Uśmiech towarzyszy mi bez przerwy…

No, bo jak tu się nie uśmiechać do SIĘ i do innych?

PET swym bystrym okiem nie dopatrzył się żadnych cech nowotworowych, i tym o to sposobem, niejasne wątpliwości TK wyjaśnił, czym rozjaśnił moje i p.Doktor oblicze :))) I moich bardziej i mniej, ale Bliskich 🙂

Markery w normie, wyniki badań usg również!

Ogłaszam wakacje!!!:)))))))  Następną wizytę mam w lipcu, i do tego czasu, bez względu na okoliczności, będę unikać gabinetów lekarskich tak skutecznie, jak unikam w moim menu brukselki 😉

Co to wszystko oznacza? Ano to, że bitwę wygrałam, skorupiak się wycofał, ale znowu zaatakuje. Kiedy?- tego nikt nie wie. Najważniejsze, że sobie odpuścił, bym mogła się zregenerować 🙂

Wczoraj, by uczcić ten dzień, PT wyciągnęła mnie z mieszkania (  już ledwo żywą po spędzeniu 5 godzin w klinice); m.in znalazłam się w jakieś francuskiej knajpie, gdzie zamiast wina wypiłam ciemne piwo. O mateczko, jak cudnie smakowało :))) A potem doprawiłam  się ( wypełniłam żołądek do wypęku) koktajlem lodowo owocowym i beztroskim śmiechem. Po powrocie, oczy same się zamykały z niewyspania (  poprzedniej nocy miałam towarzystwo Tuśki i Pańcia )) i nadmiaru pozytywnych wrażeń.

Na dziś mam plan, który jak zwykle, zanim zacznie być realizowany już jest modyfikowany 😉  Dwa telefony z troski, żebym się nie poprzeziębiała na działce, na którą się wybieram, by uczcić poważne zestarzenie się mojego Chrześniaka. Pogoda faktycznie nieplenerowa, co akurat  mi na rękę, by zerwać się szybciej i ruszyć na planowane spotkanie w miejscu mi znanym tylko z pięknych zdjęć okolicy 🙂

Cholera! Chyba wyłączę telefon 😉 I znowu zmiana planów, zanim ja  sama się dobrze nie ruszyłam z łóżka…

Dziękuję za Waszą wiarę, intuicję i trzymanie kciuków. POMOGŁO!!!

Dzięki, że jesteście!!!!:)))

Reklamy