Jak przeżyć…i się nie ugotować.

Nie gotować, czyli zakaz używania kuchenki gazowej!- wprowadziłam we własnym domu 😉

A tak trochę bardziej serio…

Niektórym upały dodają energii, a niektórym ją odbierają. Niestety zaliczam się do tych drugich. Ja i moje WiFi 😉 Oba my spowolnione do imentu, z przerwami coraz dłuższymi na jakąkolwiek, choćby najmniejszą aktywność. Sjesta trwająca przez 24h. I nie byłoby to uciążliwe, gdyby nie areszt domowy 😉 A mnie się chce powietrza, takiego co to pełną (młodą) piersią…ech…

Nie narzekam, ale czekam. Aż się skończą, a wtedy zapakuję się i Pańcia do auta i na kilka dni wyruszymy nad morze. Dlaczego dopiero wtedy? Ano, chyba nie wyobrażacie sobie, że mogłabym z pół i trzylatkiem w taki żar przebywać w jakiejkolwiek nadmorskiej miejscowości, gdzie od bladego świtu toczy się walka o kawałek plaży, a po dwóch godzinach już nawet szpilki nie da się wcisnąć; gdy odgłosy dochodzące od gawiedzi zagłuszają własne myśli ( nawet szum morza) bombardując z każdej strony, a ludzkie ze smażone  ciała (oparowane z każdej strony )bronią dostępu do wody.  Tego nie chcemy! Dlatego to po 15. wyjeżdżamy- oczekuję (wieloletnim doświadczeniem), że będzie luźniej, a przede wszystkim dużo chłodniej 🙂 LP musiała się dostosować 🙂 Tak, nie jadę sama, bo nie wiem, czy dałabym radę, a tak druga zaprzyjaźniona dorosła osoba z synkiem sześcioletnim dla towarzystwa- bezcenna! Zresztą nie pierwszy to nasz wspólny wyjazd; po raz pierwszy w takiej konfiguracji- o której  pomyślałam już pięć lat temu, kiedy z LP i Jej ośmiomiesięcznym synkiem razem spędzałyśmy wakacje nad morzem- czyli Ona jako matka lub babcia (tak, tak niektórzy mają dziecko w wieku wnuczki :)) i ja jako babcia, (którą  jeszcze wtedy nie byłam) wraz z naszymi pociechami. Ha, marzenia się spełniają! Tym piękniejsze, że przecież mogło mnie zabraknąć  albo co gorsze(?) Starsze Dzieci nie powierzyłyby mi swojego największego i jedynego Skarbu 😉

Plan jest by odpocząć po upałach i od strachu mu przy nich  towarzyszącym. Strach- bo gdy u najbliższych i wiek i choroby związane z krążeniem, a u niektórych ośli upór- więc areszt domowy nie wchodzi w grę- to nic, tylko się strachać o Nich. Jedyne wyjście, to przeczekać- wszystko przecież mija, więc tropiki też się kiedyś skończą 😉

I taka moja dygresja… Nie rozumiem i jednocześnie podziwiam  wyjeżdżających w „tropiki” podczas naszego lata, czyli w lipcu i w sierpniu…Tak, wiem, że niektórzy tylko w tych miesiącach mogą mieć urlop z różnych względów…Jednak mnie byłoby szkoda każdego letniego dnia w kraju, bo tak szybko mijają…Zawsze wolałam przedłużyć sobie lub przyspieszyć lato, a w letnich miesiącach wakacjować się  wyjeżdżając w nasze góry, nad nasze morze lub jeziora albo nie wyjeżdżając wcale, za to korzystając w pełni z letniego rytmu dnia i nocy 😉 I gdy u nas temperatura od kilku dni sięga prawie 40. stopni- utwierdziło mnie to w słuszności swego postępowania 😉  Wprawdzie ciepłolubna  jestem, a raczej słoneczna- z temperaturami wysokimi od lat mi „nie po drodze” – to na wakacjach lubię wypoczywać (również aktywnie), a nie męczyć się i boksować z żarem lejącym się z nieba. Od razu jestem na pozycji przegranej: ubezwłasnowolniona, spowolniona, zmęczona…

Ale i tak uważam, że lato mamy piękne!!! 🙂