How are you…?

…To zwrot jaki poznajemy na pierwszej  w życiu lekcji angielskiego (przynajmniej tak było za moich czasów). Czyli: jak się masz?, co słychać?, jak się czujesz? – najbardziej utarte (grzecznościowe)  powitanie. Rytuał językowy.

Na rodzimym podwórku, pytanie „jak się/pani czujesz?” potrafi u mnie wywołać irytację i chęć odpowiedzi: wczoraj popiłam i dziś leczę kaca, ale jest ok!  No nie mogę jej powstrzymać (irytacji), gdy słyszę to od osób niezatroskanych o moją skromną osobę czy życzliwie zainteresowanych, a od osób po prostu ciekawych. Od osób, z którymi nie mam żadnych  bliższych i mniej bliższych relacji, a oni uważają, że muszą o to pytać, bo akurat mnie widzą. Bo coś tam słyszeli i  wiedzą…No więc nie muszą! Nie muszą posiąść wiedzy o moim samopoczuciu, osoby, z którymi nie mam żadnych prywatnych relacji i tylko wiem, kim są, a oni wiedzą, kim ja jestem. Bo mieszkam na wsi. Zresztą, co miałabym im odpowiedzieć: dobrze, dziękuję; dziękuję, ale źle…? Szczerze mówiąc (pisząc) uważam, że pytanie mnie o to, jest nie tylko pytaniem nie na miejscu, ale i pytaniem bezczelnym (tylko w wydaniu tych  konkretnych osób). Nic na to nie poradzę, że tak to odbieram. A może powinnam odpowiadać wymownym: I still am. Grzecznie i z uśmiechem 😉 Tylko czy zrozumieją, nawet jeśli powiem to w ojczystym języku?

No, czasem to ja sama się nie rozumiem 😉 Czytam teraz: House of cards, i z każdą kolejną kartką, mam coraz większą ochotę na obejrzenie najgłośniejszego serialu XXI wieku, dla którego książka to literacki pierwowzór. Ktoś czytał, ktoś oglądał? O serialu już wcześniej słyszałam, że jest najlepszym serialem od lat. A nie rozumiem się, bo rzecz jest o ambicji, manipulacji i korupcji, czyli o władzy „po trupach” na salonach politycznych Wielkiej Brytanii- książka i Waszyngtonu- serial. Tak jakby mało mi było polityki na rodzimym podwórku 😉

Przeczytałam dziś (na żółtym pasku), że Putin nam się w końcu objawił 😉 Obstawiam, że za jego zniknięciem stoi  botoks lub inny lifting 😉

 

 

Reklamy