Jutro ma być dawno zapowiadany spektakularny koniec świata. Czyżby? Wiadomo, obiecanki cacanki, a Majowie nic na ten temat nie wiedzą…
Ja tam swój koniec świata już miałam.
Wczoraj. I nic ani nikt go nie zapowiadał. Wręcz przeciwnie, jak już to ukrywał ten fakt przede mną.
Objawił się nagle, z zaskoczenia. Legitymacją pomachał, po tym, jak się przedstawił: Windykacja!
Kwotą sypnął jak z rękawa, a pode mną nogi się ugięły i już miałam spektakularnie zemdleć, gdy myśl zaświstała, że coś się tu nie zgadza.
Pytam się grzecznie, lecz stanowczo czy dane są aby aktualne i w odpowiedzi słyszę, że i owszem z dnia dzisiejszego. Jak nic koniec świata! Kwota mnie po prostu zabiła. Dzwonię do OM niech się do tego ustosunkuje. OM dzwoni do firmy, Windykacja dzwoni do firmy, słyszę jak po drugiej stronie  komputery szaleją. Po chwili Windykacja uprzednio zrobiwszy jakieś rachunki, podaje mi 1/3 poprzedniej sumy. Do mnie powraca życie, ale słyszę, że kwotę trzeba uiścić dzisiaj, kropka, bo inaczej koniec świata…Po czym wychodzi, twierdząc, że na telefon z firmy o decyzji postępowania  poczeka w samochodzie. Po chwili słyszę, jak auto odjeżdża.
Finał jest taki, że firma nie wysyłała Windykacji, choć Windykacja pracuje  dla firmy. Nie wysyłała też zawiadomienia o jakimkolwiek postanowieniu, choć Windykacja próbowała mi w mówić, że takie były. Jedno jest pewne, że zdobyła wydruk( dość nieaktualny) i  wykazała się nadgorliwością. A ktoś w firmie nie zaznaczył, że  mimo iż  termin płatności za fakturę już minął, to uregulowanie  miało nastąpić po świętach.
Po tym, co przeżyłam, żaden koniec (świata) mi niestraszny 😉
Reklamy