Na rozgrzewkę…

Najchętniej zakopałabym się – pewnie jak większość- przed rzeczywistymi okolicznościami przyrody,  w bezpiecznie  ciepłych i swojskich pieleszach, aż do momentu, gdy wiosna znowu powróci. Bo przecież była! Ale się nie da!, choć staram się, więc prawie mnie nie ma. Zaległości się piętrzą, walcząc ze mną o pierwszeństwo, ale i tak wszystko przegrywa, gdy na scenie pojawia się Mały Szkrab 😉 Dziś w ramach resocjalizacji wstałam o przyzwoitej porze i zawodowo popracowałam. Tak na rozgrzewkę. Na rozgrzewkę bulgocze w garnku pomidorówka. Bo to znowu czas na gorące zupy o każdej porze dnia. Oregano, lubczyk, zielona pietruszka oraz szczypta bazylii przełamie krwistą czerwień i wspomoże smak.  Na tle okna, za którym białe szaleństwo przykryło zieleń, stoją  w wazonie czerwone róże… od piątku… Piękny widok…dopóki nie muszę wychodzić  na zewnątrz. A muszę. Muszę i na krótko, i na dłużej. I wyjechać muszę do DM. Trzeba w końcu  prawdzie stawić czoła 😉

A na razie, by dodać kolorytu życiu,  kupuję kolorowe czasopisma, by sobie pooglądać. Filmy, na które nie zdążyłam pójść do kina.  Stwierdzam,  kolejny raz, że własne łóżko i indywidualny seans jest atrakcyjniejszy, niż sala kinowa 😉  A na pewno wygodniejszy!

Na rozgrzewkę również jest ten dzisiejszy post. Bynajmniej nie przed maratonem 😉 Nawet nie przed regularnym treningiem…Jakoś zasmakowałam się w tym, że jest mnie mniej. Prawie wszędzie. Ale myślę.

Byle do wiosny!

14 myśli na temat “Na rozgrzewkę…

  1. Poogoda mnie dzis dobila…nie chce juz szarosci i bieli, chce zielen i slonce…cvo prawda dzis tez spotkalomnie cos milego ale to juz zupelknie inna historia..
    ;*

    Polubienie

  2. A ja zdecydowanie wolę kino: tam się zatapiam, w domu rozpraszam czymkolwiek i ciągle. Inna rzecz, że zwykle chodzę na filmy, na których prawie nikogo nie ma, w porach, w których prawie nikogo nie ma.
    A wiosna powinna przyjść natychmiast, już za mocno marznę.

    Polubienie

    1. Wiosna się ociąga, a ja tracę cierpliwość…
      Ja włączam sobie film gdy nikogo w domu nie ma i wyłączam pozostałe wszystko co może mnie rozproszyć, ale owszem zdąża się… Kino lubię, ale tylko wtedy, gdy film był wart mego poświęcenia i czasu…wszak muszę go sobie duzo więcej zarezerwować…

      Polubienie

  3. a ja niezniszczalna w końcu się rozchorowałam. Za oknem biało i słonecznie cóż z tego, czekam na wiosnę. Wtedy się pewnie pozbieram … zdrowo 😉 pozdrowienia 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s