I wiatr może być sprzymierzeńcem życia…;)

Na tarasie dziki bez się zaczerwienił. Pożółkły liście orzecha. Ładnie się to komponuje na tle drzew zimozielonych. 

Tylko co z tego, jak zimno jak cholera i najlepiej uroki jesieni podziwiać przez okno, popijając gorącą herbatą z sokiem malinowym i cytryną.
Do tego ten wiatr, hulaszczy, zimny, niepozwalający na spacery. Nawet te krótkie. Głowę chce urwać. A w końcu głowa to cenna rzecz 😉
Na głowę to upadł austriacki spadochroniarz (takie jest moje subiektywne odczucie). A właściwie uniemożliwiła mu to pogoda, a konkretnie silny wiatr.
Pewnie  w końcu  dojedzie do tego skoku ze stratosfery, tylko ja  się pytam, po co?  I dlaczego?
No, bo całkiem nie rozumiem, że komuś może być  aż tak  niemiłe życie. No, ale jest ryzyko  jest zabawa, a potem splendor, o ile się wszystko uda.
Pytanie, czy się uda?
Trochę mnie to śmieszy, gdy słyszę od utytułowanych znawców, że będzie to znaczący krok w powszechne użytkowanie kosmosu w celach turystycznych.
Przez kogo?
Są zainteresowani?
Przecież jest tyle pięknych miejsc na świecie do zobaczenia, po co się pchać tak wysoko 😉 i zlecieć na łeb i szyję 😉
W końcu i taniej, i bezpieczniej…stąpać po ziemi.
I szanować życie.
W końcu mamy je jedno…
A pieniądze, które poszły na przygotowania takiego ryzykownego i kosztownego przedsięwzięcia, spożytkowałabym na inne badania naukowe, ku szczęśliwości i zdrowotności tych, co wolą twardo stąpać po ziemi i chcą to robić jak najdłużej…
Reklamy