Za krótko, by…

Powinnam się już przyzwyczaić, że z OM nic nie dzieje się według wcześniejszych ustaleń. No, chyba że wciąż za krótko się znamy ;)…

Ucieszyłam się, że do DM pojadę w charakterze pasażera, że będę miała sporo czasu na własne i wspólne sprawy i, nawet jeśli się umorduję miastem, to spoko- nie ja kieruję! Zanim  wsiadłam rano do auta, już wiedziałam, że plany się zweryfikowały: OM miał dużo mniej czasu i, dużo więcej spraw  do załatwienia, i to niekoniecznie w DM, plus wyjazd wieczorny za granicę. Usłyszałam: musimy się sprężyć. Po czym przed wjazdem na eSkę oddał mi kierownicę, bo musiał choć trochę odespać pół nocy za kółkiem. I tak o to sama dowiozłam się pod klinikę 🙂 Wysiadłam, a OM się przesiadł i odjechał. Pobiegałam  sobie pomiędzy laboratorium a przychodnią, bo okazało się, że na skierowaniu nie ma jednej pieczątki- to tak dla zdrowotności, bo co tam skonfigurowane komputery i pacjent w sieci.

Wszędzie czuć wakacje: na eSce- bo się zrobiła nad wyraz ruchliwa, w laboratorium- bo panią z rejestracji  za każdym razem trzeba było  przywoływać dyżurnym dzwonkiem, a w zabiegowym  długo czekać na pielęgniarkę. Za to do gabinetu lekarskiego (po pieczątkę) zostałam wręcz wepchnięta bez kolejki siłą. Aż mnie zatkało, ale środa to dzień chemiczny- pewnie panująca duchota w budynku  dodatkowo spowolniła krewkie reakcje. Jeśli chodzi o krew, to oddałam bez komplikacji i, mam nadzieję, że w piątek się nie okaże, że to koniec moich krótkich wakacji…I oczywiście kupiłam jagodziankę- jedząc, wsiadłam do taksówki, czyli tradycji stało się zadość 🙂

Nie tylko wakacje byłyby za krótkie, ale wciąż za krótka jest moja szczecina 😉 Wprawdzie po konsultacji z Tuśką, pojechałam po raz pierwszy- niczym- z niezakrytą głową. Szczerze mówiąc: nawet nie chodzi o długość włosa, ale o to, czego nie pokrywa. Bo ja mam takie zezowate szczęście: od strony Mam po babci odziedziczyłam raka, a po dziadku „łyski”- tak je moja Mam nazywa. W sumie lepsze „łyski” niż kiepskie serce- dziadek zmarł na zawał po kilku zawałach odratowanych- bo inaczej skorupiak mógłby jeszcze zejść na serce ;D  Tuśka uwag nie miała co do długości ani co do „łysków”- jedynie do koloru. Stwierdziła, że ten co mam- sama natura- jest smutny. No cóż, chemii- może henna?- to ja żadnej na łeb nie chcę, a w ogóle to ostatnio jestem smutna baba, więc anturaż się dopasował-  tak sobie myślę…

Gdy jechałam taksówką  z pootwieranymi wszystkimi oknami-bez lub zepsutą klimatyzacją- pan rzucił w moją stronę, że gdyby za mocno wiało… Ha, wiało, ale co z tego- moja fryzura z tej jazdy wyszła nietknięta 😉

Kompletnie nie wiedziałam ile mam czasu, zanim OM się nie odezwie z hasłem odwrotu do domu, więc włączyłam turbodoładowanie i ruszyłam po sklepach. Zdążyłam kupić krótkie spodenki, sukienkę i książkę oraz mrożoną kawę na wynos- dlaczego mrożona kawa zawsze jest tak pieruńsko słodka?- gdy już musiałam dojechać tam, gdzie -nie próżnując- czekał na mnie OM. Nogi czułam aż po samą d…więc całą drogę do ŚR trzymałam je na desce rozdzielczej- od strony pasażera ;P Z ŚR  przywiozłam się sama, bo OM odbierał auto z serwisu. Tak przy okazji- tego wcale nie było w planach. Ledwo odsapnęłam, ogarnęłam wszystkie organizmy żywe, a już miałam Pańcia na spanie 🙂 Tuśka dziś z samego rana pojechała ustalać – jakże- ważny dla Niej termin i szczegóły profilaktycznej operacji.

A jutro znowu DM. Co najmniej dwa dni. Mam nadzieję, że tym razem bez pośpiechu i, że wciąż będę miała wakacje od…skorupiaka!

*************************************************************************************************

Dopisane w sobotę 25.07.2015 🙂

Wciąż jeszcze mam WAKACJE!!! Tym razem zamiast dwóch miesięcy: miesiąc- wtedy  będę miała usg i markery. Tak, tak, tak, markery są wciąż w normie, to ja mam wakacje 🙂 Jupi!

Dzięki wszystkim za trzymanie kciuków i dobre słowa:)))))

O tym, co mnie spotkało pod gabinetem, w odrębnej notce, jak się ogarnę z czasem 🙂

Reklamy