Poleciało…

Na siłę nie staram się być silną. Pozwalam sobie na niemoc, oszczędzając w ten sposób energię na to, co mi sprawia przyjemność. Problem w tym, że ostatnio niewiele tego jest. Nastrój spadł  i odbija się jak szmaciana piłeczka od dna. Niemrawo. Byle co, byle kto może sprawić, że…jest źle. We mnie. Nie pomaga też fakt, że czerwone krwinki spadły do niebezpiecznej granicy, a dawka chemii na pewno ich poziomu nie wyniosła wyżej. Powtarzam sobie, że: wszystko mija…

Co do „niedziania się”, tkwimy w oczekiwaniu na wynik. Niezależnie od tego, jaki będzie, trzeba będzie zadziałać. Tak czy inaczej, to „się zaczęło”. Kolejne himalaje do pokonania, bez gwarancji wejścia na szczyt. Ale kto dziś daje gwarancje w ciemno?

Chciałam jeszcze raz WSZYSTKIM podziękować za Wasze wsparcie!!!! DZIĘKUJĘ!!!!

**********

Muszę złożyć papiery do ZUS-u. Do tej pory, podczas pięciu spotkań ( w szpitalu) z innymi pacjentkami, byłam jedyną osobą na zwolnieniu lekarskim. Jest to pewnie związane z wiekiem, ale i tym, że większość osób, jeśli nie jest na emeryturze to na rencie. Nawet te młodsze. Mnie ZUS zawsze uzdrawiał, szkoda tylko, że wraz ze świadczeniem nie zabrał choroby. Byłabym bardzo wdzięczna i dozgonna. Bez szemrania pracowałabym do wieku emerytalnego 😉