To się nie dzieje…

…Nie teraz! Nie ten czas…choć żaden nie byłby dobry i nawet świadomość, że kiedyś nadejdzie taki moment, że trzeba będzie się z tym zmierzyć, nie pozwala na oswojenie się…Bo w człowieku zawsze jest nadzieja, czasem rozbuchana, czasem tylko tląca się, że jego to nie dotyczy.

Moja siła ( dostrzegana przez swoi i obcych) legła w gruzach. W jednym momencie. Nie płakałam, po prostu…zawyłam, a łzy same leciały. Nigdy wcześniej aż tak, mimo diagnoz nie po mojej myśli, ale ta, choć jeszcze nią nie jest, nie dotyczy mnie. I tu moja siła zastrajkowała… Ból głowy rozsadzający czaszkę, myśli, które pędziły tylko w jednym kierunku…Dopadł mnie zwykły ludzki ( matczyny) strach. To się nie dzieje…! Za wcześnie!!!

Zaczęło się- słowa Tuśki.

Wieczorem zadzwoniłam do Przyjaciółki ( terapeutki), by upewnić się co do jej przyjazdu. Powiedziałam.

Qrwa- usłyszałam.

No qrwa, cokolwiek to jest. odpowiedziałam.

Cokolwiek, to i tak qrwa.

Tylko na tyle nas było stać, w tym temacie…na ten czas.  Czekanie potrafi dobić, wiedza również, ale niewiedza zabić.