Powinnam dziś otworzyć szampana, ale…

Choć fachowcy już w sobotnie południe zniknęli jak kamfora-  skończywszy swoją robotę szybciej niż myślałam- to wciąż zaplanowane zmiany nie osiągnęły efektu końcowego…  Mimo że skutki ich robocizny są jak najbardziej odczuwalne, to do odtrąbienia końca jeszcze trochę czasu upłynie. Więc szampana nie otwieram…

Dziś w końcu odebrałam wynik TK. Z bijącym sercem rzuciłam się do czytania. Ulga. Nerw.  Do tej pory miałam jedną zmianę na jednym narządzie. Pod obserwacją, wciąż nieulegająca zmianom już dawno przeze mnie została oswojona.  Dziś wiem, że jest druga, na innym narządzie. O połowę mniejsza- na pocieszenie, chyba. A na uspokojenie Genetyk powiedział: trzeba obserwować. Co powie moja Pani Doktor, to się okaże, jak się zbiorę w sobie i się do niej udam. Wkrótce zapewne, bo nie lubię, jak zbyt długo coś mi leży na wątrobie, a tym bardziej jak zalega.

Ale na razie na  głowie mam sprzątanie domu. Generalne. Wyrzucenie wszystkiego, co zbędne. Przeprowadzkę i, wtedy padnie wystrzał. Szampan się poleje 😉

Odtrąbię koniec…być może również moich rozterek, albo dam sygnał do walki…

Z DM oprócz niejednoznacznego( dla mnie) wyniku, przywiozłam kołduny i barszcz czerwony- produkcji maminej, oraz „Sejf”- ktoś czytał? I fiołki :)- fachowa nazwa wyleciała mi z głowy…