Nic na to nie poradzę…

…a może mogłabym, tylko nie wiem, czy chcę.

Dlatego będzie jak będzie, bo planować to ja sobie mogę, a życie i tak pokaże, to co ono chce. O co chodzi? O ton, temat, nastrój, nastawienie- to tu na blogu. Trudno, wychodzi ze mnie to, co wychodzi, i nawet jeśli mnie samej się nie podoba- to jest autentyczne. Choćby,  tylko na ten czas, na ten moment…Bo przecież, nie jest możliwe przekazać każdą minutę swego życia, każdy uśmiech, każdą łzę…Nie da się, i nie wiem czy tego chcę… A może nie zawsze potrafię?

Ale plany przede wszystkim odnoszą się nie do bloga, tylko do życia poza nim. Niezależnie czy je zrealizuje, to muszę o nich myśleć i powoli (kurczę, sęk w tym, że powinnam przyspieszyć) je realizować. Te, które do tej pory spychałam, odkładałam na później…

Porządki.

Ja, której rozpakowanie walizki zajmuje czasem tygodnie, muszę ogarnąć to wszystko, co zgromadziłam do tej pory. Uporządkować, posegregować. Wszędzie mam bajzel totalny! Począwszy od zdjęć, które mam na 4 kompach, dokumentach, które są wszędzie i wysypują się z niektórych teczek, skończywszy na czystce w szafach i szafkach.  Do tych ostatnich muszę mieć kogoś do pomocy, kto trzeźwym okiem pomoże mi pozbyć się wszystkich przydasiów, i nie może być to Tuśka, bo zostałabym ogołocona ze wszystkiego. Ma lekką rękę do pozbywania się 😉

Siedem miesięcy temu, kupiłam sobie w home&you  skrzyneczkę na konkretne przydasie. Przy zakupie, oznajmiłam OM, na co ją przeznaczę. Dzieciom, że muszę (niezależnie od skorupiaka) zgromadzić w jednym miejscu wszystkie kody dostępu, które gdyby coś, to muszą znać. Dobrze się domyślacie- stoi pusta 😉

Nie, nie, nie! Nie piszcie (nie myślcie), że najwyraźniej to jeszcze nie czas. Nikt nie wie, kiedy jego godzina nadejdzie i czy zdąży przekazać to, co chciałby przekazać. Najczęściej o tym się nie myśli. Mnie skorupiak nauczył myśleć. Ale jak na razie tylko myśleć, a nie działać. Dlatego planuję mobilizację się w tym zakresie 🙂

Ale na razie to muszę przesadzić kwiatki do skrzynek, bo zaokienne sypialniane bratki, już czas zastąpić begoniami i przenieść na tarasowy parapet :)))

Wiesz jaki numer E. wywinęła jej mama?- zapytała mnie PT. Wiedziałam, że jakiś czas temu zmarła, tylko tyle.  To był szok dla E. i jej rodziny, bo matka nigdy nie chorowała, nigdy nie skarżyła się, a tu nagle: rak i rach-ciach, poszło błyskawicznie. Gdy E robiła porządki w jej mieszkaniu, nie znalazła żadnej dokumentacji choroby, wszystko  było wyczyszczone…

Pomyślałam sobie, że przecież od lat myślę o tym, że nie mogę po sobie zostawić bałaganu. Nie mam zamiaru pozbywać się mojej,  jakże obszernej  dokumentacji medycznej, wręcz przeciwnie- wreszcie zrobić w niej porządek. Przede wszystkim ze względu na Tuśkę.

W tym tygodniu: ( wczoraj) pogrzeb w rodzinie OM, i teściowa ( dziś) w szpitalu. Serce- czekam na wieści i nerwowo stukam w klawiaturę.

Nie wiem dlaczego ( dopiero) dziś, tu i teraz, przy tej notce, ale muszę:

Maksa- naszego psa-   potrącił samochód- niestety złamany kręgosłup= uśpienie. Stało się to wtedy, gdy  cierpiałam z bólu (nerwoból). Czyli miesiąc temu. Długo nie mogłam się zebrać, by o tym napisać, i dziś, to też nie jest wcale łatwe. Jednak uznałam, że w końcu muszę, szczególnie że w przeszłości były popełnione przeze mnie notki na jego temat. Maks był  niepoprawnym indywidualistą, bez posłuchu, i jak kot chadzał własną drogą. Był utrapieniem. Gimnastykował nas i ćwiczył naszą cierpliwość. Dlatego choć przez lata był domowym psem, to w rzeczywistości więcej czasu spędzał na podwórku. Uwielbiał samowolne wycieczki po wsi. Wiem, wiem…Niedopuszczalne! Wystarczyło jednak otworzyć bramę lub nie zamknąć furtki- a psa już nie było! Ile ja to razy musiałam się nagimnastykować, by go oszukać i wymknąć się na  rowerową przejażdżkę. W niejednej mi towarzyszył… Nikt już mnie tak radośnie nie wita, gdy wracam do domu…Miał 11 lat.

Przed chwilą miałam telefon z propozycją nie do odrzucenia. Pani się grzecznie zapytała, czy byłabym w stanie jutro do nich przyjechać, bo jedna osoba wypadła z grafiku. Oczywiście, że tak – odpowiedziałam bez namysłu. I w ten oto sposób, jutro o godzinie 18.20 mam badanie PET-CT.

OM jeszcze nie wie, ale się dowie, bo będzie musiał mnie zawieźć, a co za tym idzie: zmienić, poprzestawiać jutrzejszy dzień.

Idę teraz poprzesadzać trochę, póki znowu ktoś/coś w  moich planach nie pomiesza 😉

P.S. Dziękuję za okazane mi wsparcie. Bardzo je sobie cenię!

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy