Zapach satysfakcji z nutą niepokoju…

Typowo jesienny dzień…Mglisty, mżysty, ale trzeba przyznać, że w miarę ciepły. Gdy poranek wita z temperaturą dwucyfrową, to już jest dobrze. Nawet jeśli w ciągu dnia temperatura podskoczy tylko dwa lub góra trzy stopnie…Nie narzekam na jesień. Tę jesień. Jak na razie skradła mi tylko czas. W zamian dała pogodę i niepogodę oraz …grzyby. Wpadłam w szał suszenia i jak nigdy, w żadnym roku,  suszonych grzybów  mam po kokardkę 😉 Dom pachnie lasem…

Czytam. Ogarniam to, co mam do ogarnięcia. Jestem, bywam z Pędraczkiem. I mam wrażenie jakbym była z boku tego. co wokół się dzieje. Świat pędzi, a ja zasuwam własnym torem. Raz szybciej, raz wolniej…Czasem mam tylko wrażenie, że coś mi umyka. Coś przeoczyłam. Ważnego.