Wciąż o tym samym…

Ciemną nocą dziś musiałam powstać. Przygotowana psychicznie od wczoraj, moja fizyczność na moment odmówiła wykonania czynności i jeszcze bardziej zakopała  się w ciepłej pościeli. Na zewnątrz czekała nieprzyjemna rzeczywistość…wręcz krzyczała, zagłuszając nocną ciszę- nocną, bo szósta rano  w listopadowy dzień, to wciąż dla mnie noc- wstań, wstań, wstań…

I znowu kolejny już piątek…Nic odkrywczego nie napiszę, czas się śpieszy nie wiadomo dokąd. Spada kolejny dzień… Powinnam się cieszyć, jesień, zima  szybko miną. Pozornie, bo nic się tak nie dłuży, jak krótki dzień…Dzięki zgniłemu wyżowi jeszcze krótszy niż zazwyczaj…Słońce przemknie po niebie z prędkością światła. Za szybko…za krótko…

Kilka zadań na dziś. Ambitnie, jak co dzień, i jak co dzień kilka z nich zostanie odłożonych na stos z napisem do zrobienia! W garnku bulgocze rozgrzewająca grochówka… Kolejnym łykiem kawy próbuję wlać w siebie trochę energii. Przede mną cyferki i literki, czas trochę popracować. Zbyt długo przeciągam tę chwilę…

Miłego weekendu!