To tak nie działa…

Można przymknąć oczy, można nawet je zamknąć, tylko to nic nie da. Brzydota nie zniknie. Nic nie znika, ot, tak samo z siebie. Rzeczywistość potrafi nawet przyjść we śnie. Nie da się odizolować i nie dopuszczać do siebie niechcianych bodźców. Znajdą drogę.

Brak kultury, szacunku, empatii, zrozumienia, solidności…Można tak wymieniać.

Stałam jako trzecia w kolejce do okienka na poczcie. Przy okienku obsługiwana była około trzydziestokilkuletnia kobieta. Gdy wyszła z budynku, po chwili usłyszałam wycie silnika samochodowego. Nieustające. Kobieta siedziała za kierownicą małego autka i wykonywała- na wysokich obrotach- manewry: do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu, do przodu…Gdy podjeżdżała do przodu, to zbliżała się do mojego samochodu. Nawet nie niebezpiecznie, bo zaparkowałam z solidnym marginesem. Jednakże zbyt małym jak  dla tej kobiety, bo ewidentnie miała trudności z wyjazdem i włączeniem się do ruchu. Za mną stał jakiś pan i też się przyglądał z zaciekawieniem. Powiedziałam: z przodu to moje auto (z tyłu- jak się później okazało- stał samochód pana stojącego w tym czasie przy okienku), wydaje mi się, że jest sporo miejsca...Rozbawiony odpowiedział: spokojnie, powinna na raz wyjechać. Też tak myślałam, ale pomyślałam sobie, że być może jest niedoświadczonym kierowcą, i co tu dużo mówić, ujęła mnie ta jej bezradna ostrożność -i wydawałoby się spokój- z jaką kolejny raz ponawiała próbę, więc już miałam zamiar opuścić kolejkę i odjechać kawałek, by ułatwić jej wyjazd, gdy zobaczyłam, że kobieta wysiada ze swojego samochodu. W tym samym czasie pocztę opuścił klient obsługiwany przede mną, więc podeszłam do okienka. Z dworu dobiegł nas wrzask: K…a, ty debilny ch..u, jak parkujesz, że normalny człowiek nie może wyjechać!!!…Nie usłyszałam odpowiedzi, ale zobaczyłam, że facet puka się w czoło i spokojnie wsiada i odjeżdża. Za plecami słyszę: dobrze, że to nie pani pierwsza wyszła…

Reklamy

Na własne życzenie…

 

Nie wiem, czy kiedykolwiek napisałam, że nie lubię poniedziałków. Nie przypominam sobie, bo raczej nic do nich nie mam. Wczorajszy był cudowny pod każdym względem. Dał w końcu wytchnienie- po nocnej burzy można było odetchnąć pełną piersią, nie obawiając się o oparzenie własnych wnętrzności, a siedzenie na powietrzu nie groziło ugotowaniem się w ciągu dwóch minut, jak jajko na miękko 😉 Po niedzielnym wieczorze, kiedy to o 21. termometr wskazywał 30 stopni, poniedziałkowy pochmurny ranek był jak orzeźwiający owocowy koktajl po gorącym rosole 😉 Smakowity i stawiający do pionu! Jakoś tak kulinarnie mi się skojarzyło, ba, nawet zdecydowałam się postać chwilę przy kuchence i usmażyć smakowite placki ziemniaczane, które już za mną chodziły jakiś czas. A i koktajl zrobiłam: z arbuza 🙂

Humor zwarzył mi się tylko na moment, i to na własne życzenie. W okresie letnim dużo rzadziej odpalam laptopa, czy na tablecie lub fonie wchodzę gdziekolwiek- bywają nawet dni, że wcale. Czasem nadrabiam zaległości a czasem nie. Czasem coś wpadnie mi w oko, co potem burzy mi wizje i kłóci się z wcześniejszym osądem i niepotrzebnie irytuje. Jak pewna miłośniczka zwierząt- autentyczna w tym, co robi, pisze, mówi. O nich, czyli o naszych „braciach  mniejszych”. I za to Ją szanuję. Gorzej wypada, jeśli chodzi o ludzi, mimo że w jednym z komentarzy twierdzi: Polacy musza sie ponownie nauczyc szanowac, bo zupelnie zapomnieli co oznacza to slowo!- (cytat -kopiuj wklej). Tyle że to tylko słowa. Bo wcześniej i później w różnych komentarzach, pod różnymi publikacjami, czytam teksty wystukane Jej palcami, gdzie wyśmiewa czyjąś tuszę, bo na wzrost człowiek wpływu nie ma, ale na wagę już tak…Nie wspomnę o tym, że wszyscy ze słusznej i jedynej opcji są przez Nią poważani (tytuły, nazwiska wielką literą etc….) a pozostali już  nie zasługują  by choćby Caps Locka przy nazwisku wcisnąć – ale na  niewybredny epitet już często tak (to chyba zamiast tytułu)  I takich kwiatków, tfu, tfu chwastów jest wiele, bo kwiatki są tylko na Jej profilu- dba o to bardzo. Być może się czepiam, ale nie dbam o to. Kłóci mi się taki wizerunek, a raczej wizerunki dwa. I nie chodzi mi o poglądy polityczne, religijne,  tolerancję czy jej brak. Chodzi mi o konsekwencje i odpowiedzialność za słowa. I tak sobie myślę, że można kochać psy i koty, pochylać się nad każdym zwierzątkiem, bo przecież zwierzęta mają głos- ludzie już niekoniecznie, a przynajmniej nie wszyscy, szczególnie ci z innej „niesłusznej” opcji (niekoniecznie politycznej).

A jeśli  o psach mowa…Nie chciałam  już mieć psa po Maksie. Domowego. Żadnego. OM jednak stwierdził, że jakiś mały piesek musi być i już. Bo jak to nie mieć psa na wsi? Szczególnie że do tej pory mieliśmy zawsze dwa. Zamówił w schronisku (suczkę, młodą, niedużą, szczekliwą)  tak bym nie musiała tam jechać i wybierać. I o to jest:

Mysia

 

Mysia  nie od myszy a od misi:)), bo tak już wołał na nią jej opiekun. Nie chciałam jej mieszać w głowie. Po raz pierwszy koło domu stanęła buda dla psa. Jest lato…a ja już się zastawiam czy nie był to niepotrzebny wydatek…

Miałam tego nie pisać, zostając przy fajnym wczorajszym dniu, ale dziś już jest wtorek- totalny potworek. A to za sprawą mojej fizycznej niezidentyfikowanej słabości. Pokonanie domowych schodów- to jak wejście na Śnieżkę przy 30. stopniowym upale. Co za licho? Nie wiem. Wczoraj, to pomyślałabym o anginie, bo po spożyciu ogromnej ilości lodów, w poniedziałek obudziłam się z bolącym gardłem, ale zaraz mi przeszło po tabletce i nie wróciło. Dlatego nie wiem co zaś…ech…

Czasem czas się zawieruszy…

Niby nic mnie nie pogania, ale…

Zgubiłam co najmniej dwa dni w tym tygodniu. Poprzedni tydzień zakończyłam w latynoamerykańskim rytmie, będąc na występie: chóru z Ekwadoru, Portoryko, zespołu z Kuby, tenora z Chile oraz chóru AM z DM. Koncert trwał ponad trzy godziny, ale szybko minął. Egzotyczne rytmy i brzmienia  nawet wykonane a capella poderwały nogi i ciało do ruchu, mimo że siedziało wygodnie w fotelu 😉 Zresztą na koniec sami artyści (niektórzy) tańczyli na scenie, a wszyscy  gibali się do rytmu. Pomyślałam sobie, że jednak klimat ma duże znaczenie i wpływ na usposobienie człowieka. Repertuar współgrał z ich temperamentem, pokazywał nie tylko ich kulturę, ale i charakter, i to co im w duszy gra.

W poniedziałek byłam w szpitalu onkologicznym na przepłukaniu portu. Nie byłam tam około roku i w międzyczasie zmieniły się zasady przyjmowania pacjentów takich jak ja. Musiałam odstać swoje w kolejce do rejestracji (wcześniej wchodziłam bezpośrednio do gabinetu zabiegowego), i tak spędziłam tam niezaplanowane 1,5 godziny zamiast 15 minut. Pewnie byłabym krócej, ale pod eskortą Policji zjawił się pacjent, z którym personel miał pewien kłopot, więc ja cierpliwie czekałam na krześle w zabiegowym. Kłopot się nie rozwiązał, cierpliwość pielęgniarki się skończyła i stwierdziwszy, że ma pacjentkę (mnie) zatrzasnęła Policjantom drzwi przed nosem, informując, że jednak będą musieli poczekać na swoją kolej. Port wciąż sprawny, co mnie cieszy, kolejna wizyta za około 2 miesiące, o ile- tfu, tfu i odpukać w niemalowane- nie będzie w użyciu wcześniej, bo po drodze mam markery i wizytę w klinice u mojej pani Doktor. A do tego czasu mam przecież WAKAAAAACJEEEE!

I w ramach tych wakacji zrobiłam sobie  w środę niepotrzebną przejażdżkę w tę  i z powrotem do DM. No co, dawno nie byłam (niedziela i poniedziałek)- jak za dobrych starych czasów, kiedy potrafiłam być dwa razy w tygodniu w mieście…Jednak odczuwam różnicę i potrzebowałam się zresetować, by móc dalej funkcjonować, a tu jak na złość robota mnie polubiła i nici z resetu. Dzień kończyłam prawie nieprzytomna, a  po położeniu się do łóżka sen nie przychodził…O tyle dobrze, że rano mogłam/mogę sobie pospać. Dziś z „przerażeniem” stwierdziłam, że jutro już kolejna niedziela. Jak to? Przecież dopiero co byłam z PT w ogrodzie pełnym róż, na lodach, koncercie, a potem lampce czerwonego wina…Upał mnie ogranicza: fizycznie, umysłowo i tracę poczucie czasu… Jakieś myśli krążą wokół mnie, mimo że postawiłam embargo i nie przyjmuję nic złego do wiadomości. Ale nie narzekam. Żyję! I wyciskam życie jak cytrynę, choć już nie mam sił w rękach tyle, co kiedyś. Zresztą ćwiczę codziennie, bo na upały nie ma lepszego napoju jak: woda + mięta+ cytryna+ miód 🙂 Polecam!