Na lepsze i gorsze dni…

Te gorsze spędzam w DM. W pozycji poziomej, w łóżku z miską obok, i wszystkim tym, co jest mi potrzebne w zasięgu ręki. A niewiele mi w tym czasie potrzeba. Mama na każde zawołanie, tata przychodzący wieczorem, syn wpadający codziennie gotowy do pomocy, dwie odwiedzające przyjaciółki…i nie tylko oni. Dają mi poczucie, że nie jestem z tym wszystkim sama. Dni mijają szybciej, weselej, mimo fatalnego samopoczucia. Zbieram siły na powrót do domu. Na lepsze dni…Przyjeżdżam do wysprzątanego, pachnącego- to zasługa córci i lokalnej przyjaciółki…Jeszcze słaba, ale z ochotą na życie…Przyjaciółka przychodzi codziennie. Nie pracuje, więc ma czas. Podrzuci jakiś obiad, ogarnie kurze, a nawet ostrzyże 😉 ( nie nacieszę się długo tą krótką fryzurką) No i przede wszystkim jest OM i Pędraczek 🙂 Szczególnie ten drugi mobilizuje do pionu, czyli normalnej aktywności życiowej. Dni szybko mijają…

Bliscy, każdy ich ma. Moi, kolejny raz sprawdzają się, że są na dobre i te gorsze dni. Nigdy się na nich nie zawiodłam.

Rodzice. W każdej sytuacji życiowej mogłam na nich liczyć. My, czyli moja rodzina. Jestem szczęśliwa i wdzięczna, że są w miarę zdrowi i aktywni…I zła, że muszą kolejny raz ze mną przez to przechodzić…

Dzieci. Całkiem inaczej się choruje, jak dzieci są już dorosłe. Za pierwszym razem byli po prostu dziećmi, za drugim nastolatkami…Teraz jest  mi łatwiej.. Im pewnie niekoniecznie.

Przyjaciele. Zaprawieni w boju razem ze mną. Nie odpuszczają, choć i im zdarzają się mokre oczy…

Jesteście jeszcze WY. Również ważni 🙂

Ludzie. To oni są najważniejsi w życiu człowieka. Ja to wiem i doceniam!