Nic tak dobrze nie robi na psyche, jak trochę kolorów, smaków i muzyki ;)

Przez prawie całą sobotę  z nieba leciało białe szaleństwo…Bez konsekwencji, bo jakoś po zetknięciu się z mokrą ziemią, znikało w zastraszającym tempie. I dobrze! To nic, że grudzień, a co za tym idzie zimy metrologicznej początek. Przecież nie musi  być od razu w białej odsłonie, prawda? Za oknem było biało i szaro, więc zapragnęłam koloru… Trafiło na kapustę czerwoną- a tak a propos, czy ktoś wie czemu czerwoną, jeśli ona jest cała  w fiolecie? Surówka wyszła wyśmienita (dressing z  oliwy z oliwek, octu balsamicznego i miodu zrobił swoje), więc pożarta (przy sobocie) została w nadmiarze i nie wyszedł zamysł, żeby mieć od razu  z głowy  niedzielny dodatek do obiadu…

Poprzestać na tym nie zamierzałam, oczarowan(i)a  smakiem i kolorem- chwila i decyzja została podjęta. Deser też musi być w ten sam deseń 😉 Nic tak jak borówka z lodami nie dopełni smaku i wpasuje się  kolorystycznie. Nic, bo czekam na jakieś od Was propozycje- sama tylko to miałam na podorędziu 😉 Ale gwarantuję, że smak cudownie wyśmienity, a i  kolor zachowany, choć z braku lodów w kuble, wrzuciłam do blendera rożka kokosowego- princessy. Drobinki wafla i czekolady dopełniły smaku.  Warto eksperymentować! Najważniejsze, że nie musiałam po nic wyruszać z domu, wszak w taką pogodę to nawet pies przespał pół dnia i nie włóczył się po okolicy…

Spokojnie i błogo zleciała sobota, nawet nie musiałam się stresować reklamami, co to o świętach przypominają, że te już tuż, tuż, więc…warto byłoby coś zaplanować, aby znowu na ostatnią chwilę z czymś nie gonić.  Świątecznie jestem jeszcze w lesie, oprócz jednego: PREZENTÓW- dla Najmłodszego! Te poczyniłam już w październiku- chyba po raz pierwszy w życiu z takim wyprzedzeniem. Nawet kiedy moje dzieciaki były małe, zostawiałam to na ostatnią chwilę, a potem  już wystarczyła koperta. I sobie również zrobiłam prezent:  niedzielny koncert Maleńczuka z zespołem Psychodancing w filharmonii w ŚM.  Po raz pierwszy tego artystę  słuchałam na żywo, oraz po raz pierwszy byłam w nowym budynku filharmonii w  ŚM. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że ŚM  filharmonię posiada dopiero od półtora roku. Zresztą ja chodzenie na koncerty muzyki poważnej zakończyłam w szkole podstawowej, gdy to raz w miesiącu ze względu na wychowanie muzyczne  prawie całą szkołą chodziliśmy do filharmonii w moim DM. Potem  chodziłam  już na lżejszy repertuar, muszę jednak przyznać, że rzadko. Wracając do koncertu- to było moje najkrótsze półtora godziny…Świetna muzyka, świetni muzycy, świetny wokalista w świetnym miejscu- akustycznie! I jedyne co mi przeszkadzało,  to paradoksalnie miejsce, bo nogi same rwały się do tańczenia 😉

Przy okazji mam pytanie: czy chodzicie do filharmonii i jak często? Mam tu na myśli repertuar klasyczny…

No i co  z tymi prezentami? Mikołaj stoi za drzwiami…;) A może zdradzicie co byście chci(eli )ały dostać?

Przy poniedziałku znowu sypie…tym razem poniżej zera, więc być może białe szaleństwo  zostanie na dłużej. I po co?- się pytam.

Miłego tygodnia i niech Mikołaj o Was nie zapomni!

20 myśli na temat “Nic tak dobrze nie robi na psyche, jak trochę kolorów, smaków i muzyki ;)

  1. Hmmm… Filharmonię to ja dziennie w domu mam – niestety nie najwyższych lotów, chociaż jak najbardziej klasyczny,… więc podziękuję – się nie wybieram 🙂

    Mikołaj… się zbliża – wszystkim domownikom i całej reszcie z nami powiązanej należy się… rózga – uczciwie zapracowana 🙂

    Odczep się od śniegu 🙂 Przynajmniej tyle przyjemności z tego życia, co na biały puch się pogapię :)))
    Buziaki!

    Polubienie

    1. Cóż za krytyczna samoocena 😉 Tak narozrabialiście, że nawet na najmniejszy prezent nie zasłużyliście? nie wierzę 😉
      Ty się gaisz, a ja się gapię i zaklinam by zniknął, bo muszę do ŚM jechać w sprawach służbowych i mam sporo kręcenia kółkiem…
      No!
      Buzia 🙂

      Polubienie

  2. Śnieg jest piękny ale jak ma się do ośnieżania drogę 4,5m x 50,0m, to tego entuzjazmu jakby mniej. Do filharmonii nie chodzę bo za daleko ale mam płytki i to musi wystarczyć. Nie mam specjalnych życzeń. To co jest mi potrzebne mam i trochę zbytków też. Wystarczy. Serdeczności Roksanno

    Polubienie

    1. Ha! jak ja Cię rozumiem, choć sama nie odśnieżam, to areału do od śnieżenia u mnie pod dostatkiem 😉
      No ja też do wszelkiej kultury muszę dojechać, więc stanowczo za rzadko jakbym chciała korzystam.
      Uściski 🙂

      Polubienie

  3. Witaj
    Śnieg jest u nas dopiero dziś.
    A, co od Mikołaja dostanę, to się okaże….a z resztą czekam na 2 prezenty, bo 5 grudnia mam urodziny 🙂
    Pozdrawiam ciepluteńko 🙂

    Polubienie

  4. witaj:) za filharmonią nie przepadam, wolę lżejszy repertuar. zresztą na stare lata pozmieniały mi sie gusta. a teraz i tak mam daleko nawet do kina. za to płytki są i można sie dowartościować. o zimie i śniegu milczę, bo to najgorsza dla mnie i mojego zdrowia pora roku. poza tym ciągle mi zimno (nawet jak piec bucha) a nie lubie się „naubierac”. zwłaszcza na dwór. serdeczności:)

    Polubienie

    1. I mnie to ubieranie wnerwia, bo ja często w ciągu dnia z domu wychodzę…na przysłowiowe pięć minut…Zimy nie cierpię, zbyt długa, nudna jest! czasem zachwyci, bo trudno oprzeć się widokom, ale…więcej ma minusów niż plusów, a największym minusem jest temperatura 😉
      Serdeczności 🙂

      Polubienie

  5. Hmm, pomijając fakt, że w Moim Mieście nie ma nawet filharmonii, to dodam, że w moim comiesięcznym budżecie nie ma przewidzianych wydatków na kulturę.

    Co do prezentów – nie wiem, ja czasem mam ochotę zawołać o odwołanie świąt, bo najnornalniej mnie na nie nie stać ;P.

    A poza tym dzisiaj nie powinienem pisać komentarzy, bo po nieprzespanej nocy jestem tendecyjnie marudzący 😉

    Polubienie

    1. Do świąt i ja mam stosunek ambiwalentny. Same święta lubię, za to, że rodzinnie spokojnie ze sobą przebywamy, ale ten okres przedświąteczny mnie dołuje i przez ostatnie lata wcale się nie cieszę przed, choć w trakcie już tak.
      A co do prezentów, to od lat robimy tylko dzieciom.
      Ukulturniam się rzadko, zbyt rzadko niżbym chciała, i choć tanio nie jest- jakoś daję radę. Mogłabym częściej, bo mój OM nie ma czasu by mi towarzyszyć- to zawsze jakaś oszczędność ;)- tyle, że mniejsza przyjemność…;P

      P.S. i u mnie odczuwam niedobory w portfelu- nie zawsze budżet domowy jest zapięty…ech…

      Polubienie

  6. Co ja bym chciała dostac? wlasnie sama nie wiem ale do swiat cos wymysle;)
    a co do sniegu to ja nawet lubie jak jest bialo 🙂 parki wygladaja pieknie 🙂 nie znosze za to jak snieg się roztapia…oj nie chlapy nie lubie…

    Polubienie

  7. niestety na koncerty muzyki poważnej nie chodzę, choć czasem lubię posłuchać, a w naszej „Nowej” filharmonii, która kilka lat juz ma, nie byłam a i w starej nie 😉 My prezenty od pewnego czasu też tylko dzieciom, co bardzo uspokoiło nasze przygotowania do świąt 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s