Matka i córka…

Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że  nie mam kontaktu z własnym dzieckiem. Żadnego kontaktu. Nie wiem, co robi, gdzie mieszka, jak żyje…I nie ma znaczenia fakt, że to dziecko jest już dorosłe, przynajmniej w świetle prawa. Co więc musi się stać, jakich relacji zabraknąć, żeby zaistniała taka sytuacja?

Nigdy nie były sobie bliskie- typowa córeczka tatusia, zapatrzona  bezkrytycznie w ojca. Matka dogadywała się ze starszym  i młodszym bratem, z nią nie. Próbowała, ale ona tego nie potrzebowała. Nie przychodziła do matki ani z małymi, ani z dużymi problemami, tym bardziej się jej nie zwierzała. Negowała, wyśmiewała zdrowy styl życia, który matka próbowała narzucić całej rodzinie. Nie znosiła mentorskiego stylu bycia własnej rodzicielki. Tak, matka bywała upierdliwa. Ale kochała swoje dzieci, męża, swoją rodzinę. Troszczyła się o nich, o dom, dbała też o siebie.

Zdrada, porzucenie, rozwód, był dla matki ogromnym ciosem. Córka stanęła po stronie ojca, obwiniając o wszystko matkę,  i tak jak on, wyprowadziła się z domu. Szok, tym większy, że mijały tygodnie, a nie było z nią żadnego kontaktu. Mijały miesiące, a matka nie wiedziała gdzie mieszka i co robi jej dwudziestoletnia córka. Córkę nie interesowało to, że matka   z dnia na dzień została bez dachu nad głową, bez środków do życia, że musiała zacząć życie na nowo. Żadnej empatii, żadnego współczucia, żadnego kontaktu. Ile trzeba mieć żalu, pretensji i o co, żeby tak się odciąć?

Dziś, a od tego czasu minęło już dwa lata, doszło do jednego spotkania, w specyficznych okolicznościach, i tylko  dzięki staraniom brata. Dziś, matka wie, gdzie mieszka jej córka i co robi. Córka potrafi już przysłać matce SMS-a z życzeniami świątecznymi, ale wciąż ze sobą nie rozmawiają. Matka nie rozumie tej sytuacji, nie raz analizowała swoje zachowanie, ich wcześniejsze relacje, wypytując się różnych osób, które znają je obie, gdzie popełniła błąd? I wciąż nie zna odpowiedzi. Mówi, że pozostaje jej tylko kochać. Kochać własną córkę, wbrew temu, co dostaje w zamian. I to czyni, pogodzona z sytuacją.

Muszę przyznać, że nie tylko sobie nie mogę tego wyobrazić, ale i zrozumieć. Bo choć zdaję sobie sprawę, że nie wszystkie matki i córki mają ze sobą cudowne relacje i potrzebują bliskich, codziennych kontaktów, to jednak takie odcięcie się, odcięcie, które przynosi ból i niezrozumienie dla drugiej strony- jest po prostu okrutne i trudno je usprawiedliwić.

Reklamy