W górę, w dół…

Ciśnienie mi skoczyło.

Ot, tak bez powodu…No, chyba że jest nim nieuchronnie zbliżający się listopad, dzisiejsze mniej niż zero o poranku i nocny deszcz ze śniegiem.

Obudziłam się poranną nocą, czując się niewyraźnie. Gdy uświadomiłam sobie, że jest mi niedobrze i już ściskałam w objęciach muszlę klozetową- poczułam tępy ból z tyłu głowy. Od razu domyśliłam się co zacz.  Cztery lata temu taka oświecona nie byłam, gdy po raz pierwszy miałam takie objawy.
Wyciągnęłam dawno nieużywany ciśnieniomierz- 155/98 puls 95.
Och, ciśnieniowcy pewnie machają ręką, wszak to żaden wynik. A jednak. Przy moim raczej niskim lub normalnym ciśnieniu, taki skok zawsze jest  z bonusem bólu głowy i nasilającego się odruchu wymiotnego.
Cztery lata temu skok był ściśle powiązany z chemią. A że był wyższy (170), bardziej uciążliwy i trwał co najmniej tydzień, zanim uregulowałam go tabletkami, to i przy tych tabletkach zostałam. Potem ani razu nie miałam wyższego ciśnienia niż 140,a i ono było sporadyczne. Częściej miałam w okolicach 100, a dolne 60-70, ale tak ogólnie  żadnych sensacji nie było- norma. Nie cierpiąc regularności w łykaniu tabletek, jakikolwiek, a te teoretycznie powinnam brać już do końca życia, najpierw zmniejszyłam dawki dzieląc pigułki  na pół, a potem na ćwiartki, eliminując  całkowicie najpierw jedne, a potem drugie. Przez ostatni rok łykałam 1/4 jednego specyfiku, aż  trzy miesiące temu w ogóle  przestałam łykać  cokolwiek.
Dzisiejszy atak był niespodziewany. We śnie.
Oczywiście w domu brak nawet okruszka cudownej  tabletki.
Po dwóch godzinach leżenia z bólem, gdy każdy ruch go potęgował- nagle jakby ręką odjął, coś tam tylko lekko ćmiło, ale już nie z tyłu głowy. Mierzę ciśnienie- 100/ 75. Się od razu zdenerwowałam, że teraz to mi spadnie na łeb i szyję.
Kawy sobie zrobiłam, łyknęłam maxa przeciwbólowego wiedząc, że tabletki przeciwbólowe zwiększają ciśnienie.
No i unormowałam, od godziny mam 120/80 🙂
Tyle że mam dylemat…czy to jest powód do powrotu regularnego łykania. Powinnam zapytać Rodzinnej, ale wiem, co mi powie, że nie miałam powodu, by przestać łykać…ech…
*******
Miałam tematu nie poruszać, bo na samą myśl ciśnienie może skoczyć, ale…
No nie mogę słuchać (i tego nie robię, a i tak głosy dochodzą), dyskusji na temat zmiany ustawy o aborcji.  Komu przeszkadza status quo ? Wprawdzie nieidealny, ale w bólach wypracowany …?
Czy naprawdę komuś się wydaje, że ogół społeczeństwa życzy  sobie zmian?
Takich zmian…gdzie  kobieta w  zagrożonej ciąży prawnie  nie jest chroniona, bo ważniejszy od niej jest płód/ dziecko. Mam wrażenie, że niektórzy politycy i  ci wszyscy święcie przekonani, życzyliby sobie, by od momentu zapłodnienia do momentu narodzin, kobieta w ciąży  była ubezwłasnowolniona.
Na szczęście to tylko pobożne życzenia…
Łatwo jest stanowić o czyimś losie, gdy nie ma się z nim nic wspólnego…
Reklamy