Mord w biały dzień…

Mieszkam na wsi już ćwierć wieku, ale nigdy nie popełniłam mordu na żadnym zwierzu, ani na ptactwie czy też innym wigilijnym  karpiu. Owszem, rzadko, może kilka razy, uczestniczyłam w skubaniu ptactwa, ale w patroszeniu już nie. Bo zazwyczaj lądowało  w mojej kuchni już oskubane, opalone i wypatroszone. Sprawcą mordu i pozostałych czynności był Tata.

Zawsze jednak musi być ten pierwszy raz.  Przyszedł czas, że Tata się wymiksował (przynajmniej na jakiś czas) z etatowego dostarczyciela gołego drobiu na rosół lub w innej wariacji kulinarnej.  Z prozaicznej przyczyny- braku czasu, bo nigdy nie chodziło o jedną sztukę, tylko kilka naraz. Jak mieć krew na rękach, to za czyn konkretny 😉

Gdy zakomunikował, że do wybicia zostało siedem kogucików, to najpierw pomyślałam sobie, że mają szczęście i doczekają starości. Jednak, gdy usłyszałam argument: a kto Wam będzie zabijał i oporządzał, jak mnie zabraknie- to się lekko wkurzyłam. Postanowiłam Tatę zaskoczyć.

Najpierw musiałam znaleźć mordercę. Typowałam dwie osoby: do jednej zwróciłam się poprzez (zaufanego)  pośrednika, a do drugiej osobiście. Musiałam też znaleźć osobę, która dokończy dzieła. Bo ja ewentualnie pomogę oskubać i zatrzeć ślady. Mord i patroszenie- pozostawiam innym 😉 Stanęło na tym, że złapanie i zabicie przypadnie Pracownikowi, a reszta mojej Lokalnej Przyjaciółce. LP mimo że mieszka na wsi, to bardziej po miejsku niż ja, ale ma odpowiednie korzenie do „brudnej roboty”.

Wszystko poszło szybko i sprawnie. Siekiera i pieniek nie były w zasięgu mojego wzroku- wszak doskonałe morderstwo nie może mieć świadków. Wprawdzie widząc korpus bez głowy, który  wciąż się rusza, zgłosiłam sprzeciw, gdy LP zanurzała go w gorącej wodzie, bo wydawało mi się, że kurak wciąż cierpi. Na dodatek przez moją głowę przeleciały różne wizje, bo byłam świeżo po znalezieniu ludzkiej głowy w beczce z kapustą kiszoną. Wprawdzie to tylko literatura, ale jakże sugestywna. Szczególnie że kapustę (ugotowaną) wraz z żeberkami miałam w garnku, a mord to mord. Głów kogutów nie było…Temat sam się nawinął. Przy okazji dowiedziałam się, że jakieś 2-3 miesiące temu, ja sama byłam już na wykończeniu. Szeptuchy  czy inne wiedźmy  wiedzą lepiej i dzielą się tą (nie)wiedzą, szepcząc głośno. Winny- wszystkim znany, może osądzony albo i nie,  ku uciesze gawiedzi 😉

Tylko ofiary wciąż nie ma.

P.S. Zważywszy, że noc po dokonanym mordzie zbiorowym była spokojna i dłuuuugo ( do 10.30)przespana- zastanawiam się nad popełnieniem kolejnego, bynajmniej nie na kolejnym, niewinnym kuraku…

P.S.2. Moja PT miała mord w oczach, gdy po „osiągnięciu życiówki” na dystansie 5 km, udałyśmy się do sklepu, gdzie moja osoba wywołała wytrzeszcz oczu w całej kolejce stojącej do lady. Usłyszałam: i dlatego ja nie lubię wsi.  Odpowiedziałam: co się dziwisz, zobaczyli żywego trupa ;D

P.S.3. Po przeczytaniu wczorajszej emilki- lepiej bym się poczuła, widząc miastowy uśmiech i śmiech (nawet z, a nie do ), niż wiejskie mordercze spojrzenia…

Reklamy

32 myśli na temat “Mord w biały dzień…

  1. Wieś ma to do siebie, że wszyscy wszystko o wszystkich wiedzą, sąsiedzi żyją cudzym życiem, kumy pod sklepem i kościołem komentują cudze zakupy (Za co?), ciąże(Z kim? i Kto to widział, żeby taka młoda (stara, brzydka)?!), choroby (Ciekawe czy z tego wyjdzie?), wyjazdy (Z kim? Za co? Dokąd? i Co się tam działo!?) i zwykle dorabiają ciąg dalszy do tego, co usłyszały lub widziały. Największą atrakcją są śluby i przyglądanie się pannie młodej czy jest już w ciąży, oraz pogrzeby, bo można pogadać o tym, jak nieboszczyk w trumnie wyglądał, kto był, kto płakał, a kto nie, jakie były wieńce i co ksiądz na kazaniu powiedział. Taka mentalność i nic się nie zmienia mimo dostępu do telewizji, netu i świata w ogóle.
    Znam to życie od podszewki, bo sama byłam przedmiotem zainteresowania mieszkańców wsi, w której mieszkali moi rodzice. Ta scenka w sklepie wygląda identycznie w wykonaniu moich dawnych sąsiadów, więc to chyba jakieś uniwersalne zachowanie;)

    PS Mordu z premedytacją dokonałam raz, kiedy ciocia była w szpitalu, wujek w pracy, a niedzielny obiad bez rosołu nikomu się w głowie nie mieścił. Najgorsze było skubanie piór. Fuj! 😦

    Polubienie

    1. Wszystko to prawda, ba, nawet zdarza się, że nie tylko tworzą cd. jakieś historii, czy boczne jej wątki, ale wymyślają od samego początku. I masz racje, lata mijają, wieś urbanistycznie się zmienia, ale mentalność, szczególnie rdzennych mieszkańców- niezależnie od wieku- wciąż taka sama.

      Stanęłaś na wysokości zadania:) Moja LP też musiała, jak rodzice szli w pole i kazali zrobić obiad- stąd mord Jej nie obcy. Faktycznie, mokre pióra są fuuuuj…!

      Polubienie

    1. A mnie takie rzeczy bawią 🙂 A jak pleciugi wiejskie przeginają z plotami albo bezczelnie się pytają mnie o coś, to odpowiadam: „…a który to już rozdział piszesz? (baba nie wie o co chodzi) więc mówię dalej ….” no qrva książki rozdział!”

      I drugi mój tekst odstraszacz: „…a czy ja się pytam Panią ile razy Pani w tygodniu daje mężowi?!”

      ps.pierwszy tekst byłam zmuszona „użyć” pomieszkując na wsi u mojego brata. A druga gadka była używana kilkakrotnie na moim osiedlu…ludzie ciekawscy; dlaczego moja mama ojca zostawiła…a co z domem…i takie tam.

      Tiaaa….wredna jestem 😛 😀

      Polubienie

        1. Marta,
          mnie czasem bawią ( to te o mnie), a czasem mam wkurw ( na te o innych), bo nie każdy ma w d. to co o nim mówią, szczególnie ci co tu mają znajomych, przyjaciół, rodzinę- i okazuje się, że wszyscy plotkują. A uwierz, potrafią takie historie tworzyć, że np. moja LP ( wrażliwa osoba) nieraz miała doła z pogranicza depresji. Jak to moja PT mówi-która jest terapeutką i sama wychowała się na wsi- że, słowo zawsze potrafi dotknąć i zaboleć. Ja jestem zbyt silna i zawsze byłam ponadto, bo mi na tych ludziach nie zależy. Prywatnie mam LP i jeszcze jedną koleżankę, którą trzymam na odpowiedni dystans, bo inaczej weszła by mi na moje terytorium z butami.

          Wredna nie jesteś :)) Uważam, że wszystkie chwyty dozwolone by się bronić przed wścibstwem.
          Pająków to ja się bojam zabijać 😉

          Polubienie

              1. No fajny znajomy…i sernik upiecze; tylko szkoda że już siwy i po 60-tce 😀

                …to ja za taką szczęśliwość pająkową w domu podziękuję 😛
                A niech mi kosmata łajza ucieknie pod meble itp. to potem całą noc nie śpię…bo se myślę że mnie zje!
                Dziwna jestem…szczurka hodowlanego czy chomika przytulę do ucha a pajONków nienawidzę…to chyba arachnofobia 😛

                Polubienie

  2. Się nie ma własnego życia, to się żyje cudzym, nic nowego. Wszędzie się znajdą takie ciekawskie bojcory, co potrafiłyby wleźć komuś pod łóżko albo co najmniej kark sobie skręcić przy wykręcaniu za kimś szyi. Wrr!

    Polubienie

    1. To prawda, wszędzie. Ale w bloku ( w mieście) zatrzaśniesz takiej czy takiemu drzwi przed nosem. Na wsi nie jesteś wstanie tego zrobić, plotka żyje swoim życiem zataczając coraz większe kręgi. Ty ich nie znasz, ale ciebie znają wszyscy.

      Polubienie

  3. Witaj 😉
    I w moim małym miasteczku ludzie się wielu rzeczom dziwują, plotkują, to chyba wszędzie w naszym kraju, niestety „modne”.
    Ja do „mordu” nigdy ! na widok krwi mdleję i siekierki w ręku nie miałam !
    Pozdrawiam serdecznie i zdrówka życzę 🙂

    Polubienie

    1. W małym środowisku jest nagminne, ale i najbardziej szkodliwe.
      Siekierki i ja nie miałam, a krew i owszem, bo moja Mam robi przepyszną czarninę 🙂
      Dziękuję, i ściskam serdecznie 🙂

      Polubienie

  4. Zamieszkiwanie wsi ma jednak – mimo niewątpliwych uroków – pewne minusy. Trzeba niekiedy wydać wyrok śmierci, a niektórzy – będący na co dzień ludźmi łagodnego usposobienia – popełniają morderstwa. W pewnym sensie wszyscy jesteśmy współwinni – jesteśmy padlinożercami. Mówią – Czego oczy nie widzą…itd. Ja nie tylko nie chcę widzieć, ja nawet nie chcę o tym myśleć. Tylko że, nie zmienia to faktu współodpowiedzialności:)))

    Polubienie

    1. Za bardzo kocham mięsko, żeby z niego zrezygnować. A jak się chce zdrowo jeść, to trzeba samemu sobie wyhodować i …mord popełnić, nawet cudzymi rękoma 😉

      Polubienie

  5. Moja mamcia zawsze mówiła, że jak kogoś uśmiercą, to długo żyć będzie 🙂
    Kiedyś wybrałam się do takiego lekarza od medycyny pracy, chyba z trzy razy go uśmiercali, jak umarł naprawdę to nikt nie uwierzył. 😛

    A takie mordy na kurakach ja też pamiętam. Bardzo przykre wspomnienie. Najgorsze, jak totot głowy nie ma a po podwórku biega. 😛

    Polubienie

    1. LP opowiadała o bezgłowej kurze biegającej w konwulsjach…Makabryczny widok.
      Długość życia, w zależności od przypadku może być pojęciem względnym 😉

      Polubienie

  6. strasznie nie lubię tego smrodu gdy się polewa te kurze zwłoki wrzątkiem 😦 a łba to nawet nieżywej rybie nie utnę 😦
    Natomiast sama siebie uważam za największą okoliczną plotkarę bo jaki ja mam zasięg a jaki mają panie w sklepie, ha!
    uściski:)

    Polubienie

    1. Ja z łbem smażę, z ogonem – rybę znaczy się, o ile to nie filet.

      Ha! sama też nią jestem, choć mój zasięg do Twojego- nieporównywalny!:)
      Dorobiłam filozofię na własny użytek, że „plotkując” na blogu ( publicznie), czytacze mogą uczyć się na czyichś błędach lub skorzystać z cudzego doświadczenia 😉
      Serdeczności 🙂

      Polubienie

  7. …podobno Muchomorek ze Żwirkiem sypiali razem 😀

    …nie cierpię plotek! A jak mnie czasem ktoś raczy uprzejmie poinformować na czyjś temat to jak krótko…że mnie to interesuje jak zeszłoroczny śnieg 😛

    Polubienie

    1. Plotkowanie ma dwa oblicza, jeśli nie więcej. Jedno, to wynikające z definicji samej plotki( zmyślone, po to by zaszkodzić), a drugie z przekazywania sobie informacji( prawdziwych) o ludziach, zdarzeniach-czyli nadmierne gadulstwo. To pierwsze jest z natury szkodliwe, a to drugie niekoniecznie. No chyba, że ktoś zdradza czyjeś tajemnice.

      Jedna osoba widząc karetkę u sąsiada, nawet jeśli się podzieli tym z innymi, to stwierdzi tylko fakt, a inna doda własną diagnozę. I wersja rozszerzona już krąży 😉 O tyle niewiarygodna, że nikt nie zapytał u źródła.
      Ludzie uwielbiają konfabulować, bo bez tego wydaje im się, że historia jest mało ciekawa, a co najśmieszniejsze, często mało wiarygodna 😉

      Polubienie

  8. I znowu dałam dupy, bo za późno przeczytałam ten wpis , a komentarze są tak wyczerpujące ,że nic dodać. Moja Babcia no moich oczach uśmierciła kaczuchę spuszczając krew na czerninę-kuźwa nigdy tego nie liznęłam nawet!!!. a propos uśmiercania -jedna pacjentka z mojego oddziału pognała z petycją do przeora szpitala aby coś zrobił z tym podłym żarciem w postaci suchego mięsa z białym glutem, który pojawiał się codziennie na talerzu w porze obiadowej. Przeor zdziwiony skomentował ,że przecież wszyscy jesteśmy na chemii!!! Było to jednoznaczne z tym,że w trupy nie warto inwestować. A my miejmy się dobrze,żyjmy innym na przekór, a innym ku radosze.Ściskam serdecznie i nie za mocno, aby tego dobrego mięska z Ciebie nie wydusić obojętnie którą stroną.Pa

    Polubienie

    1. Lepiej późno niż wcale 🙂 Nic nie dałaś, a właściwie dałaś Się, tam gdzie byłaś potrzebna!!!

      Chemicznym chemia w żarciu nie zaszkodzi( a tak w ogóle to przecież nie powinni mieć smaku ani apetytu)- to chyba myśl przewodnia przeora. Bo jeśli białe, to podejrzewam jakiś kurak na antybiotykach, choć i świnki faszerują…Bóg wie czym… Pamiętam, jak za czasów kartkowych, w DM można było kupić kurczaki z rożna, a że taki jeden przybytek był blisko pracy mojej MAM, to od czasu do czasu lądowało to na naszych talerzach. Dobre było, ale Tata nas przestrzegał, że jeszcze to nafaszerowane chemią ptactwo odbije się na naszym zdrowiu. Teraz kupnego drobiu jem w ilościach marginalnych.
      A jeszcze jedno, jeśli chodzi o żarcie szpitalne: W tym samym czasie co ja, leżała moja koleżanka, tyle że w szpitalu w Seattle. Chemię miała identyczną jak ja, ale… żarcie szpitalne to już inna bajka. U Niej było menu, z którego mogła sobie wybrać co chciała. Pamiętam, że za każdym razem jak szła na chemię, to się ekscytowała, co dadzą dobrego do jedzenia…Taaa… W naszych szpitalach dają byle co, i jeszcze paskudne w smaku- i tak się zastanawiam czy to jakaś zmowa czy co? Może chcą odchudzić społeczeństwo i wyeliminować słabsze jednostki 😉
      Uściski serdeczne!!!!

      Polubienie

  9. Roksano! Czy ja mogę tu u Ciebie zapodać link do petycji o refundowanie procesorów mowy dla głucholców? Sporo tu człowieków poczytuje itd….a im więcej podpisów tym lepiej 🙂
    (?)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s