Obrośnięta w piórka ;)

Znowu czeka mnie zrzucenie niezbędnego i zbędnego (tu nie żal) owłosienia. Chyba nie można się do tego przyzwyczaić, ale przygotować się w pewnym sensie, już tak. Włosy są atrybutem kobiecości, i niewątpliwie fryzura dodaje urody, choć bywa, że i odejmuje, dlatego posiadanie własnych, nawet najbardziej mizernych- jest bezcenne. Ten wie, kto je traci. Szczególnie gdy ma się gęste, grube, długie…Szczególnie gdy ma się alergie na perukę, a w chustce wygląda się jak debil, niewiele lepiej w czapkach…Szczególnie jeśli się dobrze wie, jak będzie, bo już się nie raz to przerabiało. Jednak peruki, chustki, czapki, tudzież inne turbaniki są jakąś alternatywą dla łysej głowy. Choć w moim przypadku to kiepska alternatywa, z powyższych powodów 😉 Do tego brak brwi i rzęs, choćby najbardziej mizernych dopełnia debilowatego wyglądu. Coby nie było!, chodzi mi o mój, li tylko mój, subiektywnie patrząc. Innych nie śmiem oceniać; u innych dużo łatwiej jest mi dostrzec piękno, mimo pewnych braków. Więc, żeby temu, choć ciut zaradzić, zrobiłam sobie permanentny makijaż, po raz pierwszy w życiu. Oczywiście tylko brwi. I teraz zżera mnie ciekawość, jak będą wyglądać, gdy moje wypadną. Nie, żebym się nie mogła doczekać, aż tak to nie 😉 Szczególnie że w chwili obecnej bardzo mi się podobają, i zła jestem, że na ten pomysł wpadłam dopiero teraz, gdy bezbrewie nade mną zawisło 😉

Reklamy