wciąż istnieje-  nic a nic nie zmądrzał, pewnie też nie zgłupiał doszczętnie- z nadzieją na prąd bez przerw w dostawie na dziś, udałam się spać. Dziś zabrali tylko raz, w czasie, gdy zaczęłam pisać ten post ;).

Muszę się ogarnąć, bo Pańcio za dwie godziny zostanie odebrany z przedszkola przez Tuśkę i przywieziony do mnie. Został z płaczem, który oczywiście minął, ale to nie znaczy, że chce przebywać w przedszkolu. Chce, ale  u babci, jednej czy drugiej. Na dodatek zarzucił Tuśce, że to Ona Go zaprowadziła, a On chciał najpierw do mnie, a (ewentualnie) potem  ze mną do przedszkola – kombinator ;).

******************

W niedziele mamy referendum. Nie wiem jak Wy, ale ja to, jaki i te, które ma ewentualnie odbyć się w październiku, po prostu zbojkotuję. Dlaczego? Ano, żeby się nie rozwodzić, to powiem tak: że w całej swej rozciągłości popieram stanowisko profesora Zolla :). Koniec i kropka w tym temacie.