Taki mamy klimat…

Powinnam dodać: sorry…

Bo na co tu innego narzekać? Nie mam na co. Tylko na ten klimat! Bynajmniej nie  na niepogodę w letnim miesiącu, jakim jest czerwiec. To, że leje przez cały dzień bez chwili przerwy z różną intensywnością- to pikuś, gorzej, że temperatura spadła do 12 stopni. Ale 12 stopni w czerwcu to całkiem inna bajka niż te same 12 w styczniu. Nikt nikomu nie zabroni paradować w letniej różowej sukience i złotych szpilkach, z determinacją godną uwagi, szczególnie że ani aura,  ani miejsce ku temu- co najwyżej parsknie śmiechem (musiałam! ;))

Różnicy nie będę tłumaczyć, bo ja nie o tym chciałam…Upałów nie cierpię, ale nie narzekam na nie, jeśli już są. Jedynie co mnie drażni, tak naprawdę, to fakt, że tak krótko to wszystko trwa. Wiosna i lato, a właściwie lato. I nie słońce, ciepłe wieczory, długie dnie i krótkie noce są w tym najważniejsze- bo z tym bywa różnie- ( aczkolwiek w zimną czerwcową noc, okryte kocami, siedziałyśmy z PT na tarasie; w marcową nie przyszłoby nam to do głowy.) -ale dobrodziejstwa, jakie daje nam ten czas.

Smaki i zapachy. Świeżość i młodość. Szparagi, które polubiłam niedawno, a taki krótki na nie sezon; bób, który najsmaczniejszy jest młody, gotowany w kilka minut; fasolka szparagowa, młoda kapusta świeżo zakiszona, sałata, szczypior, koper, pietruszka, botwinka – prosto z ogródka. Pomidory dojrzewające na słońcu, kalarepka, rzodkiewka…mogłabym tak wyliczać…Muszę wspomnieć też o owocach: czereśnie,  truskawki, maliny, jeżyny, borówki, papierówki… Nie da się najeść na zapas, choć często jem aż do wypęku.

Dlatego, gdybym miała taką moc, to w naszym kraju zmieniłabym tylko klimat 😉 Na  idealny ( nocą temperatura  nie spada poniżej 10st. w dzień nie rośnie powyżej 25st.)- czyli wiecznej wiosny 🙂 Dla takich  malinek   i innych rodzimych owoców i warzyw, by były dostępne przez cały rok- ale nie z półek  sklepowych, tylko prosto z krzaka czy gruntu.  A  tak, mamy wysyp wszystkiego naraz, i zbyt krótko, by człowiek czymkolwiek zdążył  się przejeść  i nacieszyć;)

Taki idealny klimat, byłby również klimatem sprzyjającym i umiarkowanym w innych sferach życia. Na pewno bylibyśmy  narodem radośniejszym, życzliwszym, optymistycznym, a mniej szukającym wszędzie drugiego dna, nieufnym i narzekającym… Z dziką satysfakcją nie donosiłby jeden na drugiego, bo proces myślowy działałby bez zarzutu, gdyż dobrze odżywiony mózg, połaskotany słońcem i uśmiechem innych – nie wytwarzałby głupoty, jakiej świat nie widział. Obsesyjna spirala absurdu, która jest częścią naszej rzeczywistości- nie miałaby racji bytu, a  ameby w takim środowisku byłyby wymierającym gatunkiem.  No co, pomarzyć przecież mogę ;D

**********************************************************

W końcu musiał przyjść czas  decyzji…Pawilon z pszczołami zostanie sprzedany.  (Pamiętam jak go budowałam razem z Tatą.) Tata, nie wychował sobie następcy, a sam już nie daje rady. Pszczelarzem jest się z pasji i miłości ( na całe życie), więc kilka uli zostaje, będzie miód dla najbliższych.

Przyszedł też czas na drugiego naszego psa. Został uśpiony.

****************************************************************************************************

Jeśli możecie to kliknijcie i podpiszcie: http://www.petycje.pl/11381

Reklamy