O zasypianiu, karze i sprawianiu przyjemności..

Odkładam sensacje na bok, nie dowiem się, czy niewinnie skazany zostanie uratowany przed karą śmierci. Nie dziś, nie tej nocy, gdyż powieki same opadają do snu….Ale sen nie nadchodzi, przewracam się z boku na bok, układam w pościeli…jest dobrze….wygodnie, tyle że wciąż nie zasypiam. Zastanawiam się, czy nie wygrzebać się z cieplutkiego  kokonu i nie zejść na dół, by zaaplikować sobie czegoś, co rozwiązałoby problem…Jednak  już po chwili moje myśli krążą wokół sensacji (czytanej ), a konkretnie kary śmierci. Są tacy, co domagają się jej w kategoryczny sposób. Oko za oko, ząb za ząb. Są pewni, że taka sprawiedliwość jest jedyną sprawiedliwością. We mnie tej pewności nie ma. Choć  słysząc o jakieś okrutnej zbrodni, nie raz pomyślałam sobie, że jedyną słuszną karą  byłaby śmierć. Tyle że ja jestem przeciwna karze śmierć, tak ogólnie.  I cieszy mnie fakt, że żyję w kraju, w którym nie ma ona zastosowania. Bo wymiar sprawiedliwości to ludzie, a ludzie nie są nieomylni.  Śmierć jest nieodwracalna.

Coraz  bardziej oddalam się od objęć Morfeusza, więc porzucam mroczne myśli i przerzucam je na coś bardziej przyjemnego. Pod powieki przywołuję obrazek z dnia… Czyjś szczery radosny uśmiech, uścisk i serdeczny całus. W odpowiedzi na mój czyn, podyktowany impulsem. Zareagowałam na potrzebę, tak z marszu…Bez kalkulacji, mam to dam i już! Warto było dla tych najpierw zdumionych, a potem śmiejących się do mnie oczu… i z tym obrazem w końcu …zasypiam 😉