Mieć wiele czy niewiele…

Tak się zastanawiam, czy jestem, czy nie jestem minimalistką. I nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć. A może właściwiej byłoby postawić pytanie: czy potrafiłabym nią być? I tu bez wahania, ale z jednym warunkiem, odpowiadam:TAK!  Warunek to  pozbyć się sentymentalizmu. Ogólnie nie lubię obrastać w rzeczy, – nie mam tu na myśli garderobę- nie kolekcjonuję niczego, ale się przywiązuję i pod pretekstem przyda się, upycham po kątach. Jedynie z  szafą jakoś łatwiej, w końcu trzeba zrobić miejsce na nowe ciuchy;) Łatwiej, bo ile można mieć rzeczy ” po  domu i  po zagrodzie”? Łatwiej, bo  te, których już nie potrzebuję- po wewnętrznej ze sobą walce- po prostu oddaję i w ten sposób nadaję im drugie życie. I strasznie się cieszę, gdy obdarowanej osobie oczy się świecą i  pojawia się uśmiech  od ucha do ucha. Między świętami a sylwestrem udało mi się sprawić komuś dużą radość i sobie nie mniejszą. Łatwo nie było, bo akurat rzeczy były po Tuśce, a w rozmiarze 32, 34, XS nikogo nie mam w rodzinie, a w wśród znajomych dzieci, nawet 10.latki i 12.latki   nie mieściły się w te rzeczy.  Wszak obecnie,  młodzież mamy dorodną 🙂 Ale kto szuka, ten znajduje i prawie trzy duże wory ciuchów poszły w dobre ręce 🙂  Misiek również zwiózł mi wór swoich rzeczy i czeka mnie segregacja, bo mam  pomysł komu mogą się przydać.

Moje dzieci dużo łatwiej pozbywają się tego, co uważają, że już  nie jest im  potrzebne. Na szczęście nie wyrzucają, tylko najczęściej przez moje ręce obdarowują tych, którym  jeszcze mogą one służyć.

Wracając do minimalizmu. Jeśli chodzi o szafę, jest to jak najbardziej możliwe. Nowinki technologiczne, wszelkie gadżety? Nie interesują. Owszem: telefon, laptop- bo wygodnie w łóżku- telewizor, a w kuchni blender- i wystarczy. Tak naprawdę z jednego nie potrafiłabym zrezygnować. Z samochodu. To był mój jedyny warunek przeprowadzki z DM  na wieś. Auto gwarantuje mi wolność, niezależność…

Dochodzę do wniosku, że być może minimalistką nie jestem, ale mam na nią zadatki.

A  Wy?

Jaki będzie?- tego nie wie nikt, ale…

Moja Przyjaciółka oznajmiła, że to będzie mocny rok. Mocny, bo „szóstkowy”- cokolwiek to znaczy. W każdym razie ja się tej szóstki chwyciłam jak rzep psiego ogona i z determinacją większą od nadziei, wierzę, że właśnie tak będzie, i już! No zwyczajnie liczę na tę szóstkę bardziej niż na wygraną  w totolotka choćby marnej trójki, bo w totolotka trzeba grać, a to się po prostu będzie samo działo- siłą rozpędu! Po cichu też  liczę  na szczególne względy, bo jestem numerologiczną szóstką. Chyba, bo ja się na numerologii w ogóle nie znam. Ale po zliczeniu cyferek w dacie urodzenia- szóstka wychodzi jak w mordę, no! A żeby tej mocy jeszcze dodać, to po dodaniu dnia i miesiąca wyłania się…ta dam! -piękna 13!
Tak czy siak, bardzo mi się podoba stwierdzenie: Mocny Rok! I tej wersji będę się trzymać 😉
A ten, który od  kilkunastu godzin jest już wspomnieniem- był rokiem dziwnym. Z jednej strony pełnym kłopotów, zawirowań, a nawet beznadziei, a z drugiej strony ofiarował mi antidotum na wszelkie zło tego świata. Kogoś, kto jak nikt do tej pory, bez robienia czegokolwiek, tylko samą swoją obecnością stawiał mnie do pionu i nadawał sens, i dodawał sił, by nie pogrążyć się w niemocy…Był też rokiem wolnym od macek skorupiaka, kolejnym podarowanym od losu, więc mam za co dziękować. I robię to!  Paradoksalnie jednak, mój wewnętrzny niepokój, który z mniejszym lub większym  powodzeniem w sobie tłumię-w myśl zasady, że martwić się  zawsze zdążę- wzrasta z każdym kolejnym zdrowym rokiem. A może to nie paradoks, tylko racjonalizm? Wiedza? Statystyki?
W każdym razie wersja „cudownie uzdrowiona”, gdy pada z ust lekarza, również ma swoją moc, nawet jeśli przed nie ma słowa „jest” tylko „będzie”. Jakby nie było to zawsze są to otwarte, a nie zamknięte drzwi…
Niewiele chcę, niewiele oczekuję, choć liczę na lepszy rok. I oczywiście kolejny zdrowy, choć zdrowy w moim przypadku to stwierdzenie względne. Ale tu akurat trzymam sztamę z ZUS-em i oby jego proroctwo jak najdłużej, choćby do końca świata, było faktem!
A Wam życzę- oprócz zdrowia, bo ono jest fundamentem wszystkiego- by ten rok był rokiem obfitującym w sukcesy, marzenia, miłość, przyjaźń.
I niech MOC będzie z Wami!!!
A jakie są Wasze oczekiwania wobec 2013?
Mnie w tej chwili nasuwa się jeden ważny postulat, by to przedwiośnie, które mam za oknem nie zamieniło się po jakimś czasie w zimę, tylko  jak chronologicznie przystało,  przeobraziło się w WIOSNĘ.  A co! Postulaty mogę mieć…;) I wiosnę w lutym- marzenie!