Miałam…

Miałam zamiar dziś napisać notkę trochę wspomnieniową…

Miałam, ale OM najpierw „przypomniał” mi o telefonie w sprawie PET-a, a zanim to uczyniłam, streścił mi  wczorajszą rozmowę z moim Tatą. No i mamy kolejne zmartwienie…Do tego dochodzą kłopoty zdrowotne mojej Mam…

Miałam plan na dziś, jutro, i pojutrze…Zamienny, w zależności czy będzie wynik czy nie. Jest.  Jeszcze wczoraj w opcji jest- miałam go odebrać ( sama!) i nic bliskim nie mówić, aż do piątku, po konsultacji z moją p. Doktor i p. Doktorem z Genetyki.  Niestety, najpierw się dowiedziałam, że dziś przyjeżdża Misiek ( skomplikowane manewry samochodowe), z którym wracam, a właściwie to On ze mną, do DM. Po drodze odbierzemy wynik. Na dodatek, dziś rano do DM udała się Tuśka z Pańciem ( specjalnie pociągiem, by maluch  miał  radochę :)) i zostają do jutra. I o to w ten sposób, plan, który przewidywał zatajenie ewentualnych złych wieści przez jeden dzień- spalił na panewce.

Dziś mi się trochę pokiełbasiło, jutrzejszy plan- mam nadzieję, że  przynajmniej w części medycznej, nie ulegnie zmianie.  Choć być może w wyniku moich wizyt , znowu wszystko ulegnie przetasowaniu…

Pojutrze miało być już tylko przyjemne. I wciąż są na to duże szanse 🙂