Las Minute

Kurczę… pieczone, że tak powiem. Właśnie uświadomiłam sobie, zresztą nie po raz pierwszy, że nałogowo przekładam na jutro,  to co należałoby   albo  warto byłoby zrobić dzisiaj. Podobno u niektórych takie zachowanie to chorobliwa tendencja, pewien rodzaj buntu przeciwko sobie. No to ja jestem nieźle zbuntowana.

Żeby tak przeciwko sobie?  A, jako że gdzieś tam, ten perfekcjonizm się we mnie zakorzenił, to potem w gorączce działam. Z różnym skutkiem. Sukces bywa okupiony tym, że delikatnie mówiąc, padam na pysk.

Czas to zmienić! Tylko jak?
Macie jakieś pomysły?

Może też tak macie albo wręcz przeciwnie..?

Reklamy