Końcówka lata nasycona…

…zapachem miłości…:)

Gdy zamykam oczy, pod powiekami nie mam gorącego piasku, ani przepięknych fal uderzających o brzeg, szumu morza, tłumu (ale miłego dla uszu i oczu) wczasowiczów, tylko: małą rączkę w mojej dłoni, gdy dziarsko maszerowaliśmy plażą czy uliczkami, szeroki uśmiech na dziecięcej buzi, przytulanki w każdym miejscu i o każdej porze, i wzajemne wyznania: kocham cię 🙂

Wakacje z Pańciem były cudownym czasem. Wszystko nam sprzyjało: miejsce, w którym mieszkaliśmy, niebo bez żadnej chmurki, morze zimne z dużą falą- paradoksalnie było sprzymierzeńcem, bo nie kusiło by wchodzić za głęboko- towarzystwo i atrakcje, jakie oferowała nam miejscowość, co skutkowało słowami: daj pieniążka 😉

Był też chwilowy kryzys spowodowanych przez…osę. Na szczęście konsekwencją był tylko płacz (z bólu)  i  w pierwszej chwili chęć do Mamy, a potem  powrotu nie do domu a  do babcinego psa, ale po telefonie do Dziadka i po półtoragodzinnym śnie na plaży- było już po kryzysie:).

To były pierwsze wakacje Pańcia bez rodziców, i najdłuższy czas spędzony bez nich. Moje z Nim drugie, ale te pierwsze były, gdy miał kilka miesięcy i Mamę przy sobie. Dlatego te, na pewno zapamiętam na całe życie, gdyż po raz pierwszy w całkiem innych okolicznościach przyrody, przez kilka dni, 24h mieliśmy siebie nawzajem 🙂

Powoli wracam do rzeczywistości.

Jutro wyjazd do DM i rutyna: klinika, badania, wizyta, a potem spotkania z Przyjaciółkami i Młodszymi Dziećmi.

Jedynym marzeniem jest to, by Wakacje wciąż trwały…

Trzymać kciuki czy co tam chcecie 🙂 A wiem, że chcecie, bo JESTEŚCIE! Za to WAM serdecznie, gorąco i niezmiennie DZIĘKUJĘ!!!! :))))))

P.S. 1.Laptop cały pobyt spędził w walizce ;D, więc był to też odpoczynek od internetów ;P  Wzięłam go ze sobą w razie, gdyby (bajki), w ostateczności, ale nie było takiej potrzeby 🙂 Mnie wystarczył sporadyczny kontakt poprzez fona…:)

P.S. 2.  Ale co tam niewyciągnięty laptop. Książkę miałam – jedną, bo przewidziałam, że intensywnie będzie, a wieczorem to tylko poducha i sen- którą wprawdzie wyciągnęłam z walizki, ale zdołałam przeczytać tylko jedną stronę przez cały pobyt- normalnie rekord świata! ;D