Medytacja, rzeczywistość, czerwone wino…

Przypadkiem znalazłam się na pewnym wykładzie. Wątpię, że był on mi przeznaczony 😉 Wynikało z niego, że nasze niemedytujące umysły są jak dzikie galopujące konie, jak małpy skaczące z gałęzi na gałąź. Dlatego istnieje potrzeba dosiąść konia i go ujarzmić- tak głosi tradycyjna teoria. Po to, by wolny umysł, oczyszczony z natłoku myśli,  mógł spokojnie dostrzec piękno tu i teraz. W tym ma pomóc właśnie medytacja, czyli praca z umysłem. Szczerze mówiąc: wykład uświadomił mi, że często ulegam medytacji nie wiedząc o tym 😉

Po wykładzie zacumowałam w Portofino. Jedząc nie całkiem włoskie danie jakim jest średnio wysmażony stek i pijąc całkiem włoskie wino- wraz z Przyjaciółką popłynęłyśmy ku meandrom rzeczywistości 😉  A rzeczywistość jest, jaka jest. Wystarczy, że dyrektor placówki nie dba o swojego pracownika, ten pracuje na pół gwizdka, bo na cały to mu się nie opłaca, w końcu płacą mu za pół, słowo pilne zostaje tylko na papierze, i nawet znajomości nic nie pomagają, bo akurat padł serwer. Więc wciąż jestem uboższa o wiedzę, którą miałam posiąść w piątek, po 2.tygodniach oczekiwania. Pozostało tylko upić się 😉 Na szczęście na wesoło 🙂

 

 

Reklamy