Biznes to nie koleżeństwo…

Postanowiłam nie być wyzyskiwaczką i dać uczciwą pracę za uczciwą płacę. Tych, co do tej pory wyzyskiwałam, nie brałam pod uwagę, gdyż z góry wiedziałam, że pogardzą moim groszem, pukną się w czoło i ponownie zakasają rękawy: za dziękuję, buziaka i uśmiech podlewany kawą i osłodzony ciasteczkiem 😉

Nie miałam zbytnio wielkiego wyboru komu rzucić propozycją w twarz, dlatego długo się wahałam, zastanawiając się, czy aby na pewno dobrze robię. Nie bałam się odmowy, ale i tak za przyjęcie roboty, z wdzięczności  sprezentowałam:  pół kilo mielonej brazylijskiej kawy i zestaw przypraw do deserów i ciast. Bez żalu a z dużą radością,  (kawę mieloną mam raczej tylko dla gości pijący taką, a ciast nie piekę), że zrobię Koleżance przyjemność. Tak, tak – moją ofertę pracy przyjęła Koleżanka. Zakres i miejsce  robót jasno wytyczone, czas nieokreślony, więc uzgodniłyśmy, że płaca będzie za konkretną pracę w danym dniu. Z czystą premedytacją powiedziałam, że sama ma siebie wycenić- ja zapłacę. Było to z mojej strony i wygodne i ryzykowne. Wygodne- bo to na Nią scedowałam ewentualny ciężar i skutki negocjacji finansowych a właściwie ich brak(negocjacji ); ryzykowne- bo mogło to się źle skończyć: dla mojej kieszeni i dla naszej znajomości.

Jednak miałam ochotę przeprowadzić- szczególnie w stosunku do tej osoby-eksperyment pod tytułem:

– jak dasz palec, to zawsze stracisz rękę, czy jednak są wyjątki?

– czy przyzwoitość wygra z pazernością?

– czy jeśli ktoś się daje wykorzystać, to trzeba z tego skorzystać?

Ryzyko podjęłam w pełni poczytalna, ba!, nawet przewidując ewentualne skutki, więc nie piszę o tym, by się żalić, skarżyć etc… Tylko jako ciekawostkę ;D

Praca została wykonana w ciągu czterech dni. Najwięcej  przepracowanych godzin było w pierwszym dniu, w drugim i trzecim już mniej, a w ostatnim tylko 1,5 godziny. Inaczej było z kasą jaką płaciłam w tych dniach. Po pierwszym dniu- wliczając przerwy na papierosa, kawy a do kaw jakieś słodkości- gdy usłyszałam kwotę do zapłaty i obliczając w myślach, że mniej więcej wyszło 20 złotych za godzinę, (pal licho te przerwy)  pomyślałam, że to więcej niż bierze od innych, no ale w końcu jesteśmy koleżankami, więc mam specjalną taryfę :)))  Na drugi dzień nawet zaserwowałam posiłek (krokiety) – bo miałam i chciałam, i głupio byłoby mi tak konsumować samej z OM i nie poczęstować-  i pomyślałam, że w sumie finansowo, aż tak źle nie będzie. Na koniec pracy obowiązkowa kawa i …Koleżanka rozochocona (chyba?) brakiem protestów, podtekstów  z mojej strony, na hasło rozliczamy się, rzuciła wyższą kwotę niż ta z dnia poprzedniego. W pierwszej chwili zapadłam w stupor, by w następnej bez słowa wyciągnąć pieniądze z portfela. Już wtedy dotarło do mnie, że zakres prac musi zostać okrojony, więc gdy trzeciego dnia była powtórka z rozrywki, czyli: za mniej należy się więcej, już wiedziałam, że następny dzień będzie dniem ostatnim. Być może Koleżanka to wyczuła, bo dnia następnego za 1,5 godziny pracy z przerwą na papierosy i kawę, zażądała: 50 polskich złotych. Dostała. Za pracę- podziękowałam bardzo uprzejmie i nawet rzuciłam, że jakby co, to się odezwę. Tyle że nigdy w życiu z propozycją pracy. Suma summarum, godzina pracy łącznie z paleniem i piciem kawy= około 33-34 złote. I żeby chociaż  praca była wykonywana samodzielnie, ale nie. Musiałam być, podpowiadać, wskazywać, przypominać i samej też się angażować. Ni za chu, chu, chusteczki  takiej opcji więcej 😉

Nie byłabym sobą-  mimo własnego wrażenia, że to ja zostałam wykorzystana (przypominam, że z własnej woli), bo sama za nic nie chciałam być osobą wykorzystującą- gdybym nie pomyślała, że być  może mój  ambiwalentny stosunek do Koleżanki po tym wszystkim,  jest nie na miejscu. Wszak zawsze warto się cenić!- prawda?

Odbyłam konsultacje, tu i ówdzie…Bo co tu ukrywać, chciałam mieć jasność, kto w tej sytuacji przesadził: ja płacąc bez szemrania, ale  dziwiąc się w duchu taką wysoką stawką, czy Koleżanka, żądając takich a nie innych kwot. Pewnie się domyślacie, że za taką stawkę godzinową, to „chętni „stoją już w kolejce ;P

Bynajmniej nie żałuję ani pieniędzy, ani koleżanki. Ot, dokonała się weryfikacja naszej znajomości, Jej postawy i samooceny. Dla ścisłości i jasności: Koleżanka od dawna  naszą znajomość wykorzystywała prosząc o to, czy o owo, często bez umiaru, często stwarzając przy tym sytuacje dość kuriozalne. Trzymałam Ją na dystans i ćwiczyłam na Niej własną asertywność. Przyznaję, że od czasu do czasu miałam wyrzuty sumienia. Już nie mam.

Nie wspomniałabym o tym, bo rzecz miała się już jakiś czas temu, ale wczoraj od owej Koleżanki dostałam wiadomość treści mniej więcej takiej: Pamiętaj o mnie, bo mam teraz dużo czasu i mogę popracować. Jestem na zwolnieniu, bo nie dam się wykorzystywać w pracy…

I znowu zapadłam w stupor…Gdy powróciły mi funkcje skojarzeniowo- myślowe, sięgnęłam po kalkulator. Wykonałam dwa mnożenia i jedno dzielnie i, już wiedziałam: niecałe 7,50 za godzinę fizycznej pracy. Jeśli ktoś może wyciągnąć ponad cztery razy tyle…bez komentarza…;D

A co do biznesu- to jakoś mi ostatnio nie wychodzi 😉

Przejęłam tymczasowo czyjeś obowiązki. Każdemu należą się wakacje 🙂 Gdy termin minął, stwierdziłam, że część z nich dalej będę wykonywać, by ktoś specjalnie nie musiał  przyjeżdżać. Nie przewidziałam jednego, że gdy obowiązki dotyczą organizmów żywych, to nie da się  poprzestać na otwarciu i zamknięciu, widząc, że coś im brakuje do życia. No to robię, a co się przy tym namacham, to moje 😉 Na własne,  zresztą życzenie 😉