Na gorąco…

…pomiędzy koktajlem truskawkowym, a gotowaniem bobu i przygotowaniem letniej sałatki- słucham TV. A tam, wiadomo, tematem dnia jest: TERRORYZM.

Akurat miałam nóż w ręku, gdy usłyszałam wypowiedź  polskich turystów spędzających wakacje w Tunezji.  Rodziców z dzieckiem, gdzie matka przyznała, że wiedzieli o ostrzeżeniach MSZ, ale z drugiej strony widzieli w telewizji reklamy zachęcające do wyjazdu.  I to przez osoby z pierwszych stron ( niektórych) gazet. Kobieta szczerze oznajmiła, że tak naprawdę o kierunku wyjazdu decydowały pieniądze…

I tak sobie pomyślałam, że niektórzy wolą  dać się zabić za 1500 złotych  niż za 2500 albo więcej.

Mogłabym całe życie marzyć by zobaczyć np. egipskie piramidy, ale wiem, że dla mnie jest tam niesprzyjający klimat, więc się nie wybieram.  Również z powodu braku poczucia bezpieczeństwa.  Źle bym się czuła zamknięta w luksusowym kurorcie, wiedząc, że w danym kraju co chwilę przetacza się fala zamieszek.

Pamiętam jak kilkanaście lat temu, moja bliska koleżanka zza oceanu namawiała mnie na wyjazd w tamtym kierunku. Już wtedy odmówiłam i do dziś nie zmieniłam zdania. Co nie oznacza, że potępiam tych, którzy jeżdżą tam na wakacje. Rozumiem, że pokusa jest wielka, bo słońce,  ciepłe morze, cudna infrastruktura, a to wszystko tańsze niż inne kierunki. I kiedyś bezpieczne, wszak tysiące już było i nic się nie wydarzyło. Nikt przecież nie wie, gdzie i kiedy uderzą terroryści. To prawda.

Jednak warto poczytać co nieco o kraju, do którego wybiera się na wakacje.

Ja na wakacjach cenię sobie wolność, niezależnie gdzie jestem.

Nie oceniam.  Każdy ma prawo podjąć decyzję zgodną z własną wolą. Oby tylko nie kosztowała go życie lub życie jego bliskich.

Reklamy