Czy to postanowienie…

…czy raczej chwilowe lenistwo? 😉 A może jedyna słuszna strategia?

To, co miałam zrobić wczoraj, przerzucam na jutro. Może w końcu samo się zrobi, rozwiąże…

Wstałam niezdarnie, jak za każdym razem po przespanej nocy. Wlazło mi ” coś” w stopy i w dłonie – już dawno i znając przyczynę, powinno z czasem ustępować, a mam wrażenie, że się nasila. Szczególnie w dłoniach jest irytujące, bo utrudnia mi to pisanie, chwytanie i trzymanie czegoś dłużej w ręku- choćby książki…

Co się odwlecze to nie uciecze, więc weekend był przegadany :)) Obficie podlewany kawą- nie żebym wypominała, ale w pewnej chwili żałowałam, że nie rejestruję ilości. Tak ze zwykłej ciekawości, ile to można wypić kaw przez cały dzień i nie mieć żadnych skutków ubocznych- wręcz przeciwnie 😉 Powiedzenie o napędzie i zamiast krwi w żyłach- nabrało realistycznych kształtów. Gały widziały 😀

Gały nie widziały, ale dostały krótką relację. Krótką, bo słów było niewiele. Za to konkretne i adekwatne do sytuacji- powodujące uśmiech na twarzy, która już jakiś czas temu zapomniała, jak to jest uśmiechać się. Przed chwilą telefon- wytyczne w konkretnej sprawie i nagle słyszę pytanie odnośnie sobotniego spotkania. I w głosie weselsze nutki ze szczyptą zrozumienia, podziwu, że mimo wszystko WARTO cieszyć się z każdego drobiazgu w każdej chwili.

No to DZIĘKUJEMY!

Reklamy